fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Chińskie pomruki wojenne wobec Tajwanu i groźba zastosowania putinowskiej strategii aneksji Krymu

Czy zbrojna inwazja na Tajwan jest prawdopodobna? Raczej nie, ale Chiny jej nie potrzebują, by zdestabilizować ten region – twierdzi „Nikkei Asia”

Warto przeczytać

25 i 26 lipca zastępczyni sekretarza stanu USA Wendy Sherman wizytowała Chiny. Była to pierwsza tego rodzaju wizyta dyplomatyczna z administracji prezydenta Joe Bidena. Pokazała, jak daleko zaszły napięcia między Chinami i Stanami Zjednoczonymi.

W czasie tej wizyty chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi wysunął trzy żądania wobec USA. Po pierwsze: aby nie spiskowali w celu obalenia Chin. Po drugie: by znieśli nałożone na Chiny sankcje. Po trzecie: by nie naruszali terytorium Chin oraz uszanowali ich suwerenność. Ostatnie w jasny sposób dotyczy także Tajwanu.

Wang Yi zapowiedział, że Chiny zamierzają użyć „wszystkich niezbędnych środków” do tłumienia niepodległościowych „prowokacji”. Czy oznacza to możliwość otwartej wojny?

W marcu admirał Philip Davidson, stojący wówczas na czele amerykańskiego Dowództwa Indo-Pacyfiku, wywołał niemałe poruszenie, gdy stwierdził, że militarne działania Chin przeciwko Tajwanowi są możliwe jeszcze przed 2027 r. To sprawiło, że coraz więcej mówi się o ryzyku konfliktu amerykańsko-chińskiego w Cieśninie Tajwańskiej. Niektórzy eksperci z USA i Japonii uważają, że ocena Davidsona była wyolbrzymiona, inni jednak przytakują jego opinii.

Biorąc pod uwagę jedynie rozkład sił, taki konflikt rzeczywiście wydaje się możliwy. Agresywna ekspansja Chin sprawiła, że przewaga militarna Stanów Zjednoczonych w rejonie Azji nie jest już taka pewna.

Obecnie Chiny w regionie Indo-Pacyfiku mają pięć razy więcej myśliwców niż Stany Zjednoczone. Z czasem ta przewaga będzie rosła, bo amerykańskie dowództwo spodziewa się, że do 2025 r. chińskich samolotów będzie osiem razy więcej. Wtedy też Chiny miałyby dysponować trzy razy większą flotą lotniskowców. Do 2025 r. ilość okrętów podwodnych pływających pod Chińską banderą wzrośnie sześciokrotnie, a okrętów wojennych – dziesięciokrotnie. 

Wydaje się jednak, że podana przez Davidsona granica – rok 2027 – jest mniej prawdopodobna, przynajmniej w opinii analityków.

Aby przeprowadzić zbrojną inwazję na Tajwan, Chiny musiałyby najpierw przejąć kontrolę nad Cieśniną Tajwańską. Następnie należałoby przesłać przez nią bardzo duże ilości broni, ludzi i zasobów, aby dalsza inwazja była możliwa. Taka operacja zajęłaby tygodnie, jeśli nie miesiące. Nawet chińska armia nie mogłaby mieć pewności, że taka operacja się uda. Zwłaszcza że Tajwan ma świadomość rosnącego zagrożenia i wzmocnił swoje siły w strategicznych punktach, przez co jednoczesne zajęcie całego terytorium Tajwanu byłoby znacząco utrudnione.

Oczywiście by doszło do przejęcia Cieśniny Tajwańskiej i by zainicjowanie inwazji mogło być możliwe, wcześniej Chiny musiałyby pokonać USA, to znaczy amerykańskie siły w tym regionie. To byłoby możliwe (choć nie takie pewne), ale oznaczałoby mobilizację amerykańskich sił i serię kontrataków zarówno na cele wojskowe (porty i lotniska), jak i na konwoje handlowe. 

Wydaje się zatem, że choć bez wątpienia celem Xi Jinpinga jest zanegowanie niepodległości Tajwanu i włączenie go do Chińskiej Republiki Ludowej, to skłania się on przede wszystkim ku rozwiązaniu sprawy na drodze pokojowej, bez uciekania się do konfliktu zbrojnego.

Problem w tym, że oceny te opierają się na przekonaniu, że w ewentualny konflikt między Tajwanem a Chinami zaangażowałyby się (po stronie Tajwanu) Stany Zjednoczone. Nie jest to jednak takie pewne, biorąc pod uwagę niejednoznaczne stanowiska amerykańskiej dyplomacji. Możemy jednak przypuszczać, że wpływ na to ma sam charakter dyplomacji, natomiast Pentagon kieruje się innymi zasadami i nie należy się po nim spodziewać bezczynności w przypadku militarnej aktywności Chin.

Tymczasem amerykańskie wojsko coraz silniej zaznacza swoją obecność na Tajwanie. Eksperci uważają, że w ostatnich latach na wyspę wysłano wiele personelu, w tym dobrze wyszkolonego, którego zadaniem było przekazywanie wiedzy i wskazówek tajwańskim siłom zbrojnym oraz nadzorowanie prowadzonych przez nich ćwiczeń.

Łatwiejszym celem dla chińskiej armii mogłyby być mniejsze wyspy oddalone od Tajwanu, które jednak Tajwan kontroluje, takie jak znajdujące się na Morzu Południowochińskim wyspa Taiping i wyspy Matsu albo położona na południowy zachód od Cieśniny Tajwańskiej wyspa Pratas. Zajęcie słabo bronionej wyspy nie byłoby wyzwaniem dla armii Chin, jednak z pewnością spotkałoby się z reakcją USA i innych państw, które silniej poparłyby Tajwan, nie tylko przez polityczne deklaracje, ale także umocnienie ich struktur obronnych przez wysłanie sprzętu i ludzi. 

Dlatego bardziej prawdopodobną taktyką jest destabilizacja społeczeństwa na przykład poprzez propagandę albo ataki cybernetyczne. Gdyby Chiny podsycały niezadowolenie społeczne, a jednocześnie wykorzystywały przewagę ekonomiczną do przekonywania do siebie tajwańskich obywateli, mogłyby znacząco osłabić lokalny rząd.

Brzmi znajomo? W ten sposób w 2014 r. Rosja doprowadziła do aneksji Krymu. To nowoczesna taktyka nosząca nazwę wojny hybrydowej i są przesłanki ku temu, by stwierdzić, że Chiny już taką rozpoczęły. Tajwańscy eksperci od bezpieczeństwa uważają, że w ostatnich latach nasiliła się dezinformacja skutkująca napięciami wewnątrz kraju.

Niedawno Tajwan obiegła też informacja o tym, że jeden z bardzo wysoko postawionych urzędników w ministerstwie obrony kontaktował się z chińską agenturą, zdradzając poufne dane.

Jednak tego typu agresja, podejmowana w białych rękawiczkach, raczej nie prowadzi do pokojowego zjednoczenia z Chinami. Zatem nie można wykluczyć ewentualnej agresji militarnej. Niewiele zresztą potrzeba, biorąc pod uwagę, że zarówno amerykańskie, jak i chińskie okręty wojenne i samoloty nieustannie patrolują Cieśninę Tajwańską. Na chwilę zrobiło się groźnie, kiedy w 2001 r. dwa samoloty – chiński i amerykański – zderzyły się tam z sobą.

Coraz częściej też dialog między oboma armiami jest zrywany. I nie chodzi tu o znaczenie metaforyczne, ale dosłowne – techniczne. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o niemożności nawiązania komunikacji. W grudniu 2020 r. urzędnicy wojskowi obu stron mieli odbyć wirtualną rozmowę, ale nigdy do niej nie doszło. Jak twierdzą Amerykanie, Chińczycy się nie pojawili. Regularnie odrzucają także propozycje rozmowy telefonicznej wysuwane przez amerykańskiego sekretarza obrony Lloyda Austina.

Z historii wiemy natomiast, że drobne incydenty na linii frontu mogą szybko eskalować w potężne konflikty zbrojne. Miejmy nadzieję, że w Cieśninie Tajwańskiej nic takiego się nie powtórzy.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię