fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Amerykański przemysł obronny jest pełen wad – twierdzi „The American Conservative”

Innowacyjność amerykańskiej armii może już być pieśnią przeszłości, co rodzi potencjalne problemy dla obronności w nadchodzących latach. W 2016 roku Pentagon przedłużył okres użycia myśliwców F-35 z 2064 do 2070 roku. Okazuje się jednak, że niektóre z tych samolotów mogą zostać wycofane ze służby znacznie szybciej – po niespełna 10 latach w służbie.

Warto przeczytać

Niedawno jeden z generałów wspomniał, że amerykańskie Siły Powietrzne zastanawiają się nad wycofaniem starszych modeli F-35, ponieważ ich modernizacja wymagałaby zbyt dużej liczby ulepszeń i poprawek. Za kilka lat także piechota morska może być zmuszona do wycofania niektórych swoich F-35. W niedawnym raporcie z Pentagonu znalazło się ostrzeżenie o problemach konstrukcyjnych tego modelu myśliwców, które nie zostały rozwiązane, a które mogą przyczynić się do wycofywania samolotów z użytku już w 2026 roku, ze względu na niezdatność do lotu. Jakby tego było mało, raport podkreślał brak pewności, czy późniejsze ulepszenia, wprowadzane w wyższych modelach myśliwców, okażą się wystarczające, by poprawić trwałość samolotów. W przypadku F-35 problemy konstrukcyjne mogą skrócić okres używalności do jednej czwartej zakładanego początkowo limitu czasowego.

A nie są to przecież stare samoloty. Start produkcji myśliwców F-35 miał miejsce w 2006 roku, model F-35B na potrzeby Marines wdrożono w 2015 roku, a używany przez Siły Powietrzne F-35A – w 2017. Na cały program wydano niemal 1,2 biliona dolarów. Nie jest to jednak jedyna tak droga „zabawka” amerykańskiej armii, która przejdzie na przedwczesną emeryturę.

Marynarka Wojenna USA ogłosiła w lutym zamiar wycofania ze służby czterech okrętów bojowych: USS Independence, Freedom, Fort Worth oraz Coronado. Najstarszy z nich rozpoczął służbę w roku 2008. Tymczasem nowa flota LCS, na którą już wydano 16 miliardów dolarów, będzie potrzebowała kolejnych 61 miliardów na utrzymanie i działanie przez okres zamierzonej eksploatacji. Choć nie jest pewne, że okręty pozostaną we flocie tak długo, jak się obecnie zakłada.

Wydaje się, że marnotrawieniu środków w amerykańskim Departamencie Obrony sprzyja brak ogólnej strategii planowania i realizowania wydatków w Stanach Zjednoczonych. Nie zawsze tak było. Dawniej innowacyjność amerykańskiej armii nie była krępowana przez aktualną politykę. I wydaje się, że w momencie ustalania nowych programów warto zwrócić się właśnie do innowacyjnych tradycji amerykańskiej armii. W końcu zapowiadany program dominacji Sił Powietrznych brzmi obiecująco, ale warto wyciągnąć wnioski z niepowodzeń projektów F-35 czy LCS.

Dawne Lockheed Corporation opracowało i zrealizowały projekty najbardziej imponujących samolotów na świecie. Stworzyli między innymi F-80 Shooting Star, pierwszy myśliwiec odrzutowy, który zestrzelił inny odrzutowiec – radziecki MiG-15. W czasie zimnej wojny ze Związkiem Radzieckim miało to wyjątkowe znaczenie. Innym ich projektem był U-2, niezwykle lekki samolot rozpoznawczy, który przelatywał nad Związkiem Radzieckim na wysokości 24 000 metrów, fotografując obiekty wojskowe i unikając pocisków ziemia-powietrze. Imponujące były też samoloty szpiegowskie A-12 oraz SR-71. Ich prędkość trzykrotnie przewyższała prędkość dźwięku, a możliwość lotu na dużych wysokościach chroniła przed sowiecką obroną powietrzną. 

Skuteczność Lockheed Corporation opierała się na zatrudnianiu najwyższej klasy inżynierów i dawaniu im maksimum wolności tworzenia przy minimum biurokracji. Zachęcano ich nawet do omijania standardowych procedur, jeśli zachodziły takie potrzeby. W tym środowisku kwitła kreatywność i dawało to wymierne rezultaty. Był to sposób zarządzania zupełnie różny od tego, jaki panuje w firmie Lockheed Martin, która obecnie zajmuje się projektowaniem amerykańskich samolotów bojowych i które stworzyło F-35. Raporty organizacji pozarządowych zajmujących się sprawdzaniem rządowych instytucji i współpracowników punktowały korupcję i niekompetencję w Lockheed Martin na przestrzeni całych dwóch dekad trwania programu. Tego typu postawy nie były do pomyślenia w czasie zimnej wojny, podobnie jak współpraca Departamentu Obrony z wykonawcą o tak wątpliwej renomie. Chociaż Lockheed Martin jest w tej chwili pod największym medialnym ostrzałem, ze względu na problemy z F-35, wydaje się, że problem dotyczy całej amerykańskiej obronności i zmian jej priorytetów.

Jest kilka rzeczy, które można zrobić, by uzdrowić amerykański przemysł zbrojeniowy. Na przykład nie współpracować z takimi firmami jak Lockheed Martin, które już zarabiają miliardy na sprzedaży broni amerykańskiej armii. Albo przestać przyjmować programy zakładające z góry nieosiągalne cele. A także porzucić ciągle zmieniające się i rosnące globalne ambicje, które wpływają na wytyczanie tych nierealnych celów. Amerykańscy podatnicy zasługują na coś lepszego.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię