fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Jaka polityka gospodarcza po COVID-19? Nic nie będzie już tak samo, jak dawniej – twierdzi „Le Figaro”

Kryzys związany z koronawirusem należy traktować jako jeszcze jedno przesilenie w obrębie samoregulującego się kapitalizmu. Nie wiadomo jeszcze, jak gospodarka świata będzie wyglądać po pandemii. Widać jednak pewne tendencje, przede wszystkim polaryzowanie się państw i gospodarek wokół dwóch bloków – USA i Chin oraz zwiększenie roli państwa przy pobudzaniu wzrostu gospodarczego.

Warto przeczytać

Kapitalizm jest jak kameleon, tak jak wojna zmieniała swoje oblicza według teorii słynnego stratega Clausewitza. Najdynamiczniejsze zmiany zachodzą pod wpływem licznych i cyklicznych kryzysów, którymi wstrząsany jest kapitalizm na przestrzeni dziejów. Lecz także działań wojennych i następujących po sobie kolejnych rewolucji technologicznych czy – jak to mamy obecnie – epidemii. Tradycyjną i stałą odpowiedzią na rozregulowanie kryzysem rynków jest ich doregulowywanie i wzrost roli państwa po kryzysie oraz państwowych inwestycji, czasem kosztem także sektora prywatnego, który albo bywa obwiniany o udział w kryzysie, albo staje się jego mimowolną ofiarą. Rozwój nieokiełznanej praktycznie niczym globalizacji, który zapoczątkowany został w 1979 r., w największym stopniu dotknął krach z 2008 r. (po drodze było jednak jeszcze kilka innych, drobniejszych kryzysów). 

To, co właśnie mogliśmy obserwować po kryzysie 2006-2008, to był powrót do protekcjonizmu państwowego. To kraje i ich rządy wzięły na swoje barki zadanie przywrócenia równowagi siły państwa wobec sił rynkowych. Ten kryzys udało się wówczas „rozminować” przede wszystkim przez „wpompowanie” ogromnych pieniędzy głównie na rynki finansowe, a także ratowanie tych instytucji finansowych, których porażka mogłaby w katastrofalny sposób wpłynąć na realną gospodarkę i życie miliardów ludzi.  

Kryzys COVID-19 jest inny 

W wyniku interwencjonizmu, głównie zastosowanego w tamtym czasie przez banki centralne na czele z amerykańskim FED, kryzys z lat 2006-2008 nie tylko został zażegnany, ale przywrócono rynkową homeostazę. Rzecz w tym, że działania globalnych koncernów trwały znowu w sposób prawie niepowstrzymywany – obserwacja ta będzie miała znaczenie w dalszych rozważaniach. 

To pasmo ponownego rozwoju zostało gwałtownie przerwane przez epidemię COVID-19, która wybuchła na początku 2020 r. Zaowocowała ona cyklem mrożeń gospodarki realnej, który nie został faktycznie i ostatecznie zakończony do dziś. Obecnie kapitalizm także przechodzi zmiany wynikające przede wszystkim z zerwania globalnych łańcuchów dostaw oraz uderzenia w płynność i zdolność do inwestowania, szczególnie w przypadku mniejszych firm. Należy jednak mieć nadzieję, że po „nauczce”, jaką otrzymał w efekcie pandemii, będzie ewoluował w dobrych kierunkach. 

Inny kryzys, inne lekarstwo 

Nie powinniśmy jednak cieszyć się przedwcześnie. Powrót do normalności, czy jak niektórzy to wolą określać – „nowej normalności,” nie będzie najprawdopodobniej przebiegał zgodnie z typowymi na ten temat wyobrażeniami, czyli „wracamy do tego, co było” i będzie już dobrze. Z pewnością jeszcze nie powrócił i nie wiadomo jak szybko powróci handel oparty na całkowicie wolnej konkurencji. Z pewnością też przy wychodzeniu z koronakryzysu nie będą najważniejsze interesy właścicieli i akcjonariuszy spółek. Ważniejsze będą systemowe rozwiązania mające rozruszać gospodarkę, inicjowane przede wszystkim przez rządy. Nie ma też co spodziewać się, że wyjście z kryzysu będzie rekomendowane przez obniżenie podatków. 

Czego zatem należy się spodziewać i po części jesteśmy już tego świadkami? Wzrastać będą wydatki publiczne oraz rola niezależności banków centralnych, przy utrzymywaniu stabilności podaży pieniądza, aby działania rządów nie zakończyły się wielką inflacją. Jest i będzie dużo protekcjonizmu w gospodarce, interwencje państwa na różnych rynkach staną się częste i nie będą już tak dziwić, jak kiedyś, gdy gospodarki były formowane przez liberalne prądy. Można też spodziewać się gwałtownego wzrostu deficytów budżetowych państw oraz zaciągania długów finansowanych z emisji pieniądza kreowanego przez banki centralne. Banki centralne obecnie przestają być już całkowicie niezależnymi instytucjami, co oczywiście nadal mają wpisane do ustaw, swoich statutów oraz misji. Po pandemii banki centralne pełnią już rolę bardziej pomocniczą dla rządu, będąc w pewnym sensie służebne wobec polityki budżetowej. Ta zaś realizowana jest przede wszystkim przez wzrost podatków, parapodatków i innych opłat na rzecz państwa. Zakres i trafność tych zmian będzie można oczywiście ocenić po dłuższym czasie. 

Globalizacja „dwubiegunowa” 

Zwraca też uwagę inny aspekt najnowszego kryzysu kapitalizmu. Globalizacja nie zniknęła, ale zmieniła się w geopolityczną „regionalizację”. Zwłaszcza, z coraz większą mocą, zarysowuje się podział działań wokół bloków państw, które starają się skupić wokół siebie Stany Zjednoczone i Chiny, nadal prowadzące gospodarczą „zimną wojnę”. Ta wojna zmusza coraz więcej państw i firm do opowiedzenia się za jednym lub drugim obozem. Oba obozy czynią starania wokół restrukturyzacji i odtworzenia własnych łańcuchów dostaw, tworząc na naszych oczach nowy podział świata. Obóz państw zachodnich skupiony wokół USA stara się przy tym zmniejszyć swoją zależność od Chin, a zarazem dostosować się do ekologicznej transformacji wyznaczonej przez ścieżkę dekarbonizacji, na której zapanowało znaczne przyspieszenie. W każdym przypadku praca i organizacja firm jest zdominowana przez ogromne przyspieszenie rewolucji cyfrowej. Równolegle rozwijane są plany gigantycznych stymulacji gospodarki przez wpuszczenie do niej znaczących strumieni pieniądza.  

Zmianom tym towarzyszy nowy paradygmat polityki gospodarczej. Priorytetem dla świata zachodniego ma być jednak nie tylko wzrost gospodarczy mierzony wskaźnikiem PKB. Mówi się o konieczności stworzenia warunków do pełnego zatrudnienia, poprawie jakości pracy oraz o tworzeniu nowych miejsc pracy godnie wynagradzanych i powstawaniu nowych zawodów. To wszystko ma przełamać pokryzysową stagnację działalności, zahamować spadek przyrostów produktywności i wreszcie powstrzymać wzrost nierówności, które charakteryzują kraje rozwinięte już od bardzo dawna. 

Wzrost roli państwa w gospodarce wynika też z odpowiedzialności za utrzymanie więzi społecznych. Już podczas pandemii państwa amortyzowały skutki kryzysu przez wsparcie przedsiębiorstw i dochody gospodarstw domowych. To jednak doprowadziło do bezprecedensowej w czasie pokoju, a zarazem kryzysu, eksplozji wydatków publicznych, wzrostu deficytów finansów publicznych oraz zadłużenia – przez praktycznie nieograniczone i nielimitowane finansowanie państwa przez banki centralne. Obecnie trwają zaś dyskusje i podejmowane są ustalenia, nie tylko co do zakresu opodatkowania osób fizycznych, ale także najbogatszych koncernów, które już przed koronakryzysem skutecznie uciekały przed płaceniem podatków. 

Zaciąganie długów ma swój kres 

Podobnie jak Keynes dał podwaliny dla Nowego Ładu ogłoszonego i wdrażanego przez Franklina Roosevelta, nowa teoria monetarna, której patronem jest Stephanie Kelton, zamierza dać naukowe podstawy dlatego, by deficyt i dług publiczny można było zwiększyć dowolnie i na czas nieokreślony. Jednak należy mieć świadomość, że taka polityka gospodarcza niesie także duże zagrożenia, którym można przeciwdziałać tylko poprzez aktywne wzmacnianie produkcji i rozwijanie innowacji. Warunkiem rozszerzenia i powodzenia nowej polityki fiskalnej i monetarnej jest jednak brak inflacji. Tymczasem ta rośnie i w USA osiągnęła w maju już 4,2 proc. a w strefie euro 2 proc. Tu widać zaś dwa podstawowe niebezpieczeństwa. Pierwsze może zmaterializować się wraz ze wzrostem stóp procentowych, które dla 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych sięgają już 2,5 proc. Drugie, potencjalne, ale groźne, polega na utracie wiarygodności banków centralnych wraz z pomieszaniem ich misji i celów. Teraz zaczyna mówić się o ich ważnej roli przy zwiększaniu zatrudnienia, przy walce z nierównościami, a nawet przy działaniach na rzecz ochrony środowiska. Cały czas należy pamiętać, że wielkim złudzeniem jest twierdzenie, że długi mogą rosnąć w nieskończoność bez szkody dla światowej gospodarki. 

Czekają nas wyzwania 

Polityka gospodarcza musi zostać dostosowana do zmian, które są konsekwencją nie tylko pandemii, ale i kryzysu z lat 2006- 2008. Wzrost roli państwa w stosunku do rynku i sektora prywatnego jest zrozumiały. Żeby jednak przyniósł trwałe efekty, muszą być spełnione trzy warunki. Potrzebny jest delikatny wzrost stóp procentowych, by utrzymać inflację pod kontrolą i rozbroić powstającą „bańkę inflacyjną”. Konieczne jest też odtworzenie podaży w celu zrównoważenia popytu, poprzez zmniejszenie wąskich gardeł związanych z krótkoterminowym niedoborem pracy oraz z koniecznością podjęcia wysiłków w zakresie szkoleń, inwestycji i innowacji w perspektywie średnioterminowej. Wreszcie niezbędne jest wznowienie współpracy międzynarodowej między państwami a bankami centralnymi w celu zarządzania całościowym ryzykiem – zdrowotnym, finansowym, technologicznym oraz klimatycznym. 

Na podstawie:  https://www.lefigaro.fr/vox/economie/nicolas-baverez-quelle-politique-economique-apres-le-covid-19-20210606

Więcej artykułów