fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Gdzie jest wsparcie dla walki Macrona z islamizmem? – pyta „The Spectator”

Prezydent Francji Emmanuel Macron wydaje się w ostatnich tygodniach osamotniony na niebezpiecznym i bardzo delikatnym froncie walki z islamskim ekstremizmem. Macron zdążył już ściągnąć na siebie gniew większości muzułmanów, a francuskie produkty zniknęły z wielu arabskich sklepów, jednak to, co obecnie najbardziej uderza, to milczenie jego przyjaciół i niegdysiejszych sojuszników.

Warto przeczytać

Wszystko zaczęło się niedawno, raptem miesiąc temu, kiedy prezydent Macron wypowiedział kilka uwag na temat „islamistycznego separatyzmu” we Francji. W swoim przemówieniu wskazał, że część z około sześciu milionów francuskich muzułmanów tworzy „kontrspołeczeństwo”. Dwa tygodnie po tych słowach doszło do straszliwej zbrodni. Samuel Paty, francuski nauczyciel, został ścięty na przedmieściach Paryża, kiedy wracał ze szkoły do domu. Powód? Tłumacząc swojej klasie, czym jest swoboda wypowiedzi i jakie ma znaczenie, pokazał karykatury Mahometa z „Charlie Hebdo”. Działania nauczyciela wzburzyły lokalną społeczność muzułmańską, w efekcie czego 18-letni Czeczen wymierzył nauczycielowi „sprawiedliwość” przy użyciu 30-centymetrowego noża. Według słów Macrona – Paty zginął, „ponieważ nauczał wolności słowa, wolności wiary lub jej braku”. 

Macron bardzo poważnie traktuje problem muzułmańskich ekstremistów. Jego zaangażowanie nie polega jedynie na powtarzaniu wzniosłych, medialnych haseł, by po tygodniu czy dwóch zapomnieć o sprawie. Podkreśla tradycyjną dla francuskiej Republiki niezbywalność państwowej laickości. Nie jest jednak z zasady antymuzułmański. Jasno zaznacza, że to nie islam jest problemem, a radykalizm religijny. 

Ciężko mu jednak znaleźć międzynarodowych sojuszników. Obecnie chyba trudniej niż kiedykolwiek. Pojawiają się za to głosy krytyczne. Pod koniec zeszłego miesiąca prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zastanawiał się w swoim przemówieniu „Jaki jest problem Macrona z muzułmanami i islamem?”. Zasugerował, że prezydent Francji powinien poddać się leczeniu psychiatrycznemu, by zmienić postawę wobec francuskich muzułmanów. „Bo co innego można powiedzieć o głowie państwa, która nie wierzy w wolność wyznania i zachowuje się w ten sposób wobec milionów ludzi różnych wyznań żyjących w jego własnym kraju?”. 

W tym kontekście świat powinien przywołać nieuczciwość, do której zdolny jest Erdogan. Ale może rzeczywiście nie zrozumiał linii wytyczanej przez Macrona? Albo zrozumiał całkiem dobrze, ale udaje inaczej, aby dolać oliwy do ognia i rozzłościć muzułmanów, których obrońcą i przywódcą pragnie się stać? 

Jednak Erdogan nie jest pozbawiony konkurencji. Dawny krykiecista i playboy Imran Khan, obecnie premier Pakistanu, także chce uchodzić za obrońcę muzułmanów przed świeckimi niewiernymi. Khan zarzuca Macronowi celową „polaryzację i marginalizację”. Jego zdaniem „prezydent Macron postanowił celowo prowokować muzułmanów, w tym własnych obywateli, poprzez zachęcanie do pokazywania bluźnierczych karykatur skierowanych przeciwko islamowi i naszemu prorokowi”. 

Odpowiedzi Macrona i Republiki na te obelgi i przeinaczenia były bardzo spokojne. Wiedzą, z kim mają do czynienia. Pakistan to kraj, w którym standard życia jest jednym z najgorszych na świecie, a liczba ludności przekracza 210 mln. Premierowi dużo łatwiej jest zgrywać wściekłego mułłę niż poprawić jakość życia obywateli. Jednak Republika Francuska nie musi godzić się na takie nadużycia. Kiedy masz do czynienia z muzułmanami, fałszywe oskarżenia mogą być przecież równie niebezpieczne. 

Dwa tygodnie po zamordowaniu nauczyciela muzułmański imigrant zaatakował wiernych w kościele w Nicei. 21-letni Tunezyjczyk, który niedawno przybył do Francji, zabił trzech wiernych. Macron skomentował to z jeszcze większą stanowczością. Zaznaczył, że Europa musi przemyśleć otwarte granice Schengen, a przede wszystkim zacieśnić granice zewnętrzne – ten pogląd wydaje się podzielać wielu ludzi. 

Prezydent Francji nie poprzestał jednak na słowach. Nakazał odwołanie francuskiego ambasadora z Ankary i wezwał do wydalenia Turcji z europejskiej unii celnej. Rozwiązał kilka radykalnych organizacji funkcjonujących we Francji, podwoił też liczbę rządowych sił na granicach. Obiecał zaproponować ponowne przemyślenie kontroli granic Unii Europejskiej na grudniowej Radzie Europejskiej. Może liczyć na wsparcie swoich odpowiedników z Europy Wschodniej i Środkowej, którzy wydają się od dawna czekać na taki ruch. 

Zastanawiające jest jednak to, gdzie podziali się przyjaciele i sojusznicy Francji. Niemiecki rząd z Angelą Merkel na czele nie dołączył do Macrona, by potępić przemoc ze strony ekstremistów czy zachęty do niej ze strony Turcji i Pakistanu. Paradoksalnie w wywiadzie dla niemieckiego „Die Welt” poparcie dla słów Macrona wyraził Anwar Gargasz, minister spraw zagranicznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Muzułmanie „muszą uważnie słuchać tego, co powiedział Macron w swoim przemówieniu. Nie chce izolować muzułmanów na Zachodzie i ma całkowitą rację” – powiedział minister. 

Jeśli chodzi o zachodnich przywódców, największym wyrazem poparcia dla Macrona był tweet Marka Rutte, premiera Holandii. „Holandia mocno opowiada się za Francją i wspólnymi wartościami Unii Europejskiej” – napisał Rutte. Jednak milczenie innych europejskich przywódców pokazuje, że wspomniane wartości nie są bronione zbyt zaciekle. 

Tymczasem premier Kanady Justin Trudeau zdawał się nawet opowiadać po stronie Turków. Zapytany o Macrona i prawo do pokazywania karykatur, odpowiedział, że „wolność wypowiedzi nie jest nieograniczona”. 

Milczeli również premier i rząd Wielkiej Brytanii. Oczywiście dla Wielkiej Brytanii priorytetem obecnie jest ustalenie stosunków handlowych z Francją i resztą Unii, jednak ignorowanie kwestii światopoglądowych, które angażują również kwestie bezpieczeństwa, jest dużym błędem. Zasady, których broni Francja, mogą różnić się od zasad panujących w narodzie Brytyjskim, ale na podstawowym poziomie wartości są wspólne. 

Nawet jeśli sojusznicy Francji się boją, Macron pozostaje nieustraszony. W wywiadzie dla Al Jazeera powiedział, że ludzie, którzy „zniekształcają” religię islamu, „uczą, że kobiety nie są równe mężczyznom. Uczą, że dziewczęta nie powinny mieć takich samych praw jak chłopcy”. I odpowiadał im: „Nie na naszej ziemi. My wierzymy w oświecenie”. 

Potwierdzanie i podkreślanie własnych wartości jest oczywiście potrzebne. Pojawia się jednak pytanie, co można zrobić z tymi, którzy są w twoim kraju, którzy wiedzą, jakie są twoje wartości i nadal je odrzucają? Pod tym względem Macron nie wyprzedził swoich europejskich odpowiedników – odłożył tę dyskusję na później. Niemniej zajął wyraźne stanowisko wobec zasad i wartości kierowanego przez niego państwa. I przy tej postawie powinien znaleźć przyjaciół. Natomiast nie dostał nawet słów wsparcia. I to my powinniśmy się tego wstydzić, nie on. 

Na podstawie: https://app.spectator.co.uk/2020/11/11/macron-alone/content.html

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię