fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Rosyjska dezinformacja czy prawda? Tajemnicza sprawa laptopa Huntera Bidena

Autorzy listu, oskarżającego Rosjan o to, że celowo rozpętali aferę wokół laptopa syna obecnego prezydenta USA, dziś milczą. Zarzuty zawarte w ich piśmie zostały odrzucone przez większość ekspertów, którzy jasno wyrazili opinię, że nie była to akcja dezinformacyjna. Wątpliwości jednak pozostają.

Warto przeczytać

O sprawie laptopów syna obecnego prezydenta – Huntera Bidena przypomina Washington Examiner. Dlaczego ponad 50 byłych urzędników amerykańskiego wywiadu sugerowało, że w tę historię była zaangażowana Rosja? I że była to rosyjska akcja dezinformacyjna? Dlaczego wszystko to działo w atmosferze wyborów prezydenckich w USA?

Odpowiedzialni za list w tej sprawie dziś w większości milczą. Napisali go w październiku, a widniały na nim podpisy 51 byłych urzędników wywiadu i dziewięciu anonimowych osób. Obecny prezydent zacytował go podczas debaty prezydenckiej z Donaldem Trumpem, posiłkując się artykułem Natashy Bertrand w Politico zatytułowanym „Historia Huntera Bidena to rosyjska dezinformacja, mówi o tym kilkudziesięciu byłych urzędników wywiadu”.

Strona internetowa poświęcona kampanii Joe Bidena w 2020 roku, a także duża część mediów uznały, że kompromitujące materiały znalezione w laptopie Huntera Bidena to element operacji dezinformacyjnej prowadzonej przez Rosjan. Sam Hunter Biden skupił natomiast na sobie uwagę mediów pod koniec ub.r., kiedy to wszczęto dochodzenie federalne w związku z podatkami i jego powiązaniami biznesowymi z Chinami i innymi krajami.

Tak naprawdę jednak w liście nigdzie nie nazwano sprawy „dezinformacją”, mimo wzmianki o rosyjskim zaangażowaniu. Zacytowano w nim inny artykuł, w którym twierdzono, że „władze federalne badają, czy materiały… są częścią bomby dezinformacyjnej zainicjowanej przez Rosję”. Przyznano, że mimo pewnych przesłanek, brak jest dowodów na zaangażowanie Rosji.

Nieodebrany laptop

Hunter Biden nigdy nie kwestionował autentyczności materiałów, które zostały skopiowane z jego laptopa. Wyciekły wulgarne zdjęcia, na których są prostytutki i narkotyki, pornograficzne filmy, które rzekomo kręcił oraz kompromitująca go korespondencja z ojcem.

Syn Joe Bidena w rozmowie z Beautiful Things przyznał, że laptop mógł należeć do niego, ale powiedział, że nie pamięta tej sprawy i że sprzęt równe dobrze mógł zostać skradziony lub zhakowany i że może za tym stać rosyjski wywiad. Nie przedstawił na to jednak żadnych dowodów.

Laptop został rzekomo pozostawiony przez niego w sklepie komputerowym w Delaware w kwietniu 2019 roku. Biden junior oddał go tam do naprawy. Takiej informacji udzielił John Paul Mac Isaac, niedowidzący właściciel sklepu. Powiedział, że sprzęt nigdy nie został odebrany przez właściciela, a laptop i dysk twardy zostały zajęte przez FBI. Skopiowana zawartość dysku trafiła natomiast do ówczesnego prawnika Donalda Trumpa, Rudy’ego Giulianiego. Dane zostały następnie udostępnione różnym mediom.

Kontrowersyjny list

Jednak zamieszanie wokół laptopa trwa. Także wokół listu. Wśród osób, które podpisały się pod nim byli m.in. dyrektor CIA za kadencji Baracka Obamy John Brennan; były dyrektor National Intelligence James Clapper; dyrektor CIA z czasów George’a W. Busha, Michael Hayden; były dyrektor CIA Leon Panetta i były dyrektor CIA z kadencji Obamy, Mike Morell. Żaden z nich nie odpowiedział na pytania Washington Examiner. Glenn Gerstell, były radca prawny Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, także odmówił komentarza. Zdecydowana większość pozostałych sygnatariuszy również nie udzieliła odpowiedzi.

Z kolei Gregory Treverton, były przewodniczący National Intelligence Council, nie przyznaje się do podpisania listu. W komentarzu dla National Review stwierdził, że jego nazwisko zostało dodane bez jego wiedzy.

Natomiast z czterema byłymi urzędnikami – Winstonem Wileyem, Davidem Terry, Andym Liepmanem i Gregiem Tarbellem – Washington Examiner nie był w stanie w ogóle się skontaktować.

Były agent bezpieczeństwa narodowego, który został poproszony o podpisanie listu, ale odmówił, powiedział gazecie, że zaangażowanie Brennana w list jest kłopotliwe ze względu na jego niechęć do Trumpa i powtarzane przez niego zarzuty dotyczące związków Trumpa z Rosją. Jego zdaniem Brennan jest za bardzo kojarzony z konkretną opcją polityczną, aby angażować się w taki list. I że wygląda na to, że Brennan zadbał o to, by jego ludzie znaleźli się we właściwym miejscu, gdy Biden wygrał wybory. Jeden z jego zastępców został zastępcą dyrektora CIA u Bidena, drugi dyrektorem wywiadu narodowego.

Agent sugerował też, że to rosyjski agent, Andriy Derkach, ukarany przez administrację Trumpa, mógł wykorzystać Giulianiego do rozpowszechniania dezinformacji. I nie zgodził się z opinią, że brak jakichkolwiek dowodów na to, że ówczesny wiceprezydent Biden „działał niewłaściwie” na Ukrainie.

Jedni nie potwierdzają, inni zaprzeczają

Washington Examiner przypomina, że zarzuty zawarte w liście zostały obalone przez Johna Ratcliffe’a. Ówczesny dyrektor National Intelligence powiedział, że niezależna analiza kryminalistyczna nie wykazała, żeby wiadomości i obrazy z laptopa były sfałszowane. Stwierdził też, że opublikowany niedawno przez służby wywiadowcze Bidena raport dotyczący zagranicznych wpływów w wyborach w 2020 r. nic nie mówi o “sprawie laptopa”. Sam syn Bidena natomiast nigdy nie kwestionował autentyczności żadnego z danych z jego komputera.

Nieco inne stanowisko w tej sprawie zajął Russ Travers, pełniący w tamtym czasie obowiązki dyrektora National Counterterrorism Center. Pytany przez Washington Examiner skwitował wszystko stwierdzeniem, że temat rosyjskiej dezinformacji jest ważny. Ale jednocześnie przemilczał sprawę Huntera Bidena i jego laptopa. Powiedział, że przez połowę z ponad 40 lat pracy w wywiadzie śledził stronę rosyjską i ich wysiłki dezinformacyjne. „Byłem bardzo zaniepokojony ich skutecznością” – powiedział. „Sugerowałbym zrobienie trzech rzeczy: uważne przeczytanie listu, gdyż autor starannie dobrał jego słowa; rozważenie ponadpartyjnych wniosków ekspertów dotyczących tego, co robili Rosjanie w tamtym czasie; i być może rozmowę z niektórymi byłymi pracownikami wywiadu, którzy zajmowali się rosyjską dezinformacją. A potem wyciągnięcie własnych wniosków” – dodał.

Marc Polymeropoulos, były oficer operacyjny CIA i jeden z autorów listu, zaprzeczył, jakoby twierdzili kiedykolwiek, że kwestia laptopa była rosyjską operacją „dezinformacyjną”. Polymeropoulos uważa jednak, że miała ona wszystkie cechy charakterystyczne dla „rosyjskiej operacji informacyjnej”. Chociaż osobiście był zaangażowany w napisanie listu, nie chciał komentować powodów, dla których media scharakteryzowały tak, a nie inaczej ten dokument. „Wolałbym również powstrzymać się od komentowania, w jaki sposób strona Bidena wykorzystała ten list, ale podkreślę, że jego treść oddaje mój punkt widzenia” – dodał. W wywiadzie dla National Review przyznał, że to on i Morell „w największym stopniu napisali list”. Stwierdził też, że gdyby sądził, że się myli, powiedziałby o tym głośno.

Czy jednak rosyjskie działanie?

Kent Harrington, były oficer wywiadu CIA, broni podpisanego listu. Krytykuje też Trumpa mówiąc, że „parodia wykreowana przez byłego prezydenta, a także wykorzystywanie przez Rosjan jego przedajności” cały czas trwają.

Nick Shapiro, były doradca Johna Brennana, powiedział, że „istotą listu” było to, że „Rosjanie cały czas rozpowszechniają wszelakie informacje, zarówno dezinformacje, jak i prawdziwe informacje”.

Emile Nakhleh, były dyrektor CIA, stwierdził, że wspierany przez Rosję atak hakerów na SolarWinds tylko potwierdza jego opinię, że cały incydent związany z e-mailami Huntera Bidena „jest nieodłączną częścią rosyjskiej operacji dezinformacyjnej i uporczywej brzydkiej kampanii przeciwko Stanom Zjednoczonym”.

Nieco inaczej sprawę postrzega David Cariens, były analityk wywiadu CIA. Uważa on, że dochodzenie dotyczące syna Bidena jest prawdopodobnie fałszywe i inicjowane przez Donalda Trumpa, który „szuka zemsty na Bidenie”.

W raporcie opublikowanym przez Dyrektora Wywiadu Narodowego z administracji Bidena można przeczytać, że „rosyjskie media państwowe, trolle i internetowe serwery proxy, w tym te kierowane przez rosyjski wywiad, publikowały uwłaczające treści na temat prezydenta Bidena, jego rodziny i Partii Demokratycznej oraz mocno wzmacniały treści krążące w mediach amerykańskich, w tym historie skoncentrowane na jego synu”.

Raport nie odniósł się jednak w żaden sposób do samej historii laptopa Huntera Bidena.

Na podst.: https://www.washingtonexaminer.com/news/intel-officials-silent-letter-russian-involvement-hunter-biden-laptop-saga

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ