fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19.5 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Zdaniem Chin międzynarodowy protest przeciwko wykorzystywaniu niewolników przy produkcji chińskiej bawełny nie szkodzi ich gospodarce – twierdzi „Breitbart”

Grupa chińskich przedsiębiorstw zajmujących się przemysłem bawełnianym rozpoczęła kampanię mającą na celu „zbudowanie własnego, niezależnego, zrównoważonego systemu standardów i certyfikacji”. W ten sposób pragną uniknąć negatywnych ocen ze strony światowych systemów certyfikacji, które krytykują Chiny za wykorzystywanie niewolników do zbierania bawełny.

Warto przeczytać

Jak donosi „Global Times”, chińska gazeta propagandowa, nawoływanie do zakazu eksportu bawełny z Sinciangu, zachodniego regionu Chin, przyczyniło się do wzrostu popularności produkowanej tam bawełny wśród krajowych firm odzieżowych.

W Sinciangu mieszka większa część chińskiej populacji Ujgurów, muzułmanów od dawna prześladowanych przez Komunistyczną Partię Chin. Obrońcy praw człowieka wykazali, że od 2017 r. Chiny budują w regionie Sinciang obozy koncentracyjne dla Ujgurów i innych muzułmanów. Według doniesień Stanów Zjednoczonych od 2019 r. obozy te są nie tylko miejscem komunistycznej indoktrynacji, ale także tortur, gwałtów, przymusowej sterylizacji, a nawet pobierania narządów na przeszczepy. Szacuje się, że od tamtego czasu do obozów trafiły aż 3 miliony ludzi.

W 2020 r. Australijski Instytut Polityki Strategicznej (ASPI) opublikował raport „Ujgurowie na sprzedaż”. Znalazło się w nim oskarżenie skierowane wobec 83 międzynarodowych korporacji współpracujących z chińskimi fabrykami. Okazało się bowiem, że praca w niewolniczych warunkach wykonywana jest przez Ujgurów. Nie chodziło tylko o zmuszanie ich do pracy w obozach w Sinciangu, ale też o sprzedawanie przez Internet niewolników, którzy następnie przewożeni byli do fabryk na terenie całych Chin. W ten sposób korporacje mogły tłumaczyć konsumentom i alarmistom, że owszem, podejmują współpracę z chińskimi fabrykami, ale nie pochodzącymi z regionu, w którym łamane są prawa człowieka.

Inne raporty ujawniły wykorzystywanie Ujgurów na polach bawełny w Sinciangu. Produkuje się tam 84 proc. chińskiej bawełny – a ta stanowi z kolei 20 proc. produkcji światowej. Problem w tym, że dla zarządców bawełnianych upraw przygotowano nawet aplikację mobilną pozwalającą kupować ujgurskich niewolników.

Chiny próbują się bronić, twierdząc, że nie prowadzą obozów koncentracyjnych, a jedynie „ośrodki szkolenia zawodowego”. Mają do nich trafiać niewykształceni ludzie, przygotowywani następnie do pracy na polach bawełny i przy jej przetwórstwie. Następnie trafiają do „programu ułatwiania pracy”, jak określono wspomniane aplikacje. Tyle tylko, że do tych ośrodków trafiło też sporo ludzi z wyższym wykształceniem.

Nic zatem dziwnego, że wyjaśnienia Chin nie zostały zaakceptowane przez większość społeczności międzynarodowej. „Global Times” wskazał, że w zeszłym roku międzynarodowa organizacja The Better Cotton Initiative (BCI), która podpowiada firmom, jak uniknąć zakupu bawełny uzyskanej z udziałem niewolników, zawiesiła licencje chińskim producentom z Sinciangu. Podobnie amerykańskie służby celne i straż graniczna (CBP) starają się zatrzymywać chińskie produkty, które powstały z wykorzystaniem niewolników.

Pekin odpowiedział „Programem zrównoważonego rozwoju chińskiej bawełny”. „Posunięcie to stanowi kamień milowy w przebudowie globalnego systemu tworzenia przepisów dotyczących bawełny, który jest obecnie zmonopolizowany przez Better Cotton Initiative (BCI), organ branżowy kierowany przez Zachód, który najwyraźniej został zmanipulowany przez jakieś siły, przez co szerzy oszczerstwa przeciwko Chinom i ich polityce w regionie autonomicznym Sinciang w północno-zachodnich Chinach” – pisze „Global Times”.

Państwowa gazeta przytacza opinie anonimowych ekspertów, których zdaniem program „sprawi, że Chiny – największy na świecie rynek bawełny – będą miały wiele do powiedzenia w ustalaniu globalnych cen i norm, a co ważniejsze, da im narzędzie do rozsądnej obrony i ochrony swoich interesów przed zachodnimi represjami politycznymi”. Ostatecznym celem nowego programu miałoby być zmniejszenie „zależności od zachodnich standardów”.

Równolegle do startu kampanii pojawił się raport chińskiego Uniwersytetu Nauk Politycznych i Prawa (SWUPL) dotyczący niewolnictwa przy uprawie bawełny w Sinciangu. Raport ten uwalnia producentów bawełny od wszelkich oskarżeń i podejrzeń, wykazuje jednocześnie, że niskie zatrudnienie w Sinciangu wynika ze zmechanizowania większości zbiorów.

„Badania pokazują, że produkcja bawełny w południowym Sinciangu osiągnęła mechanizację na dużą skalę poprzez budowę gruntów rolnych o wysokim standardzie, transfer gruntów i krajowe dotacje do maszyn rolniczych” – możemy przeczytać w oficjalnej gazecie Komunistycznej Partii Chin „People’s Daily”. „W porównaniu z innymi zawodami, wysoki dochód ze zbierania bawełny sprawia, że jest to bardzo atrakcyjna praca. Gwarantowane są również prawa zbieraczy bawełny, takie jak wynagrodzenie za pracę, bezpieczeństwo i higiena pracy”.

„Global Times” zaznaczył też, że międzynarodowe unikanie bawełny pozyskiwanej w niewolniczych warunkach nie odbiło się na jej sprzedaży, ponieważ wywołało „patriotyczną” reakcję rynku wewnętrznego. Inaczej mówiąc, bawełna z Sinciangu „zyskała popularność wśród chińskich konsumentów”.

„Skok sprzedaży na rynku krajowym, który pobudził działalność producentów z Sinciangu, wynika z szeroko zakrojonych wysiłków przemysłowych zmierzających do przekształcenia wysokiej jakości bawełny z Sinciangu w globalną markę” – stwierdziła agencja propagandowa.

Mało tego, producent bawełny z Sinciangu skomentował zaistniałą sytuację i podkreślił, że oburzenie światowych komentatorów „wywołało tsunami gniewu wśród chińskiej opinii publicznej”, a to z kolei wzmocniło przemysł, dzięki czemu sprzedaż koszulek, piżam, bawełnianych toreb i innych akcesoriów tylko wzrosła.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ