fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.2 C
Warszawa
niedziela, 26 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Francuskie społeczeństwo stoi na krawędzi otchłani – twierdzi Jean-Pierre Denis w wywiadzie udzielonym „Le Point”

„Bez chrześcijaństwa nasza kultura zniknie” – uważa francuski eseista. Zaznacza jednak, że chęć uczynienia z katolicyzmu bastionu przeciwko islamowi jest iluzoryczna, niebezpieczna i sprzeczna z przesłaniem Ewangelii. Zamiast marzyć o minionej przeszłości i roztrząsać żale, lepiej jest wyjaśniać, dlaczego ewangelia jest nowa – twierdzi.

Warto przeczytać

Nasze społeczeństwo stoi na krawędzi otchłani, ponieważ zerwaliśmy naszą relację z Bogiem – twierdzi eseista Jean-Pierre Denis. To samo dostrzegli i Jean-Marie Rouart, i Sonia Mabrouk, i Patrick Buisson, a także Philippe de Villiers. Takim spostrzeżeniom dali upust w swoich erudycyjnych esejach przybierających nierzadko postać manifestów.  

Sam Jean-Pierre Denis, były dyrektor chrześcijańskiego tygodnika „La Vie”, a obecnie odpowiedzialny za rozwój redakcyjny grupy Bayard Presse, w swojej nowej książce „Les catholiques, c’est pas automatic” przedstawia serię traumatycznych wydarzeń. Pisze zarówno o zabójstwie księdza Hamela, pożarze w Notre-Dame, jak i koronakryzysie. Czy to znaki ostrzegawcze od Boga dla społeczeństwa, które od niego odeszło? Autor uważa, że to nie jest takie proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.  

Ile warte jest chrześcijaństwo? 

W udzielonym przez siebie wywiadzie dla „Le Point” Denis mówi wprost, że francuskie społeczeństwo dlatego się pogubiło, bo zatraciło chrześcijański sens. Jest w dużym stopniu zsekularyzowane, a jeśli chodzi o ludzi odpowiedzialnych za media, praktycznie wszyscy oni odeszli od religii. Eseista uważa, że to zjawisko powierzchowne. Jednak już są odczuwalne skutki braku kultury religijnej. Na przykład, „przekształca się chrześcijańskie szpitale, w których ubodzy byli leczeni bezpłatnie, w centra handlowe i restauracje dla rozczarowanych smakoszy”. To wszystko prowadzi do sytuacji, w której społeczeństwo przestaje rozumieć, jak istotnym źródłem życia i witalności jest wiara. „Sprowadzamy ją więc do jej politycznej deklinacji lub ideologicznej degradacji. Jednak, jak powiedział w swoim czasie Maurice Clavel: „Bóg jest Bogiem, na miłość boską! Nasze społeczeństwo jest judeochrześcijańskie w swoich podstawach, jest to bezdyskusyjne” – podkreśla eseista. Przypomina, że wiara jest jak miłość pisana dużą literą. Przestało to być jednak zrozumiałe dla ludzi, gdyż „język duszy, człowieka czy ludu, stał się dla nich całkowicie obcy”. Nie wiedzą już i nie rozumieją, czym jest doświadczenie duchowe. Chociaż wszystkie pokolenia i społeczeństwa wcześniej znały to i rozumiały. „François Mitterrand wierzył w »siłę ducha«. Jednak kiedy zapytałem François Hollande’a w tej sprawie, on nawet nie zrozumiał mojego pytania. Zasadniczo problemem jest tylko genialny Michel Houellebecq: jest duchowo bezsilny, ale chciałby…” – opowiada Denis. 

Kiedy nie rozumiemy jakiegoś zjawiska, sprowadzamy je do tego, co znamy  

Religia jako fakt społeczny, kulturowy i antropologiczny staje się przedmiotem debaty ideologicznej. Sprowadzana jest do sfery intymnej, do której najłatwiej ograniczyć coś, nad czym nie ma się rzeczywistej kontroli. „Potem pojawia się absurdalna i totalitarna idea proszenia wierzących o wybór między prawem Bożym a prawem państwowym, gdy te normy nie są tego samego porządku i te przynależności nie mają tej samej istoty” – twierdzi eseista. Jednak uznanie wiary za sprawę prywatną – podkreśla – jest uleganiem złudzeniom co do jej natury – to pomyłka. Sekularyzm oznacza, co prawda, konieczny rozdział między Kościołem i państwem, jednak nie usuwa wiary z przestrzeni publicznej i nie zastępuje jej oficjalnym credo czy sztuczną ideologią. „Nikt nigdy nie krytykował Henri Grouèsa za kandydowanie do Zgromadzenia Narodowego lub za obronę sprawy najbardziej pokrzywdzonych… a mimo to wszyscy znali go pod jego religijnym pseudonimem Abbé Pierre” – przypomina Denis.  

Świętości nie można zbezcześcić 

W każdej społeczności znajdzie się coś, co jest święte. Pokazał to Régis Debray. Świętość, „jeśli nie jest już u progu świątyni, może być, gdziekolwiek chcesz: na banknotach, w seksie, na stadionie piłkarskim, zwierzętach, nawet w smartfonie twojego nastolatka…”. W chrześcijaństwie świętość jest ważna i oznacza ona osobiste lub zbiorowe nawrócenie.  

Jean-Marie Rouart, Sonia Mabrouk, Patrick Buisson, Philippe de Villiers wzywają do ponownego odkrycia wartości i siły chrześcijaństwa. Uważają, że to pozwoli na przeciwstawienie się muzułmanom. Siłą wyznawców islamu jest bowiem żarliwa wiara. Podobnie jak wymienieni autorzy, Denis jest zdania, że bez chrześcijaństwa kultura Francji zniknie. Ma nadzieję, że napór islamu przebudzi jednak ludzi i zwróci ich w stronę chrześcijaństwa.  

Denis uważa, że „jest to całkowicie iluzoryczne i duchowo anormalne”, jeśli powrót do wiary miałby nastąpić poprzez politykę, czy dla ocalenia Francji poprzez sztuczne narzucanie katolicyzmu. „Chrześcijaństwo zredukowane do mimetycznej rywalizacji z islamizmem byłoby głęboko zniekształcone i – paradoksalnie – zislamizowane” – twierdzi Denis. 

Katolicy z syndromem oblężonego plemienia 

Katolicy nadal stanowią socjologiczną większość we Francji, stali się jednak mniejszością kulturową. Oznacza to ich znikomy wpływ na to, co się dzieje w przestrzeni publicznej, co dotyczy społeczeństwa. W debatach na temat bioetyki czy eutanazji widać to zresztą najlepiej. Mają odruch narzekającej społeczności, szczególnie gdy atakowane są prawa podstawowe. Trudno jednak zapomnieć o tym, że Kościół traci swoje wpływy także dlatego, że utracił swoją wiarygodność. Przyczyniły się do tego skandale związane z wykorzystywaniem seksualnym. Nie pomaga wizerunkowi też brak księży i niedobór chrześcijańskich intelektualistów. „Nam katolikom trudno jest żyć pośród własnych ruin, a tym bardziej przyznać, że wszystko porzuciliśmy. Bo nie jest to przede wszystkim spisek przeciwko Kościołowi, ale przede wszystkim kryzys Kościoła, jak podkreślał sam Benedykt XVI, wchodząc na konklawe, które miało go uczynić papieżem, Jorge Bergoglio postawił również prawidłową diagnozę: kiedy Kościół jest skoncentrowany na sobie, choruje” – zauważa Denis. 

Kto by chciał chrześcijaństwa bez Boga? 

To nie Sobór Watykański II, otwierając Kościół na nowoczesność, przyspieszył jego upadek, jak chcą to widzieć niektórzy intelektualiści, szczególnie Patrick Buisson. „Dechrystianizacja rozpoczęła się na długo przed Vaticanum II, niestety we Francji już wieki temu. Nawet przed Rewolucją Francuską. Opactwa nie zamieniły się nagle w kamieniołomy pod wpływem Terroru. Wiele klasztorów było już prawie pustych, rewolucjoniści nie wypędzali mnichów, często wypędzali ostatnich mnichów” – przypomina eseista. Sobór Watykański II nie wycofał żadnego dogmatu. „Nie rozumiem, że historyk taki jak Patrick Buisson może wykazać się takim uproszczeniem. Albo rozumiem aż za dobrze. Jest to neomaurrasowska pokusa, by użyć chrześcijaństwa jako prymitywnego sztandaru rekonkwisty. Ale kto będzie chciał chrześcijaństwa bez Boga?” – pyta Denis. 

Bez chrześcijaństwa nie ma Francji 

W dobie szerzącego się islamu i słabości Kościoła nadal „jesteśmy dziećmi Aten, Rzymu i Jerozolimy, a nie Mekki czy Doliny Krzemowej. A bez strzały Notre-Dame skierowanej w niebo lub archanioła postawionego na szczycie Mont-Saint-Michel nie jesteśmy już Francją” – twierdzi eseista. Jednak sprawa jest o wiele bardziej złożona. Bo i religia, i kultura czerpią z różnych stron. „Katolicki Tomasz z Akwinu opiera się na metafizyce muzułmańskiej Awicenny, która wiele zawdzięcza greckim lekarzom żyjącym w czasach pogańskiej starożytności. A jezuici stali się Chińczykami przez Chińczyków. Jeśli chrześcijaństwo jest faktem cywilizacyjnym, to zawsze było uniwersalizmem” – przypomina Denis. Więc kościoły nie mogą stać się bunkrami.  

Jesteśmy żywymi znakami Boga 

Denis zwraca uwagę na ciąg traumatycznych wydarzeń: pożar w Notre-Dame, zabójstwo księdza Hamela, ofiarę Arnauda Beltrame na początku Wielkiego Tygodnia, czy zamordowanych parafian w katedrze w Nicei. Teraz zaś jest pandemia. Zauważa jednak, że chociaż dla ateisty może to być szokujące, to tak naprawdę z punktu widzenia osoby wierzącej nie jest istotne, co się dzieje z ludźmi. W swojej książce pisze o tym, że jesteśmy znakami Boga. Nie twierdzi, że pandemia jest boską karą, jednak jest znakiem od Boga – zaproszeniem do nawrócenia. I przypomina, że Sobór Watykański II wezwał do rozpoznania „znaków czasu”. 

Jeśli chodzi o chrześcijan i poczucie krzywdy, eseista jasno stawia sprawę – „to nie chodzi o to, że nasza wrażliwość jest zraniona, to jest nasza sprawa. Mogę podskoczyć, kiedy słyszę bzdury o Kościele, ale to jest mój problem. Zamiast marzyć o minionej przeszłości i roztrząsać nasze żale, wolałbym spędzać więcej czasu na wyjaśnianiu, co przyniosło chrześcijaństwo i dlaczego ewangelia jest nowa”. 

Źródło: https://www.lepoint.fr/editos-du-point/sebastien-le-fol/jean-pierre-denis-sans-le-christianisme-notre-culture-disparaitra-30-05-2021-2428787_1913.php

Więcej artykułów