fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

7.5 C
Warszawa
sobota, 20 kwietnia, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Védrine: nie będzie światowego prezydenta światowego narodu, lecz bardzo wiele zdarzeń

Hubert Védrine, znany francuski polityk, a obecnie szef firmy konsultingowej zajmującej się doradztwem geostrategicznym, w wywiadzie udzielonym „Le Figaro” wyjaśnia, że kontrolowanie przepływów migracyjnych leży nie tylko w interesie państw Europy, ale też krajów afrykańskich. Były minister spraw zagranicznych krytykuje także radykalizm, niektórych działaczy na rzecz ochrony środowiska.

Warto przeczytać

Jeśli chodzi o zmiany klimatyczne i globalne ocieplenie oraz ogólnie rzecz biorąc degradację ekologiczną, będzie to miało wielorakie konsekwencje, zarówno globalne i systemowe, jak i określone i konkretne. Geopolityka zostanie zdeterminowana przez ekologiczne „odliczanie” – twierdzi Védrine. Może dojść nawet do paniki, jeśli nastąpi gwałtowny wzrost temperatury w jakichś okresach w strefach umiarkowanych. Już w tym roku, 29 czerwca, w Kanadzie, w Vancouver odnotowano aż 49,6 stopni C. 

Migracje związane z klimatem i konflikty

Védrine przyszłość postrzega w niezbyt jasnych barwach. Duże zaniepokojenie ze strony ludzi może „naruszyć równowagę sił, programy rządowe i doprowadzić do zmian koalicyjnych, nie tylko z korzyścią dla patentowanych ekologów”. Będzie to miało coraz większy wpływ na wszelkie spotkania międzynarodowe. „Coraz trudniej będzie też Europie ratyfikować umowy handlowe bez uwzględnienia tego wymiaru”. Konieczność walki z zagrożeniami zmusi ludzkość do wprowadzania zmian technologicznych, niezbędne będą nowe wynalazki, a to wszystko niesie za sobą określone konsekwencje. Pojawi się ekologiczna konkurencyjność. 

Przedsmak tego już mamy, gdy przemysł samochodowy szybko przestawia się na samochody elektryczne. A Niemcy będą chciały pozostać liderem.

Może dochodzić do globalnych konfliktów na różnym tle, np. gdy jeden z krajów zechce ingerować w klimat z użyciem technologii, a pozostałe będą uważały, że taka interwencja jest zbyt ryzykowna, a nawet niebezpieczna. „Zanim to nastąpi, już teraz widoczne są fizyczne wstrząsy: dostęp do Arktyki, otwarcie szlaku północnego, czyli szlaku morskiego łączącego Ocean Atlantycki z Oceanem Spokojnym wzdłuż północnego wybrzeża Rosji, co może wywołać konflikty” – mówi rozmówca „Le Figaro”. Problemem stanie się konieczność przemieszczania się całych grup ludzi w związku z tym, że obszary, które zamieszkują, przestaną się nadawać do życia, z powodu zbyt wysokich temperatur czy pożarów trawiących całe regiony. Zatonie też część dziś zamieszkałych wysp, znikną całe pasy wybrzeża. 

Ewolucja zamiast rewolucji

Védrine uważa, że zmiany mające, chociaż częściowo zapobiec tragedii i poradzić sobie z tymi zjawiskami, trzeba wprowadzać ewolucyjnie. „Nikt nie jest w stanie narzucić rewolucji na skalę planetarną” – twierdzi. „Nie będziemy prosić Marsjan, aby rządzili Ziemią, nie będzie światowego prezydenta światowego narodu, lecz bardzo wiele sytuacji” – dodaje. Zauważa, że nie jest możliwe, by Chińczycy, Rosjanie, Niemcy czy Polacy w ciągu tygodnia zrezygnowali zupełnie z węgla. Ponieważ nie da się nikogo zmusić do zmian, należy raczej pokonywać opór jeden po drugim. Podkreśla, że ekologizacja to proces, więc można tylko rozmawiać o tempie, w jakim będzie się on posuwał – czy podejmie się konkretny środek za dwa lata, czy za kilkanaście.

Ani rosnący w siłę i modny obecnie ruch degrowth, ani zielony radykalizm „nie stanowią żadnego realnego rozwiązania”, uważa Védrine. Radykalizm jako pewne zjawisko polityczne występuje jedynie w wysokorozwiniętych krajach, głównie europejskich i dotyczy na ogół elektoratu miejskiego. Chęć ucieczki od zanieczyszczonego powietrza czy hałasu jest tu zjawiskiem zrozumiałym, jednak działania, jakie są podejmowane przez aktywistów, nie rozwiązują ogólnego problemu. Jeśli mowa o Francji, dzięki energii jądrowej wytwarza ona zaledwie 1 proc. światowych gazów cieplarnianych. Ważniejsze w tej chwili i absolutnie konieczne jest tutaj przekształcenie produkcji rolno-przemysłowej, a nie uniemożliwianie życia i pracy w centrum miasta.

„Debata na temat degrowth jest zniekształcona, ponieważ jest oczywiste, że w niektórych obszarach (węgiel, silnik benzynowy, agrochemia) musimy się zmniejszać, a w innych zwiększać” – wyjaśnia rozmówca „Le Figaro”. 

Przypomina, że jeśli chodzi o transformację energetyczną, ta już się rozpoczęła – coraz lepiej korzystamy z energii słonecznej, mamy coraz wydajniejsze baterie elektryczne i bezpieczniejszą chemię. „Musimy wyjść poza tę jałową debatę między wzrostem a degeneracją. Degrowth to uproszczony slogan, który z ludzkiego punktu widzenia nie ma zastosowania i nie nadaje się do sprzedaży krajom wschodzącym” – zauważa. Trzeba postawić na samoloty napędzane wodorem, wprowadzić w niektórych przypadkach nowe formy rolnictwa, dostosować do sytuacji architekturę. „Musimy jednak zmienić treść wzrostu, a tym samym metodę jego obliczania (PKB), i stworzyć podatki węglowe, które będą nas prowadzić” – radzi Védrine.

Nie ma lidera w dziedzinie ekologii

Rozwój technologii znacznie przyspieszył dzięki panice, jakiej ulegli ludzie. O ile chodzi o przewagę ekologiczną, zyska ją z pewnością ten kraj, „któremu uda się opanować fuzję jądrową, produkować wodór bez emisji CO2 czy wynaleźć baterie, które mogą przechowywać energię produkowaną nieregularnie przez słońce”. Dziś wszędzie widać jakiś postęp, nie ma jednak jednego wybijającego się znacząco, spośród innych, państwa – różne są dobre w różnych dziedzinach. „To, że niektóre narody, szczególnie w Europie, czynią więcej na drodze ekologicznego purytanizmu, nie oznacza, że jutro staną się liderem w dziedzinie technologii ekologicznych”. Wcześniej pozyskiwane jedynie w Chinach metale ziem rzadkich, obecnie są wykopywane wszędzie. Jeśli chodzi o konkretne kraje, to Tajwan jest w czołówce producentów półprzewodników, Francja wiedzie prym w energetyce jądrowej i aeronautyce, Niemcy w motoryzacji itd. 

Dobra konkurencja

Jeśli mowa o Chinach, które odnotowują duży wzrost gospodarczy, to jak odnajdą się w obecnej sytuacji i jaki będą mieć wpływ technologiczny, będzie zależało głównie od strategii Francji, Stanów Zjednoczonych, Rosji i Japonii. Państwo Środka wciąż nie wyprzedziło w zaawansowanych technologiach głównych krajów zachodnich. Chociaż może dojść do tego, to trudno byłoby stwierdzić z całą stanowczością, że Chiny będą dominować w ciągu najbliższych kilku lat. Jednak to, że mocarstwa konkurują ze sobą w ekologizacji wszystkich sposobów produkcji i życia, daje nadzieję ludzkości.

Francja w obecnej sytuacji musi bronić przede wszystkim swoich żywotnych interesów, bez względu na to, co przyniesie przyszłość i jakie decyzje zapadną. „Zachód jako całość stracił monopol na władzę w ciągu 20 czy 30 lat i nie ogranicza się to tylko do naszego kraju. Francja z pewnością jeszcze bardziej pozostała w tyle za Niemcami pod względem przemysłowym, co jest dramatyczne i absurdalne, i powinno zostać skorygowane, ale nadal jest to mocarstwo, które się liczy, z atutami i ułomnościami” – podkreśla Védrine. Zauważa jednak, że kraj nie we wszystkim pozostaje w tyle, np. nie w aeronautyce ani w energetyce jądrowej i ma doskonałych inżynierów. Musi jednak wykazać się odwagą polityczną, by przeciwstawić się antynuklearnemu lobby i ignorancji.

Czy Trump zaszkodził?

Według rozmówcy „Le Figaro”, nawet USA za czasów rządów Donalda Trumpa i jego niechętnej ekologii polityki, nie przestało poszukiwać rozwiązań dotyczących zagrożeń dla środowiska. Stany, miasta i naukowcy nadal robili swoje. Nawet gdyby jeszcze kiedyś Trump zasiadł w fotelu prezydenta, już nie dałby rady cofnąć transformacji energetycznej i ekologicznej. Nie zrobiłby tego, choćby dlatego, by nie pozwolić Chinom dzierżyć palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie. „Kadencja Donalda Trumpa nie odcisnęła na tym żadnego realnego piętna, nawet on nie opóźnił globalnej reakcji. Zamiast tego powinniśmy przyjrzeć się węglowi, a więc Indiom, Chinom, Rosji i niektórym krajom w Europie” – wyjaśnia Védrine.

Firmy jak państwa

Globalne firmy są dziś potężne jak niektóre narody. Tak państwa, jak i one muszą połączyć siły i wnieść odpowiedni wkład. Szczególnie, że jeśli walczy się o ekologizację „żaden pojedynczy podmiot nie będzie w stanie zareagować”. „Przedsiębiorstwa globalne (którym udało się uniknąć opodatkowania pod pretekstem, że suwerenność stała się przestarzała) będą musiały wziąć na siebie swój udział. Nie ma ani jednego przedsiębiorstwa globalnego, które byłoby w stanie uciec, nawet GAFA. Prawdziwy podział nie przebiega między państwami narodowymi a podmiotami ponadnarodowymi, czy podmiotami publicznymi a przedsiębiorstwami” – podkreśla Védrine. Prawdziwy podział leży natomiast „w przepaści między bardzo ostrą świadomością w kilku krajach europejskich, które nie są źródłem problemu ekologicznego – z wyjątkiem Niemiec z ich węglem – a z drugiej strony wszystkimi wschodzącymi narodami, które chcą się pojawić”. 

Rozmówca „Le Figaro” zgadza się z prezydentem Emmanuelem Macronem, który w lipcu 2017 r. powiedział: „Nie możemy twierdzić, że skutecznie walczymy z terroryzmem, jeśli nie podejmiemy zdecydowanych działań przeciwko globalnemu ociepleniu”. Faktem jest jednak to, że większość Afrykanów emigruje do afrykańskich państw, takich jak Nigeria czy RPA. Niewielka część wybiera Europę. „Kontrolowanie przepływów migracyjnych leży w interesie krajów afrykańskich, a także w naszym interesie. Oznacza to, że Afryka musi być w stanie korzystać z postępu technologicznego. Pozwolę sobie powrócić do kwestii migracji. W naszym świecie przemieszczanie się jest tanie, co prowadzi do ciągłych przepływów. Czy możemy całkowicie zamknąć nasze granice? Jest to niewykonalne, absurdalne z ekonomicznego punktu widzenia i okrutne z ludzkiego punktu widzenia. W przeciwnym kierunku, czy możemy bronić idei, że każdy może pojechać gdziekolwiek i pozostawić granice otwarte? Nie. My też nie możemy. Społeczeństwa eksplodowałyby. Chodzi zatem o uzgodnioną i wynegocjowaną kontrolę przepływów, która będzie konieczna wszędzie” – podkreśla Védrine.

Ekolodzy wykrzywiają obraz rzeczywistości

Niektórzy działacze na rzecz ochrony środowiska postulują posiadanie mniejszej liczby dzieci, aby ratować planetę, gdyż istnieje wyraźny związek między demografią a pogorszeniem warunków życia na Ziemi. Widzą to też demografowie i naukowcy. Mała grupka ludzi nie spowodowałaby kryzysu klimatycznego, nawet zachowując się całkiem nieekologicznie. 

Problem z ekologami jest jednak taki, że swoje nawet najbardziej sensowne i uzasadnione ostrzeżenia okraszają niezweryfikowanymi prognozami i przesadnymi założeniami. Nie podają przy tym żadnych rozwiązań, „poza trzymaniem jako zakładników ludności, która ich wybiera w centrach miast, a co więcej, nadal nie są pogodzeni z nauką, badaniami i postępem!” Brakuje wśród ruchów, które tworzą, wielkich naukowców. Żaden z nich nie stoi na czele organizacji ekologicznych. A przecież ci najwybitniejsi badacze są ekologami i są przerażeni globalną perspektywą. Natomiast jedno jest pewne: rozwój i dbanie o prawa kobiet powoduje zmniejszenie przyrostu naturalnego. „Ale to nie wystarczy, nie można też czekać. Wyścig trwa, musimy przyspieszyć ekologizację” – podsumowuje Védrine, kończąc rozmowę.

Hubert Védrine – były minister spraw zagranicznych Francji w latach 1997-2002, były sekretarz generalny Prezydium Republiki za czasów François Mitterranda, obecnie jest szefem firmy konsultingowej zajmującej się doradztwem geostrategicznym. Konsultują się z nim i korzystają z jego analiz francuscy prezydenci, zarówno z prawicy, jak i z lewicy. Jegno najnowsza książka „Et après?” opublikowana w czerwcu 2020 r., zawiera pierwsze lekcje, jakie można wyciągnąć z pandemii. 

Degrowth (lub ruch degrowth, postwzrost, idea postwzrostu) – ruch społeczny, polityczny i ekonomiczny oparty na ekonomii ekologicznej, ideach antykapitalistycznych i antykonsumpcjonistycznych. Głównym postulatem w ramach ruchu degrowth jest redukcja produkcji i konsumpcji (Wikipedia).

Więcej artykułów