fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.1 C
Warszawa
wtorek, 27 lutego, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Ruch „Obudzeni” chce rozprawić się z językami klasycznymi na uniwersytetach – donosi „Le Figaro”

Precz z greką i łaciną – nawołują amerykańscy „obudzeni”. Uważają bowiem, że starożytne, antychrześcijańskie społeczeństwa były nieegalitarne i zniewolone. Wszelkie protesty uważają za pochwalanie kolonializmu i rasizmu.

Warto przeczytać

Chęć wyrzucenia języków klasycznych z nauczania na uniwersytetach wydaje się żartem. Ale tak nie jest. Rzecz dzieje się w Ameryce, ale ten niebezpieczny i chory pomysł może dotrzeć do Francji, alarmuje „Le Figaro”. A jeśli do Francji to i do innych krajów Europy. Faktem jest jednak, że amerykański Uniwersytet Princeton już zdecydował, że greka i łacina nie będą obowiązkowe w nauczaniu klasyki. Powodem jest nacisk osób z kręgu „woke culture”. A ci chcą, by kultura antyczna była widziana jako niewolnicza i rasistowska. 

Woke culture [pol. „kultura obudzona”, czy „kultura obudzonych”] narzuca tożsamościową wizję świata i karykaturuje kwestie rasowe. Specjalista od literatury klasycznej Raphaël Doan jasno ocenia tę sytuację i analizuje, dlaczego klasyczne języki płacą cenę za nową chorobę, która nęka amerykański świat. Wyjaśnia, dlaczego „obudzeni”, widzący historię tylko w kategoriach dominacji i przywilejów. Studiujący życie w Rzymie i Atenach, krzyczą o rasizmie. „Nienawidzą idei, że Zachód może stanowić cywilizację, której fundamenty są grecko-rzymskie. Jest tylko biel” – mówi Doan

O krok do absurdu

W grudniu 2020 r. Andrea Marcolongo, autorka książki „Niesamowity język”, została zaproszona przez Uniwersytet Columbia do omówienia znaczenia łaciny i greki. Mimo że jej pragnieniem było wykładanie na żywo w Nowym Jorku, rozmowa z powodu pandemii odbyła się online. Została ona po pewnym czasie przerwana pytaniem jednego z uczniów: „Jak można czytać Homera, kiedy był rasistą i mizoginem?”. Włoskiej hellenistce wydawało się, że źle zrozumiała. Gdy zostało jej to jeszcze raz wyjaśnione, odpowiedziała z ubolewaniem: „Mam wrażenie, że czytaliśmy dwóch różnych autorów”. 

Niestety, to co się wydarzyło podczas rozmowy z włoską eseistką, to nie jest odosobniony przypadek w amerykańskim życiu uniwersyteckim. Nawet w Stanford, „coraz liczniejsza kohorta wymachuje tubylczymi, rasowymi i dekolonialnymi teoriami, wrzeszcząc coraz głośniej”.

Absurdalne wydaje się, że profesor literatury klasycznej w Princeton – Dan-el Padilla Peralta, chce wykorzenić własną dziedzinę nauczania, którą oskarża o utrwalanie „białej kultury”. Stanowisko to przyniosło mu zaszczyt, opublikował je New York Times: „Dan-el Padilla Peralta uważa, że klasycy powinni zrzucić starożytną Grecję i Rzym z piedestału — nawet jeśli oznacza to zniszczenie ich dyscypliny”.

Na stronie internetowej „Różnorodność i kapitał” można przeczytać, że kultura grecko-rzymska jest „zinstrumentalizowana i współwinna różnych form wykluczenia, w tym niewolnictwa, segregacji, białej supremacji i ludobójstwa kulturowego”. Takie oto stanowisko i postawy zadecydowały, że na uniwersytecie w Princeton studiujący klasykę nie będą już musieli uczyć się łaciny i greki.  Najwyraźniej panuje tam przekonanie, że pochylenie się nad Arystotelesem lub Ezopem grozi przekształceniem studentów w faszystów.

Karykaturalna ocena historii

Urodzony w Paryżu Jean-Robert Pitte, wieczny sekretarz Akademii Nauk Moralnych i Politycznych, autor niezwykłej powieści o późnej starożytności pt. „Dardanus” ostrzega, że sytuacja we Francji całkowicie zmierza „w kierunku mód intelektualnych po drugiej stronie Atlantyku: dekonstrukcji, postkolonializmu, antyimperializmu, islamolewicowości, ultrafeminizmu”.

Karykaturalna wizja starożytności narzucana przez woke culture to choroba, która nęka amerykański świat – twierdzi Raphaël Doan. 

Faktem jest, co prawda, że starożytne, antychrześcijańskie społeczeństwa były nieegalitarne i zniewolone, ale przecież nikt nie zamierza temu zaprzeczać. Jednak prawda historyczna nie interesuje „obudzonych”. Wydaje się, że najważniejsze obecnie nie jest to, co jest prawdą, a jedynie to, co się czuje, że jest prawdziwe. Jednak w rzeczywistości nie ma znaczenia, że jak uważają „obudzeni”, białe dziś posągi, w starożytności były malowane. Jakie to ma znaczenie – pyta Doan – jeżeli „ani Grecy, ani Rzymianie nie różnicowali jednostek według koloru ich skóry”? 

„Obudzeni” czuje się jednak zranieni i chcieliby wymazać przeszłość. To bzdura, bo prawdą „jest to, że nie ma sensu stawiać aktualne opinie i osądy wartości dotyczące sytuacji sprzed dwóch tysiącleci” – mówi Jean-Robert Pitte. Doprowadza to do powstania historycznego relatywizmu. Okazać się może, że każde pokolenie jest winne w oczach tego, które po nim następuje. Czy to bowiem wina Homera, Platona czy Aleksandra, że antyrasiści widzą w ich pracach wystarczająco dużo, by zaspokoić swoje lęki i obsesje?

Brak debaty

„Obudzeni” nie tylko chcą napisać historię na nowo, historię odpowiadającą ich uczuciom i wrażliwości, ale nie są też demokratami. „Nie proponują debaty, ale narzucają wizję” – mówi Patrice Brun, autor książki „Wynalazek Grecji”. Jeszcze ostrzej ocenia nowy nurt hellenista Pascal Charvet. „Wokizm to nowy purytanizm, wiąże się z formą totalitaryzmu myślowego” – twierdzi. To echo słów Barthes’a: „Faszyzm bynajmniej nie zabrania mówić, on zmusza do mówienia”.

Przekonania na eksport

Wyznawcy nowego prądu, niestety, eksportują swoje fatalne teorie. We Włoszech zapytano przecież Andreę Marcolongo o rzekomą mizoginię Platona. Ruch „Obudzonych” zyskuje zwolenników już w całej Francji

Pascal Charvet jest oburzony: „Tutaj jesteśmy świadkami uległości, która może prowadzić tylko do upadku myślenia. Przypomnijmy incydent z marca 2019 r. na Sorbonie”. Frakcja działaczy antyrasistowskich zmusiła wtedy uczelnię do odwołania spektaklu greckiej tragedii „Błagający Ajschylosa” z udziałem aktorów w czarnych maskach, twierdząc, że jest to „afrofobiczne, kolonialne i rasistowskie”. Isabelle Barberis, autorka „Sztuki poprawności politycznej”, potępiła to na stronach „LeFigaro” jako „absurdalną cenzurę”.

Problemy z edukacją

Na razie jednak to nie ta walka ideologiczna, marginalna na razie, we Francji, jest największym problemem. Znacznie większym są lata edukacji, osłabionej przez reformy pedagogiczne, jakie były przeprowadzane przez ostatnie pół wieku. To powoduje, że podobne teorie mogą znaleźć rzeszę zwolenników i zadać ostateczny cios nauce, nie znajdując odpowiedniego odporu ze strony słabo wykształconych ludzi. 

Dziś we Francji łacina i greka są uważane za opcje, a nie za dyscypliny. Są uznane za mniej istotne od nauk ścisłych. W latach 60. o byciu najlepszymi uczniami decydowała łacina i greka, dziś jest to matematyka. Jak obliczył Robert Delord, prezes Stowarzyszenia „Arrête ton char!”: „w 1967 r. student wyższej uczelni miał dziewiętnaście godzin łaciny, w 2017 r. ma co najwyżej pięć godzin” 

Coraz mnie jest też chętnych na studiowanie klasyki. W szkołach średnich łaciny dziś uczy się we Francji 4 proc. uczniów. Tylko Stany Zjednoczone wypadają gorzej ze swoim 1 procentem. W Hiszpanii ten język poznaje 16 proc. uczniów, we Włoszech 14 proc., we Flandrii 17 proc., w Walonii 12 proc., w Szwajcarii 8 procent. Według Roberta Delorda nie ma w zasadzie szansy, by sytuacja się poprawiła. „Za dziesięć lat, w tym tempie, to znaczy 500 odchodzących na emeryturę profesorów rocznie, będzie tylko połowa nauczycieli literatury klasycznej, czyli 5000 we Francji” – twierdzi.

Rozleniwieni intelektualnie

Nie można jednak zaprzeczyć, że kultura starożytna jest nieodłączną częścią europejskiego, w tym francuskiego, dziedzictwa. „Od renesansu, nawet średniowiecza świat jest skąpany w starożytnych odniesieniach. Ponadto dzisiaj, paradoksalnie, łacina i greka żywią reklamę, literaturę, sztukę” – przypomina Raphaël Doan. Dotyczy to nawet seriali telewizyjnych. Bez względu na posunięcie Uniwersytetu Princeton, nie da się przemilczeć, że „70 proc. angielskich słów pochodzi z greki i łaciny (często poprzez francuski). A języki starożytne pozwalają nam tworzyć i myśleć, debatować i szkolić nas w sztuce retoryki. Ale to wymaga pracy”.

Świat „idzie na łatwiznę”. W Muzeum Carnavalet w niektórych kartelach cyfry rzymskie zostały zastąpione cyframi arabskimi. Andrea Marcolongo wskazuje na problem: to „lenistwo intelektualne. Zamiast zmierzyć się z trudnościami, eliminujemy je” – i przypomina, że „w starożytnej Grecji Perykles płacił ludziom, których nie było stać na pójście do teatru, ponieważ zawsze mówił, że najbardziej niebezpiecznymi obywatelami są ci, którzy nie mają kultury”. Miał rację – mówi Marcolongo. I dodaje: „To było zobowiązanie wobec społeczeństwa. To przecież Greko-Rzymianie wymyślili podstawy uniwersalizmu. To od nich pochodzi wolność słowa, demokracja, gościnność, kosmopolityzm itp., na których zbudowano nasze społeczeństwo”. 

„Ten uniwersalizm nie podoba się zwolennikom kultury czystego łupka, »kultury anulowania«. Jest więc dzisiaj w niebezpieczeństwie” – ostrzega autorka „Niesamowitego języka”

Źródło: https://www.lefigaro.fr/actualite-france/la-culture-woke-a-l-assaut-d-homere-et-de-platon-20210624

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły