fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.4 C
Warszawa
niedziela, 23 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Kanada chce być bardziej widoczna na YouTube i TikToku

Kanada wprowadza agresywne przepisy internetowe. Chce zmusić platformy do udostępniania nagrań wideo w taki sposób, by kanadyjscy artyści byli bardziej eksponowani. Postrzegane jest to przez niektórych jako atak na wolność słowa.

Warto przeczytać

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o… pieniądze. Promowanie krajowych wykonawców ma spowodować, że czołowe firmy cyfrowe będą musiały wnieść większy wkład finansowy w gospodarkę Kanady. „Twórcy zmian w ustawie chcą, by usługodawcy internetowi oferujący transmisję strumieniową dokładali się do »tworzenia, produkcji i rozpowszechniania kanadyjskich treści«” – powiedziała Camille Gagné-Raynauld, rzecznik prasowy Ministra ds. dziedzictwa kulturowego.  

Proponowane zmiany mają mieć charakter poprawki do ustawy wprowadzonej w listopadzie ubiegłego roku przez rząd premiera Justina Trudeau. Wymagałaby ona od serwisów streamingowych online, takich jak Netflix, Walt Disney i Spotify, aby przeznaczyły część swoich przychodów na finansowanie krajowej produkcji programów telewizyjnych, filmów i muzyki. 

Nie tylko profesjonaliści 

Wszystkie treści, nawet te prywatne, generowane przez użytkowników Instagrama, TikToka czy YouTube’a, miałyby podlegać regulacjom Kanadyjskiej Komisji Telewizji i Telekomunikacji (CRTC). 

Już wiadomo, że Kanada nałoży podatek od usług cyfrowych od 2022 r. Bez względu na to, czy tego lata dojdzie do skutku umowa w sprawie takiego podatku, wiążąca wszystkich członków Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, czy nie. 

Liberalny rząd zamierza też iść w ślady Australii, która próbuje uzyskać od platform cyfrowych rekompensatę dla mediów za wykorzystane treści. Ma też zostać stworzony odpowiedni mechanizm do kontrolowania tzw. mowy nienawiści oraz innych szkodliwych działań w Internecie. 

Atak na wolność? 

Proponowana poprawka nie wszystkim przypadła do gustu. Ostro krytykują ją i rywalizujący ze sobą politycy i profesorowie prawa. Także spora rzesza zwolenników neutralności sieci, twierdzi, że wygląda to na atak na wolność słowa. 

Prawnicy nie pozostawiają na niej suchej nitki: „Rząd mówi o wybieraniu zwycięzców i przegranych w sektorze wolności słowa” – stwierdził Philip Palmer, były pracownik kanadyjskiego Departamentu sprawiedliwości. Sprzeciwia się on proponowanemu prawu, przy czym sam około 30 lat temu współpracował przy ustalaniu obecnych zasad rządzących sektorem nadawczym. 

To przecież dla artystów 

Rząd broni się przed zarzutami, uważając je za niesłuszne. Twierdzi, że chce pomóc nadawcom, którzy stracili dochody z reklam na rzecz firm cyfrowych. Przede wszystkim jednak chodzi o promocję krajowych artystów.  

Liberałowie, przy wsparciu innych partii politycznych, wprowadzając te zmiany, mieli intencję, by kanadyjskie treści były prezentowane na platformach takich jak serwis YouTube, należący do firmy Alphabet Inc, Google czy TikTok, którego właścicielem jest firma ByteDance Ltd z siedzibą w Pekinie. 

Jedna z głównych partii opozycyjnych – Bloc Quebecois, obiecała poprzeć ustawę, zapewniając w ten sposób jej przejście przez głosowanie. W jaki konkretnie sposób i na jakich zasadach będą egzekwowane opłaty od firm i platform cyfrowych, zostanie ustalone jednak dopiero po uchwaleniu przepisów. 

Konrad von Finckenstein, były szef CRTC – organu odpowiedzialnego za egzekwowanie przepisów, przewiduje, że sam proces może trwać latami i będzie się wiązać z niejedną sprawą sądową.  

Jednak prawnicy uważają, że Kanada może zmusić YouTube, TikTok i inne serwisy do przepisania algorytmów – zwykle dopasowujących filmy wideo do widzów na podstawie ich indywidualnych zainteresowań – tak, by kanadyjskie produkcje miały pierwszeństwo przed zagranicznymi. Oczywiście, w przypadku, gdy użytkownik loguje się z Kanady. 

Treści udostępniane na platformach podlegałyby regulacjom CRTC. Licencje byłyby wydawane pod warunkiem, że będą odtwarzać określoną ilość treści kanadyjskich. Algorytmy po zmianach zgodnych z proponowaną ustawą wyświetlałyby np. listę teledysków kanadyjskich zespołów, przed nawet tymi najpopularniejszymi na świecie, ale pochodzącymi z innych krajów. 

Jeden z posłów Partii Konserwatywnej pytał, czy Kanada zamierza zażądać od YouTube i TikTok przepisania ich algorytmów. Nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi, ale powiedziano mu, że wprowadzone zmiany zapewnią, że w ramach tych platform kanadyjskie treści stają się bardziej widoczne dla Kanadyjczyków. 

Przeciw dominacji firm amerykańskich 

Nie chodzi o cenzurę ani o regulowanie treści umieszczanych przez użytkowników mediów społecznościowych, stwierdził Steven Guilbeault, kanadyjski minister odpowiedzialny za politykę kulturalną. 

Problem polega na tym, że ludziom korzystającym z Internetu, treści narzucane są z góry przez odpowiednio skonstruowane algorytmy. Trudno przedrzeć się więc do świadomości publicznej zespołom czy innym wykonawcom spoza Stanów Zjednoczonych.  

„Internet jest zdominowany przez kilka ogromnych amerykańskich firm, których algorytmy dyktują to, co widzimy, słyszymy i konsumujemy” – powiedział Guilbeault podczas posiedzenia komisji parlamentarnej. „Wielu naszych artystów i twórców, zwłaszcza frankofonów oraz ludzi rdzennych, ma trudności z byciem słyszanym w ich języku i kulturze” – dodał. 

Rzecznicy serwisów zaniepokojeni 

Serwisy, które mają zostać niejako zmuszone do zmiany algorytmów, są zaniepokojone. Rzeczniczka YouTube (Google) powiedziała, że ich obawy budzą ewentualne konsekwencje przyjętej przez kanadyjski rząd polityki. „YouTube opiera się na otwartości. Wydaje się, że takie prawodawstwo temu zagraża” – powiedziała. Rzeczniczka TikTok nie odpowiedziała na prośbę o komentarz.  

Podczas gdy YouTube i TikTok nie są zachwycone zmianami, Kanadyjskie Stowarzyszenie Nadawców, główna grupa lobbystyczna reprezentująca prywatne sieci telewizyjne i radiowe, popiera przepisy. Zadowolona jest także Koalicja na rzecz Różnorodności Wyrażeń Kulturowych, grupa patronacka z siedzibą w Quebecu, która reprezentuje organizacje kulturalne anglojęzyczne i francuskojęzyczne. Poprawka dotycząca algorytmów „zapewnia, że nadawane treści będą traktowane sprawiedliwie, niezależnie od platformy” – powiedzieli. 

Dalej niż UE 

W proponowanych przez kanadyjski rząd zmianach można dostrzec podobieństwa do ustaleń przyjętych przez Unię Europejską w 2018 r. Państwa członkowskie otrzymały wtedy instrukcje, aby wymagać od firm udostępniających produkcje wideo, takich jak Netflix, wypełniania co najmniej 30 proc. swojej oferty filmami i programami europejskimi. Jednak Kanada poszła dalej, gdyż regulacje UE nie dotyczą filmów wideo generowanych przez użytkowników ani platform do udostępniania takich produkcji, typu YouTube i TikTok. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy filmy wideo tam zamieszczone zostaną uznane za szkodliwe, z powodu mowy nienawiści czy podżegania do nielegalnej działalności. 

Zmianami martwi się natomiast, kierujący kanadyjskim Buffer Festival, Scott Benzie. Podczas festiwalu prezentowane są filmy krótkometrażowe nakręcone dla YouTube. Wydarzenie łączy też twórców treści z organizacjami, które chcą poszerzyć swój profil internetowy. Benziego niepokoi szczególnie fakt, że wymuszenie zmian w algorytmach będzie miało duży potencjalny minus: mniej zainteresowanych spoza Kanady treściami kanadyjskimi na YouTube. 

„Twórcy internetowi nie dbają o odbiorców geograficznych. Dbają o publiczność, która jest zainteresowana ich materiałami” – powiedział Benzie. „Jeśli zaczną dostarczać treści na podstawie tego, że są kanadyjskie, zaszkodzi to twórcy” – dodał. 

Więcej artykułów