fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Co powiedziałaby Unia Europejska na francuskie „moratorium na imigrację”? 

„Moratorium na imigrację” to jedna z propozycji Michela Barniera, który wymieniany jest jako potencjalny kandydat na przyszłego prezydenta Francji. Nie tylko on wpadł na pomysł ograniczenia cudzoziemcom możliwości osiedlania się tym kraju. Wcześniej, w mniejszym czy większym stopniu, chcieli to zrobić inni politycy.

Warto przeczytać

Michel Barnier w niedawnych wypowiedziach dla francuskich mediów przedstawił swoją propozycję wprowadzenia „moratorium na imigrację”. Miałoby ono obejmować okres od trzech do pięciu lat. Uznał to za czas potrzebny na „sprawdzenie, ocenę, a w razie potrzeby – także zmiany, procedur i praktyk” w dziedzinie migracji. Barnier jest doświadczonym politykiem – był ministrem rolnictwa w rządzie Nicolasa Sarkozy’ego i ministrem spraw zagranicznych za Jacquesa Chiraca. Uważa, że jeśli chodzi o sprawę imigracji „w końcu będzie konieczna zmiana konstytucji w niektórych jej punktach, w celu zapewnienia większej swobody, w stosunku do europejskich tekstów lub rozporządzeń”.  

Bardziej i mniej pożądani  

Plan Barniera zakłada, że nie wszystkim imigrantom zostanie odcięty dostęp do kraju. „Zawsze będziemy witać studentów” i „musimy szanować” prawo do azylu – powiedział. Moratorium miałoby przede wszystkim znaleźć zastosowanie w przypadku imigracji ekonomicznej i rodzinnej. Objęłoby więc sporą część imigrantów, ale nadal stanowiącą nieco mniej niż połowę osób starających się każdego roku o pierwsze zezwolenie na pobyt. Tylko w 2020 r. Francja wydała nieco ponad 220 tys. takich dokumentów. Najwięcej dotyczyło imigracji rodzinnej (75 tys.). Sporą część stanowili też studenci (72 tys.). Kolejne zezwolenia dotyczyły imigracji humanitarnej (32 tys.), ekonomicznej (27 tys.) oraz z kategorii „różne” (14 tys.).  

Nie on pierwszy 

Pomysł na ograniczenie dostępu imigrantów do Francji nie jest nowy. Michel Barnier nie jest też pierwszym politykiem, który o tym mówi. Jesienią podobne rozwiązanie zaproponował Emmanuelowi Macronowi przewodniczący partii LR, Christian Jacob. Miało obowiązywać od trzech do sześciu miesięcy. To czas, który pozwoliłby skonsultować tę kwestię z przedstawicielami wszelkich opcji politycznych. Także Marine Le Pen przed pierwszą turą wyborów prezydenckich w 2017 r. wspomniała o „natychmiastowym moratorium na wszelką legalną imigrację”.  

A co na to Unia Europejska?  

By móc wprowadzić moratorium, o jakim wspomina Michel Barnier, należałoby dokonać zmian we francuskiej konstytucji. Jednak czy to wystarczy? Pojawia się bowiem pytanie, jak dalece taki pomysł byłby zgodny z istniejącym obecnie prawem Unii Europejskiej i czy takie moratorium jest w ogóle technicznie wykonalne w ramach obecnego prawa europejskiego. 

Na razie propozycja jest przedmiotem dyskusji z udziałem prawników i ekspertów. Sprawa badana jest na poziomie krajowym, europejskim i międzynarodowym. Nie jest to proste, bo trzeba wziąć pod uwagę „złożone ramy prawne, ale najważniejsze jest zapewnienie solidnej odpowiedzi politycznej”.  

Francesco Martucci, profesor prawa publicznego na Uniwersytecie Panthéon-Assas i specjalista ds. europejskich, jest sceptyczny. „Wszystko zależy dokładnie od tego, co umieścimy w tym moratorium” – powiedział dla „Le Figaro”. Uważa jednak, że już teraz można podejrzewać, że zaproponowane rozwiązanie jest sprzeczne z prawem unijnym. 

„Powinniśmy mieć więcej szczegółów na temat tego środka, aby w każdym przypadku wiedzieć, czy państwo ma możliwość wprowadzenia takiego moratorium. Niemniej jednak wiemy już, że jeśli chodzi o część imigracji, taki projekt może być sprzeczny z dyrektywami i rozporządzeniami przyjętymi przez Unię Europejską w ramach jej kompetencji dzielonych” – twierdzi Martucci.  

Profesor zaznacza jednak, że to nie wszystko. Trzeba bowiem pamiętać, że unijne prawo składa się również z ważnych zasad zapisanych bezpośrednio w traktatach lub określonych w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości UE. Należą do nich prawa osobiste, takie jak „prawo do prywatności” czy prawo do „normalnego życia rodzinnego”. Może to mieć „bardzo konkretne konsekwencje w zakresie imigracji rodzinnej”. „Te główne zasady mogą również bezpośrednio dotyczyć polityki migracyjnej państw. Istnieje np. »Ogólna zasada solidarności między państwami«, na podstawie której przykładowo Trybunał Sprawiedliwości UE odrzucił wniosek Węgier przeciwstawiający się polityce kwot migracyjnych” – przypomniał Martucci. 

Czyje kompetencje? 

To, jakie decyzje może podjąć państwo członkowskie UE, zależy od wielu rzeczy. W sprawach takich jak unia celna, konkurencja, polityka pieniężna strefy euro, głos decyzyjny ma wyłącznie Unia Europejska – jako jedyna może stanowić prawo, a państwa członkowskie muszą się podporządkować jej decyzjom. Jest jednak wiele obszarów, w których prawo stanowią jedynie konkretne państwa. Bez oglądania się na Unię decydują o kwestiach dotyczących zdrowia, kultury, przemysłu czy turystyki, a UE posiadając „kompetencje pomocnicze”, może jedynie je wspierać.  

Jednak najczęściej mowa o „kompetencjach dzielonych”. W tym przypadku, zarówno Unia, jak i państwa członkowskie, są uprawnione do stanowienia prawa. Jednak większość spraw objętych takimi kompetencjami jest uporządkowanych już na szczeblu unijnym. W rezultacie państwa członkowskie mają dość ograniczone pole manewrów. Dotyczy to także kwestii imigracji.  

Profesor Martucci wyjaśnia w „Le Figaro”, że na przykład zasady dotyczące imigracji ekonomicznej są stosunkowo precyzyjne – szczególne kwestie pracowników, zwłaszcza tych najbardziej wykwalifikowanych. „Europejska niebieska karta” jest w pewnym sensie odpowiednikiem amerykańskiej „zielonej karty”. Jeśli zaś chodzi o imigrację nieekonomiczną, państwa członkowskie mają większe pole manewru. Szczególnie gdy mowa o nielegalnej imigracji. 

Nie wystarczą zmiany we francuskiej konstytucji  

Proponowana przez niektórych rewizja konstytucji nie rozwiąże problemu. Co prawda, „moratorium” byłoby wtedy zgodne z prawem francuskim, nadal jednak stałoby w sprzeczności z przepisami Unii Europejskiej.  

Trzeba pamiętać, że sądy we Francji w swoich orzeczeniach kierują się zarówno krajowym prawem, jak i unijnym, mającym jednak znaczenie nadrzędne, ponieważ obowiązuje tu europejska zasada pierwszeństwa. Francuski sędzia w razie jakichkolwiek wątpliwości kieruje pytania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ten wyjaśnia mu, jak ma interpretować daną dyrektywę, rozporządzenie czy artykuł traktatu. Francesco Martucci zastanawia się więc „Co się stanie, jeśli Trybunał Sprawiedliwości UE uzna, że prawo francuskie, nawet objęte Konstytucją, jest sprzeczne z prawem Unii Europejskiej?” Zauważa też, że ten sam problem dotyczy również przepisów Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, której strażnikiem jest Europejski Trybunał Praw Człowieka (EKPC), inny odrębny organ sądowy Unii Europejskiej.  

Otoczenie Barniera podchodzi do sprawy z optymizmem. Uważają, że „wszystkie kraje europejskie borykają się z tymi samymi problemami”. Wierzą, że można będzie doprowadzić do takiej sytuacji prawnej, gdy takie „moratorium” nie będzie ani „wymuszonym”, ani „ograniczonym”.  

Jedno jest pewne – istotna jest Europa. Ale też suwerenność. 

Michel Barnier – francuski polityk, były minister rolnictwa oraz były minister spraw zagranicznych, parlamentarzysta krajowy i europejski, członek Komisji Europejskiej ds. rynku wewnętrznego i usług (1999–2004, 2010–2014). Był też europejskim negocjatorem ds. Brexitu. 

Na podstawie: https://www.lefigaro.fr/international/un-moratoire-sur-l-immigration-serait-il-compatible-avec-les-regles-europeennes-20210514

Więcej artykułów