fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.2 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Czas zarazy i skuteczny sposób na biznes w branży wellness

Hybrydowa siłownia. Jak pandemia zmieniła sposób prowadzenia zajęć fitness – reportaż „The Wall Street Journal”.

Warto przeczytać

Daniela Costanzo otworzyła swoje studio treningowe DFit w nowojorskim Montclair dziesięć lat temu. Od tamtego czasu jej poranki wyglądały podobnie: wstawała o 5 rano, wypijała kawę, karmiła psy i ruszała do pracy w studio. Ostatnio niewiele się zmieniło, pandemia koronawirusa wymusiła jedynie dodanie do porannej rutyny jednego punktu: włączenia laptopa i rozpoczęcia spotkania w programie Zoom.

Na ostatnich zajęciach ośmiu uczestników weszło do sali studia, a dwóch pojawiło się na ekranie laptopa. Dokładnie kwadrans po siódmej rozpoczęli wspólny trening ogólnorozwojowy – serię pompek, przysiadów, wiosłowania, wykroków i ćwiczeń na plecy.

Przed pandemią siłownie i studia podobne do DFit były zawsze miejscem docelowym amatorów zdrowego stylu życia. Miały odpowiedni sprzęt do ćwiczeń, świeże ręczniki, ważniejsze jednak wydawało się to, czego w nich nie było – rozpraszających partnerów, przeszkadzających dzieci czy zwierząt domowych. Ci, którzy nie mogli skorzystać z oferty studia, wybierali aplikacje treningowe, takie jak Peloton, których używali w domu. Kiedy wybuchła pandemia i wprowadzono lockdown, bywalcy siłowni i klubów fitness musieli także sięgnąć po wirtualnie prowadzone treningi. Kiedy obostrzenia zostały zniesione, wiele siłowni i studiów postanowiło utrzymać swoją ofertę zajęć online.

Costanzo twierdzi, że w zajęcia online jest zaangażowana w stu procentach. Dla niej wirtualne zajęcia są po prostu opłacalne. Miesięczna licencja na komercyjne wykorzystanie programu Zoom kosztuje ją około 20 dol. W tygodniu prowadzi w ten sposób sześć zajęć – w jej grafiku znajdują się obok treningów w studio oraz na świeżym powietrzu.

W tej chwili, gdy w Stanach wciąż wysokie jest zagrożenie wariantem Delta koronawirusa, w wielu miejscach wirtualne zajęcia nadal pozostają koniecznością. Co prawda do studia Costanzo przychodzą nowe osoby, które po lockdownach chcą zrzucić dodatkowe kilogramy, ale frekwencja wciąż nie jest tak wysoka, jak ta sprzed pandemii. W tej sytuacji prowadzenie zajęć przez Zoom umożliwia zwiększenie zainteresowania ofertą. Nie jest jednak wcale łatwiejsze dla instruktorów, którzy wcześniej wiele swojej energii czerpali z głośnej muzyki i pełnej sali. Teraz muszą pracować w ciszy, aby wirtualna komunikacja z uczestnikami mogła przebiegać sprawnie.

„Czuję się, jakbym prowadziła cztery zajęcia, podczas gdy to była tylko jedna grupa. Tyle energii to zabiera” – powiedziała Costanzo.

Gdy w Stanach zaczęła się pandemia, instruktorzy DFit transmitowali treningi na Instagramie. Zdarzało się, że taki darmowy trening na żywo gromadził ponad setkę uczestników – co przekraczało liczebność grup na stacjonarnych zajęciach. „Jak na tak zły, niepewny czas, energia, którą czuliśmy dzięki Instagramowi, była fenomenalna” – przyznała Costanzo.

Dlatego studio szybko zaczęło organizować zajęcia na Zoomie dla swoich klientów.

Strona internetowa DFit wprowadziła możliwość rezerwacji udziału w wirtualnych zajęciach za pośrednictwem oprogramowania Mindbody. Każdy, kto zapisze się w ten sposób, otrzyma od pracownika DFit link do platformy Zoom, gdzie odbywa się trening. Ceny są takie same jak za zajęcia stacjonarne – 25 dol. za jednorazowy trening albo 255 dol. miesięcznie.

Klienci studia DFit lubią elastyczność, jaką daje nowa forma zajęć. „W tej chwili jesteśmy w gorącym okresie wakacyjnym. Ale dołączyli do nas ludzie z Hawajów i Niemiec”. Jedna ze stałych klientek wyprowadziła się ze stanu Nowy Jork do Filadelfii. „Jesteśmy zachwyceni, że nadal mamy ją jako klientkę” – powiedziała Costanzo.

Badanie przeprowadzone przez Mindbody w lutym tego roku pokazało, że 65 proc. respondentów zamierzało po pandemii prowadzić zajęcia zarówno stacjonarnie, jak i wirtualnie. W lipcowym badaniu natomiast aż 86 proc. respondentów przyznało, że zdalne zajęcia prowadzą nadal w takim samym stopniu, a nawet większym, choć otworzyli ponownie studia.

Prezes Mindbody Sunil Rajasekar tłumaczy, że za taką zmianą postaw klientów stoi przede wszystkim wygoda. „Doświadczenie nie jest takie samo jak podczas zajęć na sali, ale jest o wiele lepsze niż brak jakichkolwiek zajęć”, powiedział. „To również świetny sposób dla firm z branży wellness, aby rozszerzyć swój zasięg”.

W szczycie pandemii, kiedy właściciele siłowni walczyli o utrzymanie się na rynku, aplikacje takie jak Peloton i podobne rozwiązania do ćwiczeń w domu znacząco zwiększyły obroty. Według International Health, Racquet & Sportsclub Association w 2020 r. jedna czwarta amerykańskich siłowni przestała istnieć, dotyczy to nawet całych sieci, takich jak Flywheel czy YogaWorks.

„Chaos związany z pandemią zmusił nas do wprowadzenia innowacji” – powiedział Joey Gonzalez, dyrektor generalny Barry’s Bootcamp, sieci 80 placówek oferujących treningi siłowe i kardio.

Przed rokiem 2020 Gonzalez nie brał nawet pod uwagę poszerzenia oferty o zajęcia zdalne. Studia do ćwiczeń mają elementy, których nie da odtworzyć się w domu – od odpowiedniego oświetlenia zaczynając, przez wysokiej jakości sprzęt, a kończąc na barze z koktajlami regeneracyjnymi.

W końcu jednak nawet Barry’s Bootcamp zdecydowało się na prowadzenie treningów przez Zooma, podczas których instruktorzy prowadzili transmisje z sal, w których wcześniej pracowali. 

„Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy dla nas było to, że ludzie łączyli się z nami z miejsc, gdzie Barry’s Bootcamp nie ma swoich placówek, takich jak Dublin czy Hongkong” – powiedział Gonzalez.

Firma postanowiła pójść nawet o krok dalej i uniezależnić się od platformy Zoom. W związku z tym zatrudniła zewnętrznych wykonawców, którzy zaprojektowali dedykowaną aplikację do treningów dla Barry’s Bootcamp. Na początku sierpnia firma uruchomiła platformę Barry’s X, dzięki której można wziąć udział w wirtualnych zajęciach przez aplikację w telefonie, stronę internetową albo inteligentne lustro Forme. Transmitowane na żywo zajęcia kosztują od 12 do 20 dol. przy jednorazowym uczestnictwie, ale dostępne są także abonamenty miesięczne, w których ramach otrzymujemy także dostęp do wcześniej zarejestrowanych treningów.

Widać jednak pierwsze przesłanki tego, że rozkwit domowych ćwiczeń powoli się kończy. Peloton obniżyło właśnie cenę swojego oryginalnego roweru o 20 proc., spodziewając się zahamowania sprzedaży. Studia Barry’ego notują obecnie 86-proc. frekwencję w porównaniu do skali przedcovidowej, ale Gonzales uznaje to za trwający wpływ zagrożenia wariantem Delta koronawirusa, przez który pełen powrót do aktywności nie zawsze jest możliwy. 

Także amerykańska sieć ekskluzywnych siłowni Equinox uruchomiła własną aplikację do ćwiczeń, i to w marcu 2020 r., czyli dokładnie w momencie ogólnokrajowego lockdownu. Apka nazywa się Equinox+ i można na niej znaleźć treningi dedykowane pod różne marki Equinox, w tym SoulCycle czy Solidcore. Miesięczna subskrypcja kosztuje 40 dol. i mogłoby się to wydawać dużo, ale miesięczny karnet na zajęcia stacjonarne w tej sieci kosztuje aż 200 dol. Aczkolwiek klienci, którzy decydują się na karnet uprawniający do wejść na siłownie, dostają dostęp do aplikacji gratis.

Firma zauważa, że najbardziej aktywni uczestnicy wykazują podejście hybrydowe – korzystają zarówno z zajęć oferowanych w klubach, jak i z treningów z aplikacją. Zwykle trenują raz czy dwa razy w tygodniu więcej od tych klientów, którzy wybierają albo treningi stacjonarne, albo wirtualne. Pracownicy zaobserwowali także, że niektórzy klienci korzystają z aplikacji Equinox+ wewnątrz stacjonarnych klubów Equinox.

Zatem skoro udało się osiągnąć tryb hybrydowy w przypadku pracy biurowej, może nie będzie on stosowany jedynie w pracy? Wygląda na to, że nowy sposób ćwiczeń możemy nazwać hybrydową siłownią. 

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię