fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

22.6 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

O Bitcoinie jako pieniądzu przestępstwa lub wolności, pisze „Le Monde”

Kryptowaluta często stanowi gorący temat dla mediów. Jest bowiem ekstremalnie niestabilna, a także coraz częściej wykorzystywana przez grupy przestępcze. Wywiera też wpływ na, niektóre państwa. Ma tak wielu przeciwników, jak i zwolenników.

Warto przeczytać

Bitcoin jest pieniądzem, o którym coraz więcej słyszy się i czyta w mediach. Był zaangażowany w niedawną aferę, związaną z blokadą strategicznego rurociągu amerykańskiego. Colonial Pipeline, który zaopatruje wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych w ropę, 7 maja został zaatakowany przez hakerów z Europy Wschodniej. Według „Wall Street Journal” – CEO firmy Joseph Blount zapłacił im 75 Bitcoinów w zamian za odblokowujące oprogramowanie, które na dodatek okazało się niewystarczające.

Pieniądz przestępczy

Wygląda na to, że swoje zastosowanie Bitcoin znalazł w procederze przestępczym. „Szybciej niż negocjacje przez ogłoszenia w gazetach podczas porwania syna Charlesa Lindbergha, który został zamordowany w 1932 roku; bardziej oszczędny niż góry dolarów zakopanych i gnijących w posiadłościach Pabla Escobara w Kolumbii; bezpieczniejszy niż szyfrowany transfer, nawet w Panamie” – zauważa „Le Monde”.

Co prawda FBI od lat zachęca ofiary ataków hakerskich do niepłacenia okupu, nie zawsze skutecznie. Tym razem koszt sparaliżowania rurociągu był nie do przeceniania. 

Legalny pieniądz, który pomaga

Bitcoin nie tylko wspomaga przestępców w ich procederze. Są kraje, gdzie uznawany jest za legalną walutę. W Salwadorze od 9 czerwca można nim płacić tak jak dolarem – oficjalną walutą kraju. Umożliwiło to włączenie finansowe tysięcy osób, które nie mają konta bankowego. Pomaga też mieszkańcom Wenezueli, największych obecnie na świecie użytkowników kryptowalut, odkąd hiperinflacja zaczęła niszczyć ich oszczędności. Wirtualny pieniądz umożliwia im dziś chronić się przed finansowymi błędami rządu i daje środki do życia, ułatwiając utrzymanie własności. Bitcoin jest niestabilny i to może być dokuczliwe, jednak nie tak, jak ciągle tracąca na wartości waluta wenezuelska. Trzeba pamiętać, że roczna inflacja sięga tam 3 tys. proc. Oznacza to dzielenie wartości pieniądza przez dwa, co dziesięć tygodni. Nawet krach Bitcoinów z 18 czerwca, przecena o ponad 31 400 euro, nie osiągnął jeszcze poziomu wenezuelskiej dewaluacji. Natomiast „wygodniejszy niż handel wymienny, mniej podatny na kradzież, niż złoto czy dolary, ukryte pod materacem, Bitcoin w tym przypadku nie jest narzędziem zbrodni, ale wolności” – zauważa „Le Monde”.

Uwolnić od nadzoru państwa

Libertariańscy założyciele przypisali kryptowalucie, ważną według nich, misję uwolnienia jednostki od państwa, które traci swój wielowiekowy przywilej bicia pieniędzy. Chcieli też umożliwić przeprowadzanie transakcji bez przechodzenia przez to państwo. „Kłopot polega na tym, że według rocznego raportu Chainalysis, kwota transakcji kryptowalutowych sięgnęła 10 miliardów dolarów w 2020 roku. Liczba ta jest ogromna – nawet jeśli gwałtownie spada, zarówno pod względem wartości (21,4 miliarda w 2019 r.), jak i odsetka (0,34 proc. transakcji w 2020 r., wobec 2,1 proc. rok wcześniej) – ze względu na globalny szał na kryptowaluty. Ofensywa państw zagrożonych suwerennością monetarną wydaje się nieunikniona” – ostrzega gazeta.

Udusić kryptowalutę

Strach rządów przed utratą nadzoru nad przepływem gotówki spowoduje prawdopodobnie, że będą szukały sposobów zniszczenia technologii stojącej za kryptowalutami. FBI przechwyciło, niektóre Bitcoiny wyłudzone z Colonial Pipeline, dzięki temu, że były lekkomyślnie przenoszone z jednego konta na drugie. Zaskoczyło to handlarzy kryptowalutami, którzy byli cały czas przekonani, że ich system jest nienaruszalny.

Jednym ze sposobów zapobiegania wykorzystywania wirtualnego pieniądza przez przestępców jest „uduszenie”, czyli uniemożliwienie przekształcenia Bitcoinów w konwencjonalne waluty. Wtedy właściciele kryptowalut nie są w stanie nimi płacić, podobnie jak mafia nie jest w stanie korzystać z niewypranych dolarów. 

Chińczycy robią podobnie, zabraniając swoim bankom przeprowadzania transakcji walutami wirtualnymi. Stany Zjednoczone jeszcze nie podjęły konkretnej walki, ale administracja Bidena chce, aby podatnicy zgłaszali wszystkie ruchy powyżej 10 000 USD.

„Aby podduszanie odniosło sukces, konieczne jest również zapobieganie tworzeniu kryptowalutowego ekosystemu monetarnego, w którym samodzielna gospodarka mogłaby rozkwitać, gdzie wszystkie towary można kupić”. – zauważa „Le Monde”. Sprawę wsparł Elon Musk, szef Tesli, ogłaszając 12 maja, że rezygnuje z przyjmowania płatności Bitcoinami za swoje elektryczne samochody. 

Kto się boi tradycyjnej waluty?

Prawdziwym rozwiązaniem problemu byłoby zakwestionowanie wartości Bitcoina i jego szalonej aprecjacji. W momencie powstania w 2009 roku był wart 0,001 USD, obecnie oscyluje w okolicy 31 tys. USD. 

Jednak niekoniecznie wszyscy ufają tradycyjnym walutom i polityce swoich krajów. Często rządy i banki centralne, w oczach entuzjastów Bitcoinów są potencjalną Wenezuelą. Wśród tak myślących jest część republikańskiego elektoratu, a nawet niektórzy wielcy inwestorzy z Wall Street. Ci ostatni „zaczynają panikować z powodu ultraprzychylnej polityki Fed i wydatków budżetowych Joe Bidena”.

„Nie mogę znaleźć w historii żadnego okresu, w którym polityka monetarna i fiskalna byłaby tak niezgodne z warunkami gospodarczymi – wyraził swoje oburzenie amerykański miliarder Stanley Druckenmiller, dyrektor generalny funduszu Duquesne Capital, wypowiadając się na kanale CNBC. „Jeśli chcą to wszystko zrobić i zagrozić naszemu statusowi waluty rezerwowej, ryzykują pęknięcie bańki aktywów, niech tak będzie” – powiedział. 

Miliarder Ray Dalio, założyciel funduszu hedgingowego Bridgewater stwierdził bez ogródek, że wolałby mieć Bitcoina niż utrzymywać rachunek skarbowy. „Jeśli Bitcoiny są elektronicznymi biletami Monopoly, czy dolar jest lepszy?” – pyta.

„La Monde” uważa, że nie ufający państwu mogą częściowo mieć rację. Pokazują to różne wydarzenia z historii. Wystarczy przypomnieć „bankructwo Lawa w 1720 r., które miało zlikwidować dług pozostawiony przez Ludwika XIV, cesje w czasie Rewolucji Francuskiej, hiperinflację za czasów Republiki Weimarskiej, śmierć pieniądza za rządów Czerwonych Khmerów czy hiperinflację w Zimbabwe i Wenezueli”. Papier jest w takich sytuacjach wykorzystywany do maskowania braku tworzenia bogactwa i próbą ukrycia bardzo realnego długu. „Dziś inwestorzy kupują to, co najprawdopodobniej ochroni ich przed polityką Skarbu Państwa i Fedu, który jest winny zrzeczenia się swojej ciężko wywalczonej niezależności pod koniec lat siedemdziesiątych”. Inwestują w nieruchomości, akcje, towary i właśnie Bitcoiny.

Nie bez wad

Bitcoin, wygodny w transakcjach, nie może być jednak wykorzystywany jako aktywo, stanowiące zabezpieczenie. Problemem jest nie tyle jego wartość, ile niestabilność. Gdy inwestorzy czują większą panikę, kupują więcej tej kryptowaluty, powodując duży wzrost jej ceny. Jednak potrafi ona równie gwałtownie spadać, gdy popyt maleje. Na dodatek, z założenia istnieje ograniczona ilość Bitcoina. Nie da się go dodrukować jak papierowego pieniądza. „Sytuacja nie ma nic wspólnego z okresem standardu złota, kiedy żółty metal nie był używany bezpośrednio, ale wzbudzał zaufanie do pieniądza drukowanego w różnych ilościach przez banki centralne” – zauważa „Le Monde”. 

Nie da się jednak ukryć, że rządy, chociaż nie mają problemu z potępieniem tej zdecydowanie spekulacyjnej kryptowaluty, są jednak w dużej mierze odpowiedzialne za jej powstanie.

Więcej artykułów