fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

8 C
Warszawa
sobota, 20 kwietnia, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Stan wyjątkowy i zagrożenie dla wolności w obliczu COVID-19

Wolność od nadmiernych ograniczeń ze strony państwa jest podstawą swobody kształtowania naszego życia zgodnie z własnymi aspiracjami.

Warto przeczytać

Wolność od nadmiernych ograniczeń ze strony państwa jest podstawą swobody kształtowania naszego życia zgodnie z własnymi aspiracjami.

Obie strony sojuszu transatlantyckiego, Ameryka i Europa, szczycą się swoim przywiązaniem do wolności. I słusznie: te wspólnoty polityczne wyrosły z historii długich walk emancypacyjnych, domagając się praw wobec państw autorytarnych poprzedzających demokrację, podobnie jak walcząc z nowoczesnymi, totalitarnymi dyktaturami. Fundamentalne założenie, że jednostki mają prawo do wolności wobec państwa jako część zbioru praw człowieka, definiuje polityczne samookreślenie tej zachodniej wspólnoty, a zasada ta rozprzestrzeniła się na całym świecie daleko poza geograficzny Zachód. Nie wszędzie jednak rozprzestrzeniła się ona w sposób oczywisty: ani Rosja Putina, ani Chiny Xi nie są zwolennikami wolności, choć w obu krajach istnieją odważni krytycy reżimu, którzy ryzykują życie w pogoni za wolnością. Zasługują oni na nasze wsparcie.

Jednak, choć wolność jest tak kluczowa dla społeczności atlantyckiej, widzieliśmy jej nagłe i bezwzględne ograniczenie w obecnym stanie nadzwyczajnej reakcji na rozprzestrzenianie się koronawirusa. Niemiecki filozof Otfried Höffe analizuje tę beztroskę, z jaką wolność została ograniczona i poddaje to wnikliwej krytyce. Oczywiście środki ochrony zdrowia publicznego mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa są konieczne, ale Höffe wskazuje na niepokojący zapał, z jakim narzucono strategie polityczne, które mogą wykraczać poza odpowiednie środki. Można by się rozwodzić nad konkretnymi błędami politycznymi na całym świecie – jednak, co naturalne, Höffe skupia się na Niemczech i UE – jednak jego analiza wskazuje na kilka kwestii koncepcyjnych, które mają zastosowanie w szerokim zakresie, a w szczególności w Stanach Zjednoczonych.

Höffe jest filozofem reprezentującym szkołę Arystotelesa i Kanta, więc nikogo nie powinno dziwić, że przypomina nam o znaczeniu wolności: wolność od nadmiernych ograniczeń ze strony państwa jest podstawą swobody kształtowania naszego życia zgodnie z własnymi aspiracjami. Jednak najwyraźniej żyjemy w społeczeństwach, które charakteryzuje gotowość do wyrzeczenia się wolności szybko i bez większego wysiłku. Kto wiedział, że wszyscy mamy w prawodawstwie ustawy o stanie wyjątkowym – niemiecki termin Notstandgesetz? Wywołuje to złowieszcze wspomnienia z przeszłości, ponieważ pozwala władzom wykonawczym w dowolny sposób wydawać zakazy. Najwyraźniej widzieliśmy, jak wolność zrzeszania się, wolność podróżowania i wolność wyznania zostały bezwzględnie zawieszone, mimo że wszystkie te prawa mogły być bezpiecznie utrzymane, z ograniczeniem polegającym jedynie na zastosowaniu rozsądnych środków ostrożności w zakresie higieny, takich jak dystans społeczny. Dodajmy do tego zagrożenie wolności słowa: najbardziej wyraźne w postaci komunikacji za pośrednictwem mediów społecznościowych, ale także w postaci szkalowania dysydentów. Z pewnością, niektóre z tych głosów są głęboko błędne, np. zwolenników teorii spiskowych, ale inne są przemyślanymi obserwacjami bieżących wydarzeń. Jednak, co do zasady – najlepszym antidotum na krytyczne wypowiedzi powinna być ich większa liczba i lepsza jakość, a nie ich zakazywanie.

Ta szybkość, z jaką zaakceptowaliśmy logikę represji, odzwierciedla również szczególnie wąskie spojrzenie. Ograniczenia wolności zostały zaakceptowane – początkowo w panice, w odpowiedzi na wyolbrzymione najgorsze scenariusze – aby zapobiec fali zachorowań na COVID-19, która mogłaby przerosnąć możliwości systemu intensywnej terapii i doprowadzić do wysokiego wskaźnika ofiar śmiertelnych. Oczywiście powinniśmy starać się zminimalizować liczbę ofiar śmiertelnych, ale czy jest to jedyne dobro ludzkości? Początkowo niewiele uwagi poświęcano konsekwencjom ograniczeń: wpływowi ekonomicznemu na przedsiębiorstwa i ich pracowników, utracie możliwości nauki przez studentów oraz osłabieniu wielu gałęzi przemysłu. Höffe wskazuje w szczególności na upadek małych sklepów w centrach miast, co będzie miało długotrwały wpływ na charakter życia miejskiego. Dominująca reakcja na kryzys dotyczący zdrowia publicznego, opiera się wyłącznie na punkcie widzenia z perspektywy medycznej, a nie na innych płaszczyznach, które powinny przyczynić się do kształtowania polityki mającej wpływ na wiele wymiarów życia społecznego.

W spolaryzowanym środowisku kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, wysiłki administracji Trumpa, aby uwzględnić koszty ekonomiczne i zrównoważyć je z potrzebami związanymi z ochroną zdrowia, zostały odrzucone jako stanowiące jedynie pewnego rodzaju transakcję. Teraz nowa administracja walczy o naprawę gospodarki, skutecznie kontynuując troskę swojego poprzednika o środki niezbędne do życia, a nie o samo życie. Należy pamiętać o tym, jak żyjemy, a nie tylko o tym, że żyjemy. Nawoływanie Höffe do wyważenia celów związanych z ochroną zdrowia i wartością wolności jednostki, w tym wolności do zarabiania na życie poprzez działalność gospodarczą, nawiązuje do argumentów, które w Stanach Zjednoczonych wysuwali tacy myśliciele jak Scott Atlas. Okazuje się, że mają oni rację, gdyż rządy po obu stronach Atlantyku muszą stawić czoła spustoszeniu, które powoduje dławienie wolnego rynku, często poprzez arbitralne ograniczenia.

Nakładają się na siebie dwie powiązane kwestie: znaczenie zaangażowania różnych głosów w formułowanie strategii walki z koronawirusem – nie tylko przedstawicieli nauk medycznych, ale także ekonomistów, ekspertów prawnych, analityków polityki zdrowotnej, socjologów oraz przedstawicieli biznesu, rynku pracy i sektora kultury. Interdyscyplinarne forum może być w stanie wyważyć poszczególne dobra względem siebie (Höffe uczestniczy jako filozof w takiej właśnie interdyscyplinarnej grupie doradzającej rządowi Nadrenii Północnej-Westfalii). Polityka społeczna nie powinna być oddana wyłącznie w ręce epidemiologów, którzy mogą wiedzieć wiele o infekcjach, ale niekoniecznie wiele o konsekwencjach zamykania szkół. Polityka społeczna nie powinna być również powierzana jakiejkolwiek grupie ekspertów, niezależnie od tego, jak dobrze wykształconych.

Eksperci interdyscyplinarni powinni z pewnością doradzać rządowi, ale ostatecznie to demokratycznie wybrani przedstawiciele narodu – a nie naukowcy – powinni podejmować decyzje, wiedząc doskonale, że w przyszłości będą musieli stawić czoła swoim wyborcom. Nie jest to gwarancja niezawodnego rozwiązania, ale wprowadza element odpowiedzialności, którego brakuje, gdy władza jest de facto przekazywana przedstawicielom nauki, którzy nigdy nie będą musieli stanąć przed wyborcami i których przyszłe zatrudnienie jest niepodważalne – nawet jeśli ich zalecenia okażą się błędne. Argumentacja Höffe w tej kwestii, w odniesieniu do Niemiec silnie oddziałuje na sytuację amerykańską, gdzie założenie, że eksperci medyczni powinni mieć ostatnie zdanie jest zaskakująco niekwestionowane. Stąd bierze się krytyka zjawiska popadania w stan „ekspertokracji”. Alternatywą byłaby demokracja.

To wskazanie na słabość demokracji łączy się z kolejną kwestią, na którą Höffe zwrócił uwagę w odniesieniu do Niemiec, a która ma swoje odpowiedniki w Stanach Zjednoczonych i prawdopodobnie w innych krajach zachodnich. Chodzi o wzrost władzy wykonawczej. Bundestag poświęcił niewiele analitycznej uwagi restrykcjom COVID-19. W Niemczech, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych działania w tym zakresie należały w dużej mierze do gubernatorów, a nie władz legislatury stanowej. Kampania prezydencka Bidena krytykowała Trumpa za niewystarczającą kontrolę nad sytuacją nadzwyczajną – nie był on, że tak powiem, dostatecznie dyktatorski. Nie wiadomo, czy nowa administracja będzie postępować inaczej. Jednak już w pierwszych dniach rządów prezydenta Bidena, podobnie jak jego poprzedników z obu partii, dało się zauważyć tendencję do rządzenia za pomocą rozporządzeń wykonawczych. Niepokojący wniosek, który należy wyciągnąć, jest dowodem na świecką tendencję do osłabiania władzy ustawodawczej i przekazywania jej w ręce władzy wykonawczej (lub w Stanach Zjednoczonych, także sądowniczej, która jest zmuszona do podejmowania decyzji zbyt kontrowersyjnych, by mógł się nimi zająć nieśmiały Kongres). Problem ten wykracza daleko poza doraźny, spowodowany przez koronawirusa kryzys i wskazuje na nasz współczesny impas demokracji parlamentarnej.

Ostatnia refleksja etyczna: stoimy przed wyborem między priorytetem bezpieczeństwa (zdrowie, ochrona, życie) a priorytetem wolności (nasze prawa i swobody). Oczywiście, nie jest to wybór jednoznaczny, jednak w określonych przypadkach należy zachować umiar. Sygnalizacja świetlna nie jest uciążliwym ograniczeniem wolności, a zapewnia bezpieczeństwo stosunkowo niskim kosztem. Tymczasem, szczególnie w Niemczech, ograniczenia prędkości na autostradzie wywołują spory wokół kwestii wolności. Kryzys COVID-19 powinien być sygnałem ostrzegawczym nie tylko przed przyszłymi pandemiami, ale także przed kruchością naszych swobód. Jak dużo wolności jesteśmy gotowi oddać, aby zyskać jak największe bezpieczeństwo? Czy zostaniemy w ogóle zapytani, kiedy nasze swobody zostaną ograniczone? Jak bardzo nasze prawa nas obchodzą? Jak bardzo będą one trwałe w obliczu przyszłych deklaracji stanu wyjątkowego?

Więcej artykułów