fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.2 C
Warszawa
niedziela, 26 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

„The National Review” pyta: Czy COVID-19 to chiński Czarnobyl?

Po tym, jak pandemia koronawirusa przetoczyła się po całym świecie, możemy zacząć spekulować, jakie konsekwencje miała, ma lub będzie miała dla chińskiego reżimu.

Warto przeczytać

Trzydzieści pięć lat temu doszło do katastrofy nuklearnej w elektrowni atomowej, w Czarnobylu. Była to nie tylko wielka tragedia dla okolicznych mieszkańców, która pochłonęła wiele ofiar, ale także krajowa i światowa kompromitacja komunistycznego reżimu, którego system zarządzania okazał się skorumpowany i nieudolny. Niektórzy mówią, że katastrofa w Czarnobylu zwiastowała koniec Związku Radzieckiego. Czy epidemia koronawirusa może być podobną zapowiedzią upadku komunistycznego reżimu – tym razem w Chinach?

Katastrofa w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej miała miejsce 26 kwietnia 1986 roku, niedaleko miasta Prypeć (dziś należącego do Ukrainy). W reaktorze jądrowym numer 4 doszło do eksplozji tak potężnej, że odlew reaktora o wadze 2 tysięcy ton wyleciał przez dach budynku. Co znaczące, o zajściu poinformowały media szwedzkie – i to dopiero następnego dnia, ponieważ w ich obiekcie jądrowym wykryto radioaktywny opad. Obywatele Związku Radzickiego niczego wcześniej nie wiedzieli.

Na skutek promieniowania i choroby popromiennej zmarło od razu lub ciągu kolejnych dni około 54 osób, natomiast w długoterminowej konsekwencji ekspozycji na promieniowanie szacuje się, że zmarło od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy osób, trudno to stwierdzić jednoznacznie, a niektóre szacunki bywają nawet wyższe.

Sama katastrofa, jak i sposób podejścia do jej komunikowania sprawiły, że Związek Radziecki utracił i tak mocno nadszarpniętą wiarygodność zarówno w oczach jego obywateli, jak i społeczności międzynarodowej. Z podobną sytuacją mamy do czynienia teraz w Pekinie – kiedy, coraz więcej dowodów wskazuje na to, że COVID-19 nie pochodził od zwierząt, jak utrzymywali Chińczycy, lecz został stworzony w laboratorium Instytutu Wirusologii w Wuhan. Jeśli rzeczywiście można by obwiniać Chiny za pandemiczną katastrofę, to musiałyby przyjąć odpowiedzialność dużo większą niż ZSRR za Czarnobyl – i mogłoby to mocno wpłynąć na losy rządzącego państwem reżimu.

Coraz więcej wskazuje też na to, że chiński rząd przed dłuższy czas ukrywał skalę epidemii w kraju, przez co ułatwił rozprzestrzenianie się wirusa poza swoimi granicami. Czy na tej podstawie można spekulować, że Chiny postanowiły wykorzystać epidemię jako narzędzie zakłócenia światowych gospodarek i wywołania światowego kryzysu, z którego Chiny ostatecznie wyszły z korzyścią?

Z drugiej strony – czy współpracownicy Xi Jinpinga mogą uznać, że wobec międzynarodowej wrzawy, której Chiny stały się centrum, napiętnowanie przywódcy i odsunięcie go od władzy może być najskuteczniejszym rozwiązaniem? To akurat wątpliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę bezwzględną kumulację władzy, jaką Xi Jinping podjął na wzór Mao. Zresztą, nawet gdyby do tego doszło, prawda o tym, co stało się w Wuhan, raczej nie ujrzałaby światła dziennego.

W chwili wybuchu w reaktorze w Czarnobylu Związek Sowiecki trzymał się już resztkami sił, natomiast Chiny obecnie dopiero nabierają rozpędu w swych zamiarach globalnej hegemonii. I nie jest to plan ograniczający się do Xi, to zapęd, który rozwija się od dojścia do władzy Mao Zedonga w 1949 roku. Choć Mao, Deng Xiaopinga czy Xi Jinping mogą się różnić w sposobach działania, ich cel pozostaje taki sam – jest nim globalna potęga Komunistycznej Partii Chin.

Choć Deng Xiaoping postrzegany był często na Zachodzie jako przywódca, który włączył Chiny w globalny system gospodarczy, w rzeczywistości jego reformy nie miały na celu żadnej integracji, a tylko wzbogacenie państwa i rozbudowę armii. Pamiętajmy, że to właśnie on użył terminu „nowej zimnej wojny” na określenie chińskich relacji ze Stanami Zjednoczonymi.

Ten sam kurs utrzymał Jiang Zemin, wybrany przez Denga na kolejnego sekretarza generalnego. Na początku XXI wieku Hu Jintao rozpoczął intensywną cyfryzację Chin, która dała mu możliwość totalnej inwigilacji, a także prowadzenia cyber-ofensywy, bardzo wygodnej agresji wymierzonej w dowolny globalny cel, a także wytransferowanie własności intelektualnych wartych olbrzymie pieniądze.

Obecne inicjatywy Xi, zarówno „Pasa i Szlaku”, jak i „Made in China 2025”, są tylko nadbudową czy też przedłużeniem tego, co dokonali jego poprzednicy na drodze ku globalnej dominacji. By uczynić Chiny supermocarstwem, gotowi byli sięgnąć po wszelkie środki. Czy zatem Xi mógł wykorzystać w tym celu pandemię? Tę, która osłabiła gospodarki całego świata, a szczególnie – USA? Wiadomo oficjalnie, że Chiny rozwijają badania nad DNA. Czy przy okazji są zainteresowane mutowaniem wirusów, by wykorzystać je jako potencjalnie groźną broń biologiczną?

Czarnobyl pokazał upadek moralny Związku Radzieckiego, który nie tylko umożliwił taką tragedię, ale też próbował ją zatuszować. Pandemia koronawirusa pokazała natomiast, jakie ryzyko ponosimy, współpracując z Pekinem.

Cena, jaką zapłaciliśmy za ignorowanie zagrożenia wynikającego z trwania komunistycznego reżimu w Chinach to – jak na razie – trzy miliony zmarłych na Covid-19 oraz dziesiątki bilionów dolarów w skali całego świata.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię