fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.2 C
Warszawa
niedziela, 26 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Facebook i Google próbują ocenzurować chrześcijan, Internet przestaje być ostoją wolności – donosi „Hispanidad”

Internet powstał jako narzędzie nieograniczonej wolności ekspresji, w tym wolności słowa i prasy. Dziś jednak daleko odbiegł od tej koncepcji, a to za sprawą Google i Facebooka, które postanowiły stanąć na straży politycznej poprawności, co w ich rozumieniu oznacza cenzurowanie wszystkiego, co nie jest zgodne z panującą kulturą.

Warto przeczytać

Google to pasożyt, złodziej i cenzor. Samodzielnie nic nie tworzy, żywi się jedynie tym, co stworzą inni. Zabiera reklamy innym mediom, a do tego decyduje, co będzie czytane, a co nie. Jego działanie opiera się na nadużywaniu swojej dominującej pozycji.

Choć wyszukiwarka Google opiera się na działaniu algorytmów, a te ciągle są dostosowywane do rzekomej obiektywności, w praktyce zaprogramowane przez ludzi maszyny dążą w konkretnym kierunku, którym jest cenzurowanie wszystkich chrześcijańskich treści. Myśl chrześcijańska jest systematycznie marginalizowana w wynikach wyszukiwania Google, eksponuje się tylko głosy chrześcijan-dziwaków, czyli postępowców. Z pomocą Facebooka, Twittera i weryfikatorów (czyli cenzorów) Google skazuje na marginalizację każdą stronę, która myśli samodzielnie.

Oburzenie tą sytuacją rzadko jest podejmowane przez prasę. Można by się zastanawiać, dlaczego, ale odpowiedź jest prosta: dzisiejsze media stały się zakładnikiem Google. Protest mógłby poskutkować ucięciem zasięgów o połowę albo i więcej. Po ostatniej zmianie algorytmu (4 grudnia 2020 r.) wiele portali straciło nawet dwie trzecie swoich odbiorców.

W Hiszpanii weryfikatorzy, czyli agencje EFE, RTVE, a także osoby prywatne pracujące w La Sexta oraz rodziny Any Pastor i Antonio Garcíi Ferrerasa (założyciele serwisów Newtral i Maldita – ten drugi był finansowany przez George’a Sorosa) pracują nad demaskowaniem oszustw. Przynajmniej z założenia, bo w rzeczywistości zwalczają opinie, które im się nie podobają. Powołując się na standardy społecznościowe, orzekają, co jest prawdą, a co nią nie jest. 

Ta mistyfikacja jest jednak dość przejrzysta. Kłamstwa zawsze pozostają niespójne wewnętrznie, przez co rozmywają się w ciągu kilku dni (a w Internecie w ciągu kilku minut) i nie potrzeba specjalnie wykwalifikowanych łowców, aby jest znaleźć i usunąć. Tymczasem Internet niegdyś będący ostoją wolności, może w ten sposób zmienić się w prywatną cenzurę, gorszą jeszcze od cenzury oficjalnej (państwowej czy partyjnej).

Cenzura, jaką Google i Facebook nakładają na udostępniane treści, opiera się na współczesnych wątkach kultury. Chronione są ekologia, feminizm, homoseksualizm, chrystofobia, neuronauka, transhumanizm i tak dalej. To, co wykracza poza tworzony przez te elementy schemat poprawności, staje się niebezpieczne… albo jest oszustwem. Brak zgody na te wytyczne czyni z kogoś ekstremistę, któremu można zarzucić przestępstwa z nienawiści.

Google i Facebook dążą do ocenzurowania chrześcijan i uczynienia z nich ekstremistów XXI wieku.

Ci, którym zależy na wolności, którzy uznają ją za dar od Boga, chętnie zobaczyliby upadek Google i Facebooka. Ta możliwość jest jednak bliższa, niż mogłoby się wydawać. Taki kres często spotyka hipokrytów, którzy powołują się na wytyczne, ale zapominają o prawdzie, albo innych hipokrytów, którzy uważają, że cenzura nie jest cenzurą, jeśli zasłonią się algorytmami i naukowym obiektywizmem. Bo jaki jest ich kolejny krok? Przekształcenie Internetu – dawnego raju wolności słowa i prasy – w propagandową tubę Nowego Porządku Świata, która decyduje, co można powiedzieć, a co należy wyciszyć. Siergiej Brin, Larry Page, Mark Zuckerberg czy Jack Dorsey – z pomocą swoich sług zwanych weryfikatorami – zamieniają ten raj wolności w pole śmierci dla głosów sprzeciwu.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię