fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

8.2 C
Warszawa
poniedziałek, 15 kwietnia, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Kuriozalna ustawa przyjęta przez Amerykańską Izbę Reprezentantów

To, co reprezentuje nowy „Akt o równości”, to cyniczna próba wykorzystania „Ustawy o prawach obywatelskich”, by przeforsować stanowisko radykalnych, lewicowych ortodoksyjności społecznych. Gdyby takie prawo weszło w życie, spowodowałoby znacznie więcej niesprawiedliwości, niż jej zapobiegło.

Warto przeczytać

Amerykańska Izba Reprezentantów w lutym br. przyjęła szeroko zakrojone przepisy, które zabraniają dyskryminacji osób LGBT+. Tak zwany „Akt o równości”, został uchwalony przez Izbę już w 2019 roku, ale następnie utknął w Senacie, kontrolowanym przez Republikanów. Gdyby sprawa potoczyła się wtedy inaczej i tak kontrowersyjna ustawa byłaby zawetowana przez ówczesnego prezydenta Donalda Trumpa. Obecnie, została ona jednak kolejny raz przekazana do rozpatrzenia w Senacie, ale jest mało prawdopodobne, aby przez niego przeszła. Debata dotycząca jej uchwalenia obnażyła ideologiczną walkę między liberałami, którzy popierają ten akt, a konserwatystami, którzy twierdzą, że narusza on wolność religijną.

W gruncie rzeczy, nazwa ustawy jest błędna a cały dokument to parodia. W obecnym kształcie miałaby ona dodać do „Ustawy o prawach obywatelskich” z 1964 r. zakaz dyskryminacji ze względu na „płeć, orientację seksualną i tożsamość płciową”.

Przymus „równości”

Co więcej, cała ta sprawa dotycząca płci, radykalnie różni się i pochodzeniem, i charakterem od problemu, jakim w historii USA był rasizm. W tym przypadku, ustawodawcy na nowo chcą zdefiniować płeć i „tożsamość płciową”. Ma to wymusić na każdej instytucji finansowanej ze środków federalnych – w szczególności na szkołach i uczelniach – traktowanie transpłciowych mężczyzn, jakby byli kobietami. I odwrotnie – takich kobiet, jakby były mężczyznami. Ma też zapobiegać dyskryminacji ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową m.in. przy udzielaniu kredytów czy przy wypełnianiu obowiązków przysięgłego.

W obawie o wolność religijną

Ustawodawcy przygotowując nowy akt, zadbali o to, żeby istniejąca już „Ustawa o przywracaniu wolności religijnej” „nie stanowiła podstawy do zakwestionowania stosowania lub egzekwowania” jakichkolwiek przepisów nowej ustawy. Jednym słowem, zatrzaskują tym drzwi do sądu każdemu, kto uważałby, że działania rządu na podstawie „Aktu o równości” uderzają w jego wolność religijną. Daje to też decydentom swobodę ograniczania, kompromisu, a nawet eliminowania podstawowego prawa do praktykowania religii w ramach programu politycznego „Aktu o równości”.

Naginanie ustawy

Autorzy „Aktu o równości” z premedytacją nawiązują do historycznej ustawy stworzonej do zwalczania dyskryminacji rasowej, gdy przemycają fałszywe i nieuzasadnione roszczenia. Próbują na siłę powiązać problemy osób dotkniętych rasizmem z problemami osób z grupy LGBT. Twierdzą, że na przykład, „osoby transpłciowe są właścicielami domów o połowę rzadziej niż osoby nie transpłciowe, a około 1 na 5 osób transpłciowych doświadcza bezdomności”. Te dane są z pewnością niepokojące – nie ma jednak dowodu na to, że główną przyczyną takiej sytuacji jest dyskryminacja, jakiej doświadczają ci ludzie. Zwłaszcza, że psychiatrzy i psycholodzy zajmujący się dysforią płciową zaobserwowali, iż w przypadku tej grupy, nawet gdy jest społecznie akceptowana, często występują choroby współistniejące.

Przekłamanie rzeczywistości

Autorzy „Aktu o równości” podkreślają, że „wiele lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queerowych (LGBTQ +) często nadal spotyka się z dyskryminacją, nękaniem i przemocą w pracy, szkole i miejscach publicznych”. W dużej mierze rozumienie słów „dyskryminacja, nękanie i przemoc” opiera się na aktywistycznej definicji, z którą nie zgodziłaby się żadna rozsądnie myśląca osoba.

Bo, czy dyskryminacją można nazwać stwierdzenie, że kobiety nie mogą konkurować z mężczyznami w sporcie? Czy za szykanowanie da się uznać odmowę używania (z powodu sumienia czy dbałości o właściwą gramatykę) nowo wynalezionych kodów mowy, np. „nazywaj mnie oni” (w języku angielskim osoby agender używają zaimka they do samoidentyfikacji)? W końcu, czy „przemocą” jest twierdzenie, że mężczyźni, którzy przechodzą operację „zmiany płci”, nadal są biologicznie, mężczyznami? Tak jednak uważają najbardziej zagorzali zwolennicy „Aktu o równości”.

Co więcej, widać już kulturowe efekty wmieszania polityki tożsamości do dziedzictwa antyrasizmu. Amazon usunął np. rozważną krytykę konserwatywnego uczonego Ryana Andersona dotyczącą ideologii transpłciowej. Nie zadano sobie przy tym, nawet odrobiny trudu, aby wyjaśnić tę decyzję. Tak obecna atmosfera wpływa na pewność moralną.

Prawda jest jednak taka, że chociaż osoby spod znaku LGBT+ doświadczają prawdziwej niesprawiedliwości to nie da się tego porównać z „uporczywym, wszechobecnym i powszechnym” złem rasizmu, o którego zakazanie Kongres został poproszony w 1964 r. i czego dotyczy historyczna ustawa. 

Oprac. na podst. https://www.nationalreview.com/2021/02/against-the-equality-act/

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię