fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Zachodnioeuropejskie elity krytykują Europę Środkową i atakują Węgry

„Le Figaro” udziela głosu byłemu ambasadorowi Węgier, który staje w obronie swojego kraju.

Warto przeczytać

To naprawdę zdumiewające, że po tak systematycznym i wielokrotnym oczernianiu ich kraju, tak wielu Węgrów (85 proc. według ostatniego sondażu) nadal wierzy, że ich miejsce jest w UE – czytamy w „Le Figaro”.

„Znów nasilają się ataki na Węgry. Tym razem pretekstem stała się ustawa o ochronie dzieci. Rzecz w tym, że nikt nie stara się zrozumieć jej prawdziwego znaczenia” – zauważa Georges Karolyi, były ambasador Węgier we Francji.

I zadaje zasadne pytanie: „Zachodnioeuropejskie elity krytykują Europę Środkową za brak »otwartości« w kwestiach społecznych, ale ten argument można łatwo odwrócić: jakie mają prawo narzucać nam swoją wizję społeczeństwa?”.

Motto Unii to „różnorodność”

Sposób podchodzenia do wielu spraw mieszkańca Europy Zachodniej i tego z Europy Środkowej zawsze będzie się różnić, gdyż myślą oni w odmienny sposób. Jednak Unia Europejska nie została stworzona w celu ujednolicania tych różnic ani harmonizowania myśli. „Stwierdzenie, że »wrażliwość się zmieniła, a mentalność otworzyła« nie jest powodem, by uważać tych, którzy nie podążają za tą zmianą lub tym »otwarciem«, za »zacofanych reakcjonistów z dala od centrum Europy«” – pisze Georges Karolyi w „Le Figaro”. Takie podejście jest krzywdzące, tym bardziej że „Europa 27 państw nie jest już tym samym, co Wspólnota 6 państw. Zmieniła się i otworzyła”. Ataki, jakich doświadczają Węgry, są krótkowzroczne. 

Nie każda „prowokacja” Viktora Orbana musi być od razu potępiona. Jeśli ujawnia to, co złe, a na co inni przymykają oczy, to pozytywne działanie. „Gdyby każda żywa istota miała kłaniać się słowu Europa, Unia byłaby niezdolna do jakiejkolwiek introspekcji i nic dobrego by z tego nie wynikło. Ciągle chcemy Unii »politycznej«, a czy ona nie tolerowałaby sprzeczności? A przecież to jest właśnie istota demokracji” – zauważa autor.

Europa Zachodnia i Środkowa w inny sposób widzą główne problemy społeczne, dziś zaostrzone jeszcze przez aktywizm ruchów LGBT. Wszystko to wykracza przecież poza zrozumiały i potrzebny szacunek dla homoseksualistów. Czy wszyscy muszą identycznie to postrzegać, bo są częścią zjednoczonej Europy? Zwłaszcza że ta różnorodność nie podważa niczego, co powinno stanowić o sile UE. 

Do tego, instytucje europejskie do „wartości założycielskich” Unii nagle wprowadziły żądania ruchów LGBT. Na razie niewielkie, ale wygląda na to, że na tym się nie skończy. 

Między prawdą a insynuacją

Wmawia się Europejczykom, że Orban „angażuje się w systematyczne podważanie podstaw liberalnej demokracji: kontroli i równowagi, niezależności sądownictwa, wolności prasy, praw migrantów”. Węgrom jednak nie można udowodnić podważania żadnego z nich.

System czysto parlamentarny na Węgrzech jest znacznie bardziej zrównoważony niż we Francji – zauważa Georges Karolyi. Trzeba bowiem wiedzieć, że we Francji, korzystając z art. 20 Konstytucji, ta sama osoba, nieodpowiadająca przed parlamentem, określa i prowadzi politykę narodu oraz ogłasza ustawy, które sama przyjęła. Tu także prezesem najwyższego sądu administracyjnego jest premier. 

Zarzuca się Węgrom niszczenie niezależności sądownictwa. Nikt jednak dotąd nie wykazał, że węgierscy sędziowie nie podejmują decyzji zgodnie ze swoim sumieniem.

Zarzut ograniczania wolności mediów też nie ma pokrycia w rzeczywistości. Georges Karolyi twierdzi, że odkąd porzucił pracę w Paryżu i „zaczął uważniej śledzić węgierskie wiadomości, stracił rachubę, przez ile gazet, stacji telewizyjnych, radiowych, stron internetowych i innych portali od rana do nocy atakowany jest węgierski rząd”.

„Jeśli chodzi o »prawa migrantów«, dobrze wiadomo, że nie jest to tylko problem ludzkości, ale także suwerenności” – twierdzi były ambasador.

Uznaje on za dziecinne te analizy, które twierdzą, że Orban „używa kozłów ofiarnych”, aby „odwrócić uwagę od innych spraw” i „zastawić na nas pułapki”. Samo zaś określenie „kozioł ofiarny” uważa za przesadne. 

Karolyi przypomina, że demokracja opiera się na wyborach, a tych nie ma bez konfrontacji. Konfrontacje tak w przypadku władzy, jak i opozycji maksymalizują szanse na utrzymanie władzy bądź jej zdobycie. Nic więc dziwnego, że obie strony w walce wymieniają nazwiska swoich przeciwników. „Nie wydaje mi się, żeby Emmanuel Macron robił coś innego” – pisze autor. Widzenie wszędzie pułapek lub „ukrytych agend” to oznaka manii prześladowczej albo niezdolności do zrozumienia obserwowanych wydarzeń.

Karolyi uważa, że niepokojące jest nie to, że ktoś nie zgadza się z posunięciami rządu Węgier, ale to, że robi się to z ogromną „arogancją, graniczącą ze złą wiarą, i z taką odmową uznania zasadności myślenia drugiej strony. Jeśli od samego początku ogłasza się, że punkty sporne »nie podlegają negocjacjom«, nie jest już możliwa żadna debata. Węgry są proszone o »wytłumaczenie się«, przy czym ostrzega się je, że ich wyjaśnień nie da się słuchać. Nie można w ten sposób traktować suwerennego państwa w sercu Europy” – pisze były ambasador.

Unia wciąż twierdzi, że chce rozpocząć z Węgrami dialog. „Teraz zaczynamy rozumieć, o co chodzi w tym »dialogu« i nie chcemy skończyć jak łasica i mały królik” – gorzko podsumowuje Karolyi.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię