fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

By zrozumieć, co czeka dziś rynki, warto przyjrzeć się historii inflacji – uważa „El Economista”

Stany Zjednoczone i spora część świata zmagają się z inflacją. Epicentrum tego zjawiska to USA. Rynki wciąż jednak pozostają blisko maksimów. Warto jednak wyciągnąć wnioski z przeszłości.

Warto przeczytać

Mimo inflacji akcje nadal mogą być dobrą inwestycją i sposobem na uniknięcie lub nawet wygranie z podwyżkami cen. Tym bardziej że rosnące ceny towarów i usług zagrażają gospodarce. Przede wszystkim jednak uderzają w siłę nabywczą gospodarstw domowych. 

Wskaźnik CPI w USA wzrósł znacznie – bo 5 proc. rok do roku. Zbliżył się więc do wskaźników notowanych w latach osiemdziesiątych. Wtedy szalejącą inflację poskromił prezes Rezerwy Federalnej Paul Volcker wprowadzając restrykcyjną politykę monetarną. Miała ona co prawda początkowo silny wpływ na gospodarkę, ale zapoczątkowała też dziesięciolecia wzrostów akcji i obligacji. 

To jest właśnie ta lekcja, z której może trzeba będzie obecnie skorzystać. 

Jeśli bieżąca inflacja okaże się trwalsza, niż uważa dziś bank centralny, stopy procentowe wzrosną. Nie pozostanie to bez wpływu na rynki finansowe i rentowność akcji oraz obligacji. Nie musi to jednak wpłynąć ujemne na akcje. Przynajmniej tak twierdzą autorzy artykułu opublikowanego przez „The Wall Street Journal”.

Z historii inflacji

Firma finansowa Schroders zauważa, że „od lat 70. nastąpiło około 11 cykli podwyżek stóp procentowych (z towarzyszącą inflacją). Nie były one jednak destrukcyjne dla rynku akcji. Wręcz przeciwnie – były to okresy zdecydowanie pozytywne (szczególnie po latach 80.). Na przykład akcje amerykańskie osiągnęły dodatni łączny zwrot w dziewięciu z tych cykli, ze średnim rocznym zwrotem wynoszącym 13,4 proc.” – informuje firma w notce opublikowanej dla klientów.

Wcześniej, przed latami 70. istniały również okresy pozytywne. Jeszcze wcześniej, bo po II Wojnie Światowej epizody inflacyjne, które spowodowały wzrost CPI powyżej 9 proc., też nie zaszkodziły wyraźnie akcjom.

Tak było do połowy lat 60. Ian Harnett, główny strateg inwestycyjny w Absolute Strategy Research uważa, że akcje radziły sobie dobrze w latach 50., także dlatego, że był napływ pieniędzy na rynek w obliczu wzburzenia funduszy emerytalnych i innych instytucji. „Ten ruch pomógł obniżyć tak zwaną premię za ryzyko kapitałowe, która dotyczy dodatkowego zwrotu, jakiego wymagają inwestycje z akcji w stosunku do obligacji rządowych z powodu wyższego ryzyka na akcjach”.

Później, w przypadku akcji i obligacji skarbowych, zaczęły się problemy trwające do czasu opanowania inflacji lat siedemdziesiątych. Nie wolno jednak zapominać, że był to okres wielkiego kryzysu na rynku ropy. Wprowadzono wtedy racjonowanie tego surowca, generując inflację kosztów, co zdławiło gospodarkę.

Był to też czas sporych zmian w USA. Duże wydatki rządowe generowała wojna w Wietnamie i programy prezydenta Lyndona Johnsona. Wszystko to zbiegło się z okresem niskich stóp procentowych. Gospodarka się przegrzała – silnie rosła podaż pieniądza, rozpoczął się okres ogromnej inflacji. Popyt przewyższał podaż.

Co więcej, gdy prezydent Nixon zawiesił wymienialność dolara na złoto w 1971 r. – kurs pieniądza się zachwiał. „Był to wyrok śmierci na porozumienie z Bretton Woods”, które zakładało, że kursy walut krajów uczestniczących w tym systemie miały być oparte na parytecie złota, lecz stosowana praktyka polityki kursowej prowadziła do światowej dominacji roli dolara amerykańskiego”. 

Od szoku cenowego do opanowania inflacji

Chybotliwy dolar oznaczał inflację bardziej niestabilną i niepewną. Rosły koszty importu. A inwestorzy nie lubią niepewności. Ucierpiała więc rentowność giełdy.

Potem doszło do pierwszych problemów z ropą naftową. Wsparcie Stanów Zjednoczonych dla Izraela nie podobało się krajom arabskim. To spowodowało szok cenowy na rynku tego surowca. Część państw arabskich zablokowała bowiem eksport ropy do USA. Rynki giełdowe zapłaciły za wysoką inflację, która była konsekwencją ograniczeń podaży ropy nałożonych przez OPEC.

Pod koniec lat 70. Paul Volcker, który dołączył do Rezerwy Federalnej, rozpoczął restrykcyjną politykę monetarną. Charakteryzowała się ona gwałtownymi podwyżkami stóp procentowych, co znacznie wzmocniło kurs dolara. Dodatkowo Fed starał się uspokoić wzrost podaży pieniądza. Osiągnął naprawdę imponujące wyniki w kontrolowaniu inflacji. Od czasu, gdy osiągnęła ona aż 20 proc. pod koniec lat 70., rozpoczęła trwający do dziś trend spadkowy. Można w tym czasie mówić o złotym okresie dla rynku akcji i obligacji. 

A jak jest dzisiaj?

Obecnie sytuacja jest zawikłana. Wpływają na nią czynniki znane z różnych epok. Niska premia za ryzyko kapitałowe nie pozostawia miejsca na wyższe stopy procentowe. „Dochody z obligacji amerykańskich są rekordowo niskie, podczas gdy wyceny są na ekstremalnie wysokich poziomach, więc istnieje ryzyko, że w przypadku wzrostu rentowności i spadku wyceny wpłynie to na rynki akcji” – informuje firma Schroders w swojej notce. „Jednak rosnące oprocentowanie nie zawsze stanowi problem dla zwrotów z akcji. Efekt netto może być pozytywny, jeśli rentowności obligacji wzrosną wraz ze wzrostem apetytu na ryzyko i wycen, jak miało to miejsce ostatnio”. Także, jeśli zyski rosną wystarczająco szybko, mogą zrównoważyć negatywne wpływy wynikające z eskalacji ryzyka i niepewności. 

Dla rządzących jest też istotne, stymulowanie gospodarki i zmniejszanie bezrobocia. Jednak w odróżnieniu od połowy lat 60. luka popytowa nie została jeszcze zamknięta. Ponadto Fed przewiduje, że inflacja może przez jakiś czas przekroczyć 2 proc., jeśli bank centralny nie podejmie żadnych kroków w celu jej obniżenia.

Istnieje obecnie ryzyko przegrzania amerykańskiej gospodarki. Nie musi się tak jednak stać. Nie dojdzie do tego, jeśli szybki wzrost podaży pieniądza nie przeniknie do realnej gospodarki poprzez zwiększone zakupy towarów i usług.

Ponieważ jednak akcje amerykańskie wyglądają na niezwykle drogie w wartościach bezwzględnych, ich wyceny mogą być podatne na dalszy wzrost rentowności. Stanowi to pewien problem. „Chociaż popandemiczna odbudowa korzyści powinna pomóc we wzroście zwrotów z inwestycji, to obecny optymizm rynku oznacza ryzyko, że zyski nie osiągną takiego poziomu, jaki prognozują analitycy” – oceniają finansiści Schroders.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ