fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.1 C
Warszawa
wtorek, 27 lutego, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Burmistrz Bogatyni: jestem zdruzgotany decyzją w sprawie zamknięcia kopalni Turów

W maju TSUE nakazał tymczasowe zamknięcie kompleksu w Turowie, czyli kopalni węgla brunatnego i elektrowni. Zdaniem burmistrza Bogatyni ta decyzja będzie miała katastrofalne skutki gospodarcze i społeczne dla regionu. „Ludzie zaczną masowo uciekać z Bogatyni. Elektrownia to główny dostawca wody dla mieszkańców” – mówi Wojciech Dobrołowicz.

Warto przeczytać

Spór Czechów z Polakami o kopalnię węgla brunatnego w Turowie trwa od kilku lat. Kopalnia znajduje się na terenie gminy Bogatynia leżącej obok granicy z Czechami i Niemcami. Zdaniem naszych południowych sąsiadów wydobycie węgla brunatnego niekorzystnie wpływa na środowisko i obniża poziom wód gruntowych znajdujących się na ich terenie. W ubiegłym roku zaskarżyli oni do Komisji Europejskiej decyzję polskich władz o kontynuacji wydobycia do 2044 r. W maju tego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pozytywnie rozpatrzył wniosek Czechów i nakazał wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów do czasu rozstrzygnięcia sporu. Od tamtego czasu trwają negocjacje między stroną polską i czeską. Do tej pory nie przyniosły rozstrzygnięcia.

Decyzją TSUE są przerażeni mieszkańcy Bogatyni, nie może się też z nią pogodzić Burmistrz Miasta i Gminy Bogatynia Wojciech Dobrołowicz.

„Kompleks w Turowie, czyli kopalnia i elektrownia, jest największym pracodawcą w regionie. Zamknięcie kopalni miałoby katastrofalne skutki. Te zakłady wraz ze spółkami zależnymi bezpośrednio dają zatrudnienie ok. 5 tys. osób i wpływają na lokalny rynek pracy. W sumie dzięki Turowowi środki na utrzymanie ma kilkadziesiąt tysięcy osób” – mówi Dobrołowicz w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”.

Burmistrz podkreśla, że nie chodzi jedynie o miejsca pracy. Elektrownia Turów jest głównym dostawcą wody dla mieszkańców gminy. „Zaledwie 28 proc. wody mamy z własnych ujęć podziemnych. 72 proc. jest ujmowane w ramach elektrowni ze zbiornika Witka. My tę wodę od PGE odkupujemy i uzdatniamy. Zamknięcie elektrowni sprawi, że mieszkańcy zostaną pozbawieni dostępu do wody i ciepła. A dla elektrowni nie ma alternatywy” – podkreśla, dodając, że przejęcie przez miasto infrastruktury od elektrowni spowodowałoby, że cena wody wzrosłaby o ponad 50 proc.

Kompleks w Turowie z tytułu podatków zasila budżet gminy kwotą w wysokości 48 mln zł rocznie. To 30 proc. wszystkich wpływów. Sporo trafia też do lokalnej kasy z podatków mieszkańców oraz kontrahentów, zarabiających dzięki kopalni. „Jeszcze nie otrząsnęliśmy się po powodzi z 2010 r. Spowodowała ona ogromne spustoszenie w regionie. Teraz szykuje się kolejne” – ubolewa burmistrz.

Dobrołowicz mówi w rozmowie z „DGP”, że ma świadomość, że Polskę czeka transformacja energetyczna. W gminie stawiają na rozwój fotowoltaiki i farm wiatrowych, zaplanowano zmianę oświetlenia na bardziej oszczędne. Nie może się jednak pogodzić z decyzją nakazującą natychmiastowe zamknięcie kopalni. „Zdajemy sobie sprawę, że kopalnia nie będzie wieczna i trzeba pozyskać innych pracodawców do regionu. Dlatego podjęliśmy decyzję o stworzeniu specjalnej strefy ekonomicznej. Przewidujemy też stworzenie inkubatora przedsiębiorczości. Pozyskanie inwestorów nie następuje jednak z dnia na dzień. To wymaga czasu, który był. A teraz się skończył” – mówi burmistrz.

W gminie planują też postawić na turystykę z bazą noclegową tańszą niż w Niemczech i Czechach, pomóc mają w tym poprawienie połączenia kolejowego z pozostałą częścią Polski, a także poczynione już wielomilionowe inwestycje w ochronę środowiska. Dobrołowicz podkreśla, że hałas i zanieczyszczenia panujące w okolicy to sztuczne kreowanie rzeczywistości przez Czechów. „Mam podejrzenie, że może chodzić o nowych mieszkańców terenów przygranicznych Czech, którzy są bardzo proekologiczni. To oni mogli rozkręcić całą tę batalię” – zaznacza. 

Dobrołowicz odnosi się do głównego zarzutu skierowanego pod adresem kopalni Turów, czyli pogarszania się stanu wód gruntowych po stronie czeskiej. „To nie zostało w żaden sposób udowodnione. Komisja Europejska odpisała na nasze pismo, wskazując, że zarzuty podniesione w skardze przez Czechy, w odniesieniu do ramowej dyrektywy wodnej oraz dyrektywy w sprawie strategicznej oceny oddziaływania na środowisko, były bezzasadne” – mówi, zaznaczając, że do braku wody może się przyczyniać żwirownia działająca po stronie czeskiej.

Odpiera też zarzuty Czechów, że po stronie gminy Bogatynia nie było chęci do dialogu. „Kopalnia rozpoczęła rozmowy ze stroną czeską o kontynuacji wydobycia już 5 lat przed terminem zakończenia obowiązywania koncesji wydanej jeszcze w 1994 r. Od tego czasu udzielono kilku tysięcy szczegółowych odpowiedzi na pytania kierowane zarówno przez władze czeskie, jak i mieszkańców terenów przygranicznych, a wątpliwości były szeroko omawiane”.

Burmistrz Bogatyni zaznacza, że konflikt na razie nie wpłynął negatywnie na lokalne relacje między Czechami a Polakami, choć zaczynają pojawiać się napięcia. „Widzę szansę na polubowne rozwiązanie sprawy, czyli na zawarcie porozumienia i wycofanie skargi. Zdaję sobie jednak sprawę, że czas temu nie sprzyja i nie będzie to łatwe. W Czechach niebawem odbędą się wybory parlamentarne, to idealna sytuacja, by się wykazać. Mam jednak nadzieję, że wypracowane przez lata stosunki nie zostaną nadszarpnięte. Szczególnie że ani Czesi, ani Polacy nie są do siebie nawzajem źle nastawieni” – mówi Wojciech Dobrołowicz. 

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły