fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

„The Spectator” pyta o to, czego w istocie chcą wyborcy Trumpa…

Zwycięstwo Joe Bidena w amerykańskich wyborach prezydenckich zostało przyjęte z wielką ulgą przez jego zwolenników. Nie należy jednak zapominać, że Donald Trump zdobył około 73 tys. głosów od wygrania Kolegium Elektorów. Demokraci świętowali fakt, że ich kandydat zdobył najwięcej głosów w historii amerykańskich wyborów. Tymczasem w tych samych wyborach Donald Trump uzyskał drugi w historii USA wynik. Różnica między 75 a 71 mln głosów nie jest taka duża. Gdyby kandydat liberałów nie „ukradł” Trumpowi głosów w kluczowych stanach, wynik byłby odmienny.

Warto przeczytać

Podobnie jak wcześniejsze wybory w Wielkiej Brytanii, tak i wybory w Stanach Zjednoczonych pokazały jednak pewne zaskakujące zjawisko: dość konserwatywną opinię publiczną, nawet wśród mniejszości. Poza tym Biden podczas prawyborów jawił się jako kandydat umiarkowany, dużo mniej lewicowy niż np. Bernie Sanders czy Elizabeth Warren. Zatem nawet wyborcy demokratów wolą centrystę. 

Ciężko powiedzieć, jaka część 71 mln Amerykanów, która zagłosowała na Trumpa, faktycznie popierała tego kandydata, a jaka zagłosowała przeciwko jego konkurentowi. Biorąc jednak pod uwagę liczne badania i ankiety, większość głosowała za Trumpem. Wyborcy lubią jego przechwałki i wulgaryzmy. Podziwiają i cieszą się, kiedy łamie zasady. 

Te same zachowania inni ludzie uznają oczywiście za niesmaczne. Nawet jeśli popierają go jako kandydata na prezydenta czy polityka w ogóle, to wzdrygają się, słysząc część z jego kłamstw i matactw. Potajemnie rozpaczają, kiedy znów określa wszystko „najlepszym”, „największym” i „najpiękniejszym”, opisuje wszystkie prowadzone przez siebie rozmowy jako „doskonałe” i ciągle udowadnia, że nie rozumie znaczenia słowa „fałszywka”. Ale mimo tego wszystkiego znajdowali ponure usprawiedliwienie, by zagłosować za jego reelekcją. 

Spójrzmy jednak na inną grupę wyborców – tych, którzy popierają polityczne poglądy Trumpa, jednak nie mogą poprzeć go jako człowieka. To ludzie, którzy niechętnie oddali głos na Bidena. I są ich miliony. A przecież różnica w głosowaniu powszechnym między tymi kandydatami wyniosła tylko 4 miliony. To zaś znaczy, że większość amerykanów politycznie stoi od centrum po prawicę. 

Wiele się teraz mówi o tym, czy „Trumpizm” przetrwa Trumpa. Ale takie etykietowanie może być niechętnie odebrane przez ludzi, którzy właśnie tego człowieka uważają za najsłabsze ogniwo postaw, jakie prezentował. Co to za postawy? Zwiększenie niezależności energetycznej USA i stworzenie nowych miejsc pracy poprzez otwieranie kopalń. Ograniczenie masowej imigracji, by ustabilizować kulturowo i ekonomiczne amerykańskich obywateli – zwłaszcza tych o niższych dochodach. To też sprzeciw wobec rozdawnictwa i obsesji na punkcie rasy, którą wykazuje skrajna lewica. Wyborcy ci reagują alergicznie na politykę tożsamości, o ile wyjaśni się im, co znaczy to wyrażenie. Odrzucają każdą propozycję hurtowych odszkodowań za niewolnictwo itp. 

I choć wielu z tych ludzi naprawdę jest zaniepokojonych zmianami klimatycznymi, nie spodoba im się wydawanie na „Nowy Zielony Ład” miliardów dolarów kosztem wywołania innych narodowych problemów. Potępiają brutalność policji – bez względu na rasę, w którą jest wymierzona – ale chcą, by służby publiczne były odpowiednio finansowane i przeraża ich dziki tłum protestujących, którzy podpalają prywatne domy i plądrują sklepy. Wierzą, że życia czarnoskórych są ważne, bo wierzą, że wszystkie życia są ważne. Są patriotami, choć wyrażają to w różny sposób. Nie godzą się na samoumartwianie się narodu i narodową mitologię zbudowaną na poczuciu winy. Chcą za to niedrogiej opieki zdrowotnej. 

Pandemia zaniepokoiła ich tak samo, jak wszystkich. Może zaniepokoiła ich nawet za bardzo, bo nikt im nie powiedział, że choć w ciągu ośmiu miesięcy z powodu COVID-19 zmarło 237 tys. ich rodaków, to przewidywana ilość zgonów Amerykanów w tym czasie wynosiła ponad dwa miliony. Nikt nie mówi, że śmiertelne ofiary COVID-19 najprawdopodobniej zmarłyby z innego powodu, gdyby nie było pandemii. 

Mimo to większość z tych Amerykanów mogłaby okazać społeczną solidarność i przeciwdziałać zdrowotnemu i gospodarczemu zagrożeniu. Zgodziliby się nosić maski, jeśli przedstawiono by im badania potwierdzające ich epidemiologiczną skuteczność, nie zaś po to, by wykorzystać je jako manifest polityczny. Mogliby też oprzeć się nieskutecznym ograniczeniom, które jeszcze bardziej dławią handel. 

Obarczanie Donalda Trumpa winą za zgony w czasie pandemii – co zdarza się demokratom – jest medycznie absurdalne i moralnie niesprawiedliwe. Polityka zdrowia publicznego jest kwestią poszczególnych stanów. Niepowodzenie Trumpa było zaś kwestią retoryki. Jego poczynania były głupie, nie przyjął wystarczająco poważnej postawy. Mógł zwrócić się do narodu, podkreślić niebezpieczeństwo, a nie obiecywać jego rychłe zażegnanie, ale taka zmiana raczej i tak nie uratowałaby wielu istnień. 

Zarówno zwolennicy Trumpa, jak i Brexitu, przedstawiani są w USA i Wielkiej Brytanii jako obłąkani. Być może wielu Amerykanów i Brytyjczyków faktycznie straciło rozum, ale większość wyborców w obu krajach nadal zachowuje się rozsądnie, umiarkowanie i zdrowo. Rządy Bidena muszą być utrzymane w podobnym duchu. Jego przemówienie o zwycięstwie było pomyślnym początkiem. 

Na podstawie: https://app.spectator.co.uk/2020/11/11/what-trump-supporters-really-want/content.html

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię