fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Między historią a hagiografią – trudna pamięć o Komunie Paryskiej na łamach „Le Croix”

Po paryskich wydarzeniach z 29 maja Jean-Pascal Gay, profesor historii chrześcijaństwa na Katolickim Uniwersytecie w Louvain, przedstawia swój punkt widzenia. Ocenia oczami historyka debatę wokół „marszu męczenników”.

Warto przeczytać

W ostatnią sobotę maja zorganizowano w Paryżu „marsz męczenników”. Miał on na celu upamiętnienie 150. rocznicy tzw. masakry na ulicy Haxo. Doszło do niej podczas Komuny Paryskiej, kiedy to rozstrzelano około 50 osób, wśród których byli duchowni. Tego samego dnia odbył się też inny pochód – tradycyjne wejście na „Mur des Fédérés” (Ścianę Komunardów) na cmentarzu Père Lachaise. To ważny moment dla części lewicy. Pod tą ścianą, 28 maja 1871 r. zastrzelono 147 Komunardów.

Przed cmentarzem doszło do konfrontacji obu świętujących grup. Wybuch agresji, który uderzył w procesję katolików, dał impuls do przemyśleń i refleksji. Z pewnością wywarł wielki wpływ na świat katolicki, który zareagował w różny sposób.

Sami sobie winni?

2 czerwca w serwisie Le Croix piętnastu katolików potępiło „duchową i polityczną aberrację” marszu. Uznali oni, że organizatorzy, proponując wyłącznie religijny charakter procesji, zaciemnili polityczny wymiar zarówno wydarzenia, jak i jego pamięci. Autorzy uważają też, że w odniesieniu do Komuny nieuzasadnione jest mówienie o „męczennikach”. Ofiary z ulicy Haxo zapłaciły cenę za powiązanie duchowieństwa przez komunardów z przemocą skierowaną przeciw zwolennikom Komuny Paryskiej. Autorzy prowokacyjnie wzywają francuskich katolików do zwrócenia uwagi na „strukturalne kumoterstwo duchowieństwa z kapitalistyczną burżuazją”.

Jednak taki obraz kleru nie jest do końca uczciwy. Wśród rozstrzelanych ofiar były też osoby społecznie zaangażowane, jak choćby nazywany „apostołem przedmieść” ksiądz Henri Planchat, który działał w środowisku robotników i biedoty paryskiej. 

Historyk Jean-Pascal Gay dostrzega efekt lustra w reakcjach na to wydarzenie. Widzi dwie zderzające się fikcje: z jednej strony to Komuna, „święta Komuna”, z drugiej Kościół, „Kościół święty”. Uważa, że autorzy publikacji z 2 czerwca nie potrafią dostrzec roli antyklerykalizmu i antykatolicyzmu w procesie prowadzącym do egzekucji 26 maja. Tłumaczy, że emocje antyklerykalne przygotowały grunt, który umożliwił dokonanie masakry, gdy rozpętane zostały represje wersalskie.

Ale nie ma jednego i jednoznacznego stosunku Komuny Paryskiej do katolicyzmu – przypomina historyk. Podjęte kroki polityczne oddzielające Kościół od instytucji obywatelskich nie oznaczały jeszcze pragnienia dechrystianizacji. Już na poziomie dzielnic trwały głębokie spory dotyczące kwestii religijnych. 26 maja kilku przywódców komunardów, takich jak Eugène Varlin i Camélinat, sprzeciwiło się masakrze na rue d’Haxo.

Nie można dehistoryzować

Sami organizatorzy tegorocznego marszu twierdzą, że chodziło im tylko o modlitwę i upamiętnienie rozstrzelanych, bez jakichkolwiek odniesień do polityki. „Wpisują się w rejestr dehistoryzacji wydarzeń, pomimo wysiłku edukacyjnego, jaki towarzyszył ich przygotowaniu. Wzmocnienie postaci księdza Planchata pozwala odesłać ofiary masakry do początków społecznego katolicyzmu, który ma teraz prawo obywatelstwa we współczesnym katolicyzmie” – twierdzi Gay.

Jednak chęć upamiętnienia męczenników z rue d’Haxo może wydawać się autorom publikacji z 2 czerwca próbą dystansowania się uczestników marszu od współudziału wielu katolików w brutalnym odbiciu Paryża przez wojska Adolphe Thiersa. Trzeba bowiem pamiętać o aprobacie episkopatu francuskiego dla represji wobec Komuny.

„Świętość »naszych« męczenników tego nie wymazuje; nie stanowi czytelnej odpowiedzi na polityczne wspomnienia wydarzenia i związane z nim emocje. Historia politycznego wykorzystania pamięci męczenników z rue d’Haxo jawiłaby się jako warunek możliwości procesu przezwyciężenia konfrontacji pamięci. Wręcz przeciwnie, jesteśmy świadkami ich reaktywacji. Pełną rolę odegrała wzajemna ignorancja. Działacze widzieli w procesji chęć celebrowania represji i formę zmowy między Kościołem a skrajną prawicą. Zignorowali nie tylko sposób, w jaki organizatorzy pomyśleli o wydarzeniu, ale także historię, która doprowadziła do oddzielenia katolickiej pamięci męczenników Komuny od jej dawnych zastosowań politycznych” – ocenia historyk.

Przemarsz katolików zignorował polityczny i emocjonalny efekt procesji. Nie da się go jednak pominąć. 

„Tym, co sygnalizuje ten epizod, jest wielka trudność katolicyzmu w utrzymywaniu razem hagiografii i historii, w myśleniu o świętości poza fantazją czystych narracji, w ujmowaniu historii w sposób, który naprawdę stawia Kościół w służbie pokoju i pojednania pamięci” – twierdzi Gay. 

Kościół Francji chcąc zmierzyć się ze swoją, często straszliwą przeszłością, nie może iść drogą dehistoryzacji.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię