fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.1 C
Warszawa
wtorek, 27 lutego, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Elon Musk. Od biznesmena do człowieka z żelaza

Postrzegany przez wielu jako pasjonat innowacyjnych technologii i genialny biznesmen Elon Musk przez ostatnie 20 lat zrobił oszałamiającą karierę, stając się synonimem ciężko pracującego wizjonera i wskakując na listę najbogatszych ludzi na świecie. Jednak jego postać ma też ciemne strony, o których znacznie rzadziej możemy usłyszeć w mediach.

Warto przeczytać

W bliskim mu środowisku reputacja Muska nie jest już tak kryształowa. Próbując realizować swoje marzenie o epopei przemysłowej i kształtowaniu historii ludzkości wywiera maksymalną presję na swoich pracowników, co potwierdza przypadek Mary Beth Brown, jego byłej prawej ręki. 

Jak wspomina James McLaury, były inżynier SpaceX: „Kiedy miałeś pytanie, ona odpowiadała: tak lub nie. I prawie zawsze tak właśnie myślał Elon. Nie mogłeś też ryzykować, że ją ominiesz, pytając Elona Muska bezpośrednio o zdanie. Spotkałbyś się z ostrą krytyką. Mary Beth Brown była oddana ciałem i duszą swojemu szefowi, którego podwójnym grafikiem zarządzała w Tesli i SpaceX, do tego stopnia, że spędzała tam całe dnie i noce. Matka kupiła jej psa, co dało jej pretekst do pójścia do domu córki, aby się nią zaopiekować”.

Jej nagłe odejście było więc sporym zaskoczeniem. Na początku 2014 r., po dwunastu latach pracy u boku szefa, miała nieszczęście poprosić o premię i podwyżkę współmierną do jej rosnących obowiązków, w miarę jak imperium Muska wciąż się rozrastało. Z miejsca została zdymisjonowana. „Elon powiedział jej: »Zrobimy eksperyment. Ty weźmiesz urlop, a w miesiącu, w którym wrócisz, zobaczymy, jak poszło bez ciebie«” – mówi inżynier Jim Cantrell, człowiek, który towarzyszył Muskowi w podróży do Rosji w celu zakupu rakiet. Po powrocie Mary Beth Brown została zwolniona, gdyż jak stwierdził miliarder „bez niej wszystko szło dobrze”. Choć w kuluarach podawano też inny powód: podobno współpracowniczka Muska pokłóciła się z jego żoną, brytyjską aktorką Talulah Riley, która była zazdrosna o jej wpływ na męża. Cyniczne działania biznesmen ubiera w sprytne wytłumaczenia. Jak podsumował całą sprawę w sierpniu 2017 r. na Twitterze: „Mary Beth była niesamowitą asystentką przez ponad dekadę, ale wraz ze wzrostem złożoności biznesu rola ta wymagała wielu specjalistów zamiast jednego generalisty”.

Być częścią rewolucji

Dołączenie do firm Elona Muska to gwarancja, że zrobisz sobie w życiu dłuższą przerwę. To zgoda na pracę w trybie ciągłym, ponad osiemdziesiąt godzin tygodniowo z jednym, z najbardziej wymagających szefów na świecie, a także dołączenie do zespołu „komandosów”, w którym każdy ma do wykonania ściśle określoną misję, a presja wywierana na takich „żołnierzy” jest maksymalna.

„Były dni, kiedy pracowaliśmy od dziewiętnastu do dwudziestu godzin dziennie. Goliliśmy się w toaletach” – wspomina Ryan Popple, który w 2007 r. na trzy lata dołączył do zespołu finansowego Tesli. „Największą zaletą jest zdolność do podejmowania decyzji i ich realizacji” – tak opisuje pracę w SpaceX James McLaury. „W NASA, Boeingu i Lockheed Martinie potrzeba czternastu zielonych świateł, aby obrócić śrubę. W SpaceX jest tak: »Zaprojektuj, przetestuj, a jeśli działa, przejdź dalej«. Pozbyliśmy się wszystkich bzdur. Hasło brzmi: nie szukaj wymówek, szukaj rozwiązań” – dodaje. McLaury odszedł z firmy w 2012 r., po czym zrobił sobie rok przerwy. Był spłukany, ale posiadał spory pakiet akcji. Jednak dla wielu młodych ludzi z najlepszych uczelni pieniądze nie są najważniejsze. Chcą być częścią czegoś wielkiego. I nie zniechęca ich, że praca jest ciężka i wymagająca, z ciągłymi podróżami tam i z powrotem między Los Angeles a wyrzutnią w Boca Chica, u ujścia Rio Grande w Zatoce Meksykańskiej, głęboko w Teksasie. 

„Ludzie, którzy zostają w SpaceX, chcą być częścią rewolucji, a nie robić dobrą karierę” – mówi Robert Zubrin, prezes Mars Society. Średnia wieku musi wynosić 27 lat. Kiedy personel zbiera się, aby oklaskiwać udane starty, widać, że wszyscy są młodzi. Każdego dnia, gdy przychodzą do pracy, przechodzą obok ogromnego obrazu Marsa. To jest jego wizja.

Zdaniem Xaviera Mosqueta, eksperta Boston Consulting Group, podobnie dzieje się w Tesli. „Istnieje chęć rekrutowania ludzi, którzy chcą zerwać z dotychczasowymi zasadami i tabu. Nie przychodzisz do Tesli, by więcej zarabiać, ale dlatego, że chcesz być wolny i rzucić wyzwanie ustalonemu porządkowi” – mówi.

Specjalista od rozmów kwalifikacyjnych

W tym czasie Musk sam przeprowadzał rozmowy kwalifikacyjne. Zwyczajem w Dolinie Krzemowej jest stawianie niewielkiego problemu komputerowego, który kandydat musi rozwiązać. Tyle że w przypadku Muska był to prawdziwy test, z setkami linii kodu do rozwiązania lub… zagadkami. Phil Kassouf, jeden z jego inżynierów, wspomina rozmowę kwalifikacyjną. „Jesteś na Ziemi – wyjaśnia Musk. – Idziesz milę na południe, milę na wschód, milę na północ, a w końcu wracasz tam, gdzie zacząłeś. Gdzie jesteś?”. Kassouf łatwo znajduje odpowiedź: biegun północny. Gdy Musk przechodzi dalej, kandydat dodaje: „Ale jest też drugie rozwiązanie”. Musk unosi brew, nagle zainteresowany. „Jesteś w pobliżu bieguna południowego: idziesz w dół milę, okrążasz planetę do miejsca, gdzie jest dokładnie jedna mila w obwodzie i wracasz milę w górę na północ”. Błyskotliwość i nieszablonowe myślenie przekonują właściciela SpaceX, i Kassouf, mimo że ma dopiero 21 lat, zostaje przyjęty.

Ashlee Vance, biografka Muska twierdzi, że liczy się dla niego całkowite zaangażowanie. Pewnego dnia poprosił wydział aeronautyki Stanforda o znalezienie mu „pracowitego, wysoko postawionego magistranta, doktoranta, bez rodziny”. W 2004 r. zatrudnił więc Steve’a Davisa, który pracował „szesnaście godzin dziennie” i wykonywał „pracę jedenastu osób”. Elon Musk zlecił mu zadanie oszacowania ceny części do swojego Falcona 1, służącej do oddzielenia satelity od rakiety. Inżynier zaproponował cenę 120 tys. dolarów. Musk zakpił: „Ta część nie jest bardziej skomplikowana niż drzwi garażowe”, a Davis wrócił do pracy i wymyślił cenę… 3 900 dolarów, na co biznesmen przystał. Obecnie Steve Davis jest szefem Boring Company, kolejnej z firm miliardera, której zadaniem będzie transportować z dużą prędkością samochody przez specjalne tunele, co ma rozwiązać problemy z nadmiernym natężeniem ruchu.

Jednak przypadek Mary Beth Brown pokazuje, że lojalność Muska jest na kredyt. Przekonał się o tym również tymczasowy szef Tesli w latach 2007-2008, Michael Marks. Jak wspomina Dave Lyons, Marks odszedł, ponieważ Elon wraz ze swoim zastępcą JB Straubelem zaczął w tajemnicy przed nim realizować projekt samochodu elektrycznego z Daimler-Benz. Marks przechadzał się po garażu, aż nagle zobaczył samochód Smart na pomoście kontrolnym i zapytał, co to jest. Odkrył, że Elon rozpoczął projekt z dużym producentem samochodów, nie informując go o tym, mimo jego pozycji. „Nie jestem już waszym szefem” – stwierdził.

Nie ma odwrotu

Także Dave Lyons odszedł z firmy w 2008 r. Inżynier ciężko pracował nad skrzynią biegów dla pierwszego samochodu sportowego – Roadstera – i miał nadzieję, że zostanie szefem działu rozwoju Modelu S, sedana, który Tesla wkrótce zamierzała wprowadzić na rynek. Kryzys finansowy był w pełnym rozkwicie, a Tesla i SpaceX były na skraju bankructwa, mimo że obie firmy z powodzeniem zaprezentowały swoje prototypy. 15 października 2008 r. Elon Musk został mianowany dyrektorem generalnym Tesli i wydał oświadczenie. Dave Lyons, który przebywał w szpitalu z powodu operacji biodra, był wstrząśnięty. „Elon wyjaśnił, że zamierza zatrudnić prawdziwych profesjonalistów, aby uczynić z niej prawdziwą firmę samochodową. Byłem urażony, ponieważ rozwiązaliśmy wszystkie problemy, aby doprowadzić firmę do miejsca, w którym się znajdowała. Odebrałem to jako oznakę braku zaufania” – wyznaje Dave Lyons. Mimo wszystko inżynier stara się odrobinę usprawiedliwić Muska. „Elon czuł, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Być może miał rację, nawet jeśli oznaczało to utratę ludzi takich jak ja, którzy uważali, że nie jest lojalny, ale on czuł, że jest gotów zapłacić każdą cenę. To jest człowiek, który spali swoją szalupę ratunkową, żeby przepłynąć ostatnie kilka metrów. U niego nie ma odwrotu” – mówi Lyons.

Jednak w początkowym okresie, zanim stał się gwiazdą, Musk miał trudności z rekrutacją. Niektórzy ludzie nigdy nie przyzwyczaili się do plotkarskiego tonu młodego przedsiębiorcy, nawet jego dawny towarzysz Jim Cantrell, który zrezygnował ze współpracy pod koniec sierpnia 2002 r. „Musiałbym stać się inną osobą, żeby przetrwać. Praca dla Elona była bardzo trudna, a stała się jeszcze trudniejsza, gdy przeszedłem od konsultanta do pracownika. Jest genialny, ale oczekuje, że ludzie będą mieli taki sam poziom inteligencji jak on i będą w 100 proc. zgodni z jego celami. Jeśli jesteś niezależnym duchem, to jest to bardzo źle tolerowane. Musk to hiszpański byk, widzi czerwień i szarżuje na ciebie” – mówi Cantrell, który do dziś pamięta krzyki Muska.

Cantrell wspomina jak wiosną 2002 r. miał nieprzyjemną scysję z Muskiem, który zwyzywał go, za – jego zdaniem – zbyt wysoką wycenę jednego z projektów. Do kolejnej kłótni doszło niedługo potem, tuż przed lipcowym świętem niepodległości. Szef zadzwonił w środku nocy z pretensjami pod adresem Cantrella, że nie sfinalizował kontraktu na test rakiety. To była kropla, która przelała czarę goryczy. Niedługo potem za pomocą poczty elektronicznej, inżynier złożył rezygnację, którą Musk skwitował kilkoma chłodnymi słowami: „OK, znajdziemy zastępstwo. Jeśli możesz pomóc, to byłoby miło”. I tak Gwynne Shotwell, dawna przyjaciółka Cantrella, znalazła zatrudnienie, zostając dyrektorem operacyjnym SpaceX, choć on sam też nie odszedł z niczym. Pozostały mu całkiem spore udziały założycielskie.

Francuski neofita

Jeśli jednak ktoś potrafi się utrzymać i znieść temperament Muska, to często pozostaje u boku swojego mentora przez długi czas. JB Straubel spędził piętnaście lat w firmie Tesla, zanim założył firmę zajmującą się recyklingiem akumulatorów. Projektant modeli Franz von Holzhausen projektuje dla firmy od 2008 r. Zwolennicy miliardera tworzą, jeśli nie sektę, to przynajmniej klan, przesiąknięty jego sukcesem. Wśród nich jest Francuz Jérôme Guillen, były pracownik Mercedes Trucks, który stał się prawą ręką Elona Muska.

Francuski inżynier, absolwent Ensta (Ecole Nationale Supérieure de Techniques Avancées), przybył do Stanów Zjednoczonych w 1995 r., po semestrze Erasmusa w Madrycie. Po ukończeniu studiów w Detroit i konsultacjach dla firmy McKinsey Jérôme Guillen został zatrudniony przez Muska w 2010 r. Towarzyszył całemu procesowi industrializacji grupy. To właśnie jemu zaufał szef Tesli, gdy w 2018 r. firma nie mogła wyprodukować potrzebnej liczby samochodów. I udało mu się sprostać problemom w sposób godny podziwu. Jednak Francuz może też liczyć na spore wynagrodzenie – w 2020 r. zarobił podobno aż 46,5 mln dolarów (głównie w postaci akcji i opcji na akcje, przy pensji tylko 283 tys. dolarów). To nagroda za sukces po trudnych i mniej płatnych latach (17,7 mln dolarów w 2018 r. i 8,3 mln w 2019 r., według dokumentów opublikowanych przez Teslę).

Wierny filozofii Elona Muska, w lutym 2019 r. zwrócił się do uczniów swojej dawnej szkoły tymi słowami: „Każdy z was jest zdolny do rzeczy niemożliwych! Odważ się to zrobić! I nigdy nie zapominaj, jakie masz szczęście”. Ale ten kochający muzykę inżynier z lekkim południowym akcentem, który miał reputację osoby popędzającej swoje zespoły, również zakończył przygodę z Teslą w czerwcu tego roku. Bez słowa, choć nie bez zysku – sprzedał akcje Tesli o łącznej wartości ponad 274 mln dolarów.

Elon Musk i jego współpracownicy są trochę jak Napoleon i jego marszałkowie, armia na szlaku kampanii, brutalnej, ale uwieńczonej zwycięstwem. Za tym bardzo zamkniętym światem, za trudnym w kontaktach prywatnych szefem, kryje się publiczny wizerunek wielkiego libertariańskiego dzieciaka, prowokującego i z poczuciem humoru. Elon Musk stał się ikoną, idolem pokolenia. Udało mu się stworzyć fajny wizerunek siebie, pijącego whiskey czy palącego jointa w telewizji – bez większego ryzyka, ponieważ prawo w Kalifornii zalegalizowało używanie marihuany. „Zawsze mówił, że nie zrobi testu na obecność narkotyków” – mówi James McLaury.

Praca i balanga

 „Imprezuje tak ciężko, jak pracuje” – twierdzi inżynier, po czym przyznaje, że nigdy nie spędził z Muskiem całej nocy na balandze. Jim Cantrell pamięta imprezy Muska w Utah, przy okazji corocznej konferencji satelitarnej, w hangarze lotniska lub w starym teatrze. „Jest niezręczny towarzysko. Tak było za każdym razem, gdy urządzaliśmy przyjęcie. Mógł kupić bardzo drogi alkohol. Ma dobry gust alkoholowy i odróżnia dobry Armagnac od złego. Ale on pozostał w swoim narożniku, niezależnie od tego, czy ludzie do niego podchodzili, czy nie” – mówi Cantrell.

Musk nie jest znany z tego, że ma jakieś pasje poza pracą. W 2020 r. sprzedał wszystkie swoje nieruchomości w Kalifornii za podobno 75 mln dolarów, aby przenieść się do Teksasu. „Staram się, aby moje życie było tak proste, jak to tylko możliwe, a więc trzymam tylko rzeczy, które mają wartość sentymentalną” – powiedział wtedy. Nie jest znany jako namiętny kolekcjoner sztuki. „Dla Elona dom jest miejscem pracy i zabawy. To nie jest coś, z czym ma silny związek emocjonalny” – mówi Scott Haldeman, jego wujek.

Musk zna swoje niedoskonałości i je eksponuje, jak to zrobił w programie rozrywkowym NBC „Saturday Night Live”, w którym był gościem 8 maja. Zaczął od stwierdzenia, że ma zespół Aspergera, formę autyzmu. „Jestem pierwszą osobą [zaproszoną do programu], która się do tego przyznała” – powiedział. „Wiem, że mówię lub zamieszczam dziwne rzeczy, ale to tylko sposób, w jaki działa mój mózg” – dodał. Wyznanie rzeczywiście miało rzucić światło na jego niekiedy dziwaczne zachowania. Humor jednak szybko powrócił, gdy Elon Musk zgodził się zagrać samego siebie w serii skeczy: mężczyznę niezdolnego do normalnej rozmowy z kobietą na imprezie czy szefa wyprawy na Marsa, która kończy się groteskową misją samobójczą astronauty.

A kiedy w tym samym programie miliarder przyznał, że Dogecoin, kryptowaluta stworzona „dla zabawy”, to przekręt, jej wartość natychmiast spadła o jedną trzecią! Niestety z pieniędzy, o czym Musk najwyraźniej zapomniał, się nie żartuje.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię