fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.7 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Antysemityzm rośnie, ale „uchodzi na sucho” mniejszościom etnicznym – donosi „Le Figaro”

Profesor nauk politycznych Paul May na łamach „Le Figaro” analizuje napięcia między lewym skrzydłem Partii Demokratycznej a bardziej centrową grupą starszych. Ci pierwsi chętniej milczą, gdy antysemickich ataków dopuszczają się osoby należące do mniejszości etnicznych.

Warto przeczytać

Wyraźnie rośnie liczba antysemickich ataków w całych Stanach Zjednoczonych. Ostatnio kilka amerykańskich organizacji żydowskich, w tym Anti-Defamation League i American Jewish Committee, wezwało prezydenta USA Joe Bidena do zajęcia formalnego stanowiska w tej sprawie. 

Napięcia wśród Demokratów

Co interesujące, antysemickie akty i wypowiedzi podejmują często mniejszości etniczne. Jeszcze bardziej jest interesujące, że chętnie przymyka na nie oko lewica. Na taką postawę wpływa jej zaszczepienie się ideologią ruchu „woke” (przebudzonych).

„Ten krzyk alarmu pojawia się w kontekście, który wykracza daleko poza reperkusje konfliktu między Izraelem a Hamasem. Rzeczywiście w ostatnich latach antysemityzm był w centrum wielu kontrowersji w amerykańskiej lewicy. Ruch »Przebudzonych«, zabójca »rasizmu strukturalnego« i »dyskryminacji systemowej«, jest szczególnie podejrzany o samozadowolenie z tego zjawiska” – pisze Paul May. Jednak kilka głównych postaci Partii Demokratycznej potępiło ten trend. Pokazało to, że obóz demokratyczny nie jest spójny ideologicznie, pojawiają się w nim na tym tle coraz większe napięcia. 

Dwa znamienne wydarzenia

Ruch „Przebudzonych” jest obecnie bardzo modny w mediach, na uczelniach i wśród części młodzieży. „Przebudzeni” uważają, że system społeczny, który funkcjonuje w USA, podstępnie faworyzuje pewne grupy etniczne (zwłaszcza „białe”). Różnice w dostępie do mieszkalnictwa, zatrudnienia i edukacji tłumaczą kwestiami rasowymi.

„Wśród wielu kontrowersji związanych z Ruchem »Przebudzonych« dwie są szczególnie odkrywcze” – zauważa profesor May. Pierwsza dotyczy Marszu Kobiet w 2018 r. Demonstrowano wtedy, by potępić patriarchalną i antyfeministyczną postawę Donalda Trumpa. Jednak największy hałas zrobił się wokół kwestii antysemityzmu. Kilka młodych aktywistek stojących za tym wydarzeniem, Linda Sarsour, Tamika Mallory i Carmen Perez, okazało się zwolenniczkami Louisa Farrakhana, przywódcy The Nation of Islam (Narodu Islamu.). Ta afroamerykańska organizacja, krzewiąca teorie spiskowe pomieszane z roszczeniami etniczno-religijnymi, zasłynęła skandalicznymi i wrogimi uwagami pod adresem Żydów. Jej członkowie uważają, że to nie nikt inny, tylko właśnie Żydzi są odpowiedzialni za złą sytuację ekonomiczną czarnoskórych w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie trzy panie uczestniczyły w kilku konferencjach The Nation of Islam i popierają Farrakhana. 

Po tamtych wydarzeniach Marsz Kobiet podzielił się na dwa odrębne ruchy. Jeden popierający ówczesnych organizatorów, drugi potępiający ich za antysemityzm. 

„Pomimo ostracyzmu, których dawniej ich dotykał, amerykańscy Żydzi są klasyfikowani przez wielu młodych działaczy demokratycznych jako ci uprzywilejowani” – tłumaczy Paul May.

Zresztą, rok 2018 to nie tylko rok rozdarcia w Marszu Kobiet. To rok, od którego można też zaobserwować rosnące do dziś napięcia między lewym skrzydłem Partii Demokratycznej, „złożonym z młodych, zróżnicowanych etnicznie działaczy i nosicieli ideologii postkolonialnej, a starą gwardią establishmentu z drugiej”. Starsi demokraci są bardziej „biali” i bardziej centrowi. Są krytykowani przez młodszych za niewystarczające działania przeciw rasizmowi i za ciągłe poparcie dla Izraela. Ci „przebudzeni” aktywiści lewicy, mimo że znacznie mniej liczni niż pozostali, są jednak bardziej widoczni w mediach i bardzo popularni wśród tych przedstawicieli młodego pokolenia, którzy sympatyzują z lewicą.

Jeśli chodzi o drugą kontrowersję, którą dostrzegł profesor May, to dotyczy ona napaści na osoby wyznania mojżeszowego w Stanach Zjednoczonych. „Ataki z ostatnich kilku tygodni są częścią niefortunnej ciągłości, ponieważ od 2015 r. akty antysemickie stale rosną” – przypomina profesor. 

Z raportu FBI „Hate Crimes Statistics” wynika, że ponad 62 proc. „przestępstw z nienawiści” przeciwko grupom religijnym w 2019 r. dotyczyło ataków na Żydów. W USA za „przestępstwo z nienawiści” uważa się „przestępstwo przeciwko osobie z powodu jej przynależności, rzeczywistej lub domniemanej, do grupy etnicznej, religijnej, narodowej lub ze względu na jej orientację seksualną”.

Ponieważ jednak agresorzy, w większości przypadków należą do mniejszości etnicznych, celowo ukrywana jest informacja, kim są. To doprowadza do absurdów i do oskarżeń pochopnie rzucanych w stronę białych członków społeczeństwa. Gdy w grudniu 2019 r., podczas ataku na koszerny supermarket, zamordowano kilku klientów, przyszła przedstawicielka Demokratów w Kongresie, Rashida Tlaib napisała na Twitterze: „To bolesne. Biała supremacja zabija”. Brzmi to absurdalnie, tym bardziej że przestępstwa dopuścili się dwaj Afroamerykanie, David N. Anderson i Francine Graham. Byli członkami Czarnych Hebrajskich Izraelitów, organizacji powszechnie znanej z wrogości do Żydów, białych i policji. 

Nie inaczej było po ataku z użyciem maczety podczas obchodów Chanuki w styczniu 2020 r. Napastnik, także Afroamerykanin, zranił pięciu Żydów, świętujących w Nowym Jorku. 

Uprzywilejowani więc mniej cierpiący?

„Skuteczna walka z antysemityzmem (rasizmem, czy jakąkolwiek inną ideologią prowadzącą do aktów przemocy wobec pewnych kategorii ludności) wiąże się jednak z identyfikacją profilu socjologicznego i motywacji agresorów” – zauważa profesor May.

Twierdzi on, że „aby zrozumieć tę ślepotę, konieczne jest zanurzenie się w wizji świata, która ożywia »przebudzonych« aktywistów. Klasyfikują oni jednostki według osi wyznaczonej przez dominację, ustalonej na podstawie sumy korzyści i kar, jakie przyniosłaby pochodzenie etniczne. W takim rozumieniu dominanci nie mogliby być ofiarami rasizmu ze strony zdominowanych, ponieważ nie byłoby wobec nich struktury instytucjonalnej dyskryminacji”. Ponieważ naród żydowski przez osoby, którym bliska jest ideologia „przebudzonych”, uważany jest za grupę uprzywilejowaną socjologicznie, nie podlega ona, według nich, systemowej opresji w taki sam sposób, jak na przykład czarnoskórzy czy Latynosi. Tę logikę analizuje brytyjski autor David Baddiel w swoim eseju „Jews Don’t Count: How Identity Politics Failed One Particular Identity” („Żydzi nie liczą. Jak polityka tożsamości zawiodła jedną konkretną tożsamość”).

„Widzimy tutaj, że zawstydzone milczenie »przebudzonych« pozostawionych w obliczu antysemickich uwag i ataków nie jest przypadkowe”. Przemoc, rasizm i antysemityzm nie rodzą się wyłącznie wśród silnych i dominujących, ale też wśród dyskryminowanych i marginalizowanych. „Stanowi to ironiczny paradoks, ponieważ deklarowanym celem tego ruchu politycznego jest właśnie wykrycie mechanizmów społecznych, które prowadzą do dyskryminacji i przestępstw z nienawiści” – podsumowuje swoją analizę Paul May.

Paul May jest profesorem nauk politycznych na Uniwersytecie Quebec w Montrealu (Uqam) i wykładał na Harvardzie w latach 2016-2019. Jest autorem znanej książki „Philosophies du multiculturalisme” (Presses de Sciences Po, 2016).

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ