fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

7.5 C
Warszawa
sobota, 20 kwietnia, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Globalny impuls inflacyjny 

Rosnąca inflacja, którą obserwujemy już na sklepowych półkach. To wynik niedoboru pracowników – wskazuje „El Economista”

Warto przeczytać

Ilość produkowanego w Malezji oleju palmowego nagle znacząco spadła. W Wietnamie za to zmalał połów krewetek, a do zbierania ryżu zaangażowano tamtejsze wojsko. Plantacje kawy w Brazylii czekają na zebranie plonów. W Wielkiej Brytanii zaczęto obserwować braki w zaopatrzeniu. Wszystkie te problemy mają jedno główne źródło – brak pracowników. Na całym świecie pandemia doprowadziła do zmniejszenia dostępnej siły roboczej – od drobnych rolników po słabo opłacanych kelnerów.

Do tej pory inflacją przejmowały się przede wszystkim banki centralne, ale obecnie zaczyna być ona odczuwana przez obywateli. Wzrosły ceny paliwa, prądu, ale także żywności. Inflacja przeszła już przez cały system gospodarczy i sięgnęła do gospodarstw domowych. 

Wcześniej wzrost cen towarów tłumaczono jako skutek chwilowego stanu wywołanego przez ponowne otwarcie światowych gospodarek. Wzrost popytu miał odbić się na podwyższeniu cen niektórych dóbr. Ale z każdym miesiącem widzimy, że inflacja dotyka coraz więcej sektorów i coraz więcej produktów. W tym także jedzenie. Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) potępiła znaczny wzrost cen wielu podstawowych produktów żywnościowych na międzynarodowych rynkach, w tym cukru, pszenicy, mięsa i olejów roślinnych.

FAO zajmuje się między innymi sporządzaniem indeksu cen podstawowych artykułów żywnościowych. Ich dane od miesięcy są bardzo niepokojące. W samym sierpniu cena cukru wzrosła o 9,6 proc., jednak jeśli spojrzymy na ceny sprzed roku, wzrost sięga już 48 proc. Podobnie ze zbożami – 3,4 proc. wzrostu w zestawieniu z lipcem, ale 31 proc, więcej niż w sierpniu ubiegłego roku. Mięso jest droższe o przeszło 20 proc. niż rok temu. Skąd bierze się tak gwałtowny wzrost cen? FAO podaje rozmaite powody, między innymi susze i powodzie, które dotknęły różne kraje, ale przyznaje, że to także kwestia inflacji. Opublikowany właśnie raport mówi na przykład o wysokich kosztach produkcji i transportu w niektórych krajach eksportowych, a także na problem z niedoborem pracowników w krajach, które wytwarzają podstawowe artykuły żywnościowe.

Niedobory pracowników możemy zobaczyć wzdłuż całego łańcucha dostaw, zaczynając od miejsca wytwarzania, a kończąc na miejscu sprzedaży. W Wietnamie do zbioru ryżu musiano użyć pomocy wojska, rolnicy z Wielkiej Brytanii wylewają mleko, bo nie ma wystarczająco dużo ciężarówek, które mogłyby je odebrać. Zbiory kawy w Brazylii, które zwykle trwają 90 dni, w tym roku musiały zostać rozciągnięte do 120 dni, bo nie było wystarczającej ilości rąk do pracy. W Stanach Zjednoczonych z problemem braku pracowników borykają się właśnie zakłady pakowania mięsa, ale praktycznie cała branża gastronomiczna przechodzi przez kryzys braku kucharzy i kelnerów.

Niestabilność zatrudnienia kładzie się cieniem na całym łańcuchu dostaw

Stoją za tym skutki niedawnej pandemii. Przemysł spożywczy jest dziś stosunkowo słabo zautomatyzowany, nadal potrzebuje dużych ilości pracowników, zwłaszcza pracowników sezonowych. Brak stabilności zatrudnienia sprawił jednak, że wielu pracowników przeszło do innych branż, gdzie częściej mogą liczyć na stałą pracę.

Stąd niedobory zarówno wśród gospodarstw rolnych, jak i u przetwórców żywności oraz w restauracjach. W Malezji, drugim na świecie producencie oleju palmowego, w tym roku jego produkcja spadła o 30 proc. W Wietnamie – jednym z największych eksporterów krewetek – tegoroczne połowy są o 60 lub 70 proc. niższe niż były przed koronawirusem. Upały i paraliż transportowy sprawiły, że południowe Włochy straciły w tym roku 20 proc. upraw pomidorów.

„Nowa gospodarka postpandemiczna stwarza możliwości dla wielu pracowników tam, gdzie wcześniej ich nie było” – powiedział Decker Walker, ekspert branżowy z Boston Consulting Group. I chociaż każdy sektor jest inny, a specyfika danego kraju jeszcze bardziej go różnicuje, to pojawił się też element wspólny: niedostatecznej liczby pracowników na stanowiskach, które cechuje największa niestabilność zatrudnienia.

Puste miejsca pracy po pandemii

Jeśli jacyś pracownicy awansowali chwilę przed pandemią, pozostawione przez nich stanowiska niższego szczebla najprawdopodobniej nie zostały obsadzone. Inni pracownicy – jak na przykład Australijczycy pracujący wcześniej w zakładach mięsnych na odległych obszarach rolnych – po pandemii mogą chętniej wybierać stałą pracę w bardziej ruchliwych miastach. Do Wielkiej Brytanii przyjeżdżało wielu obywateli Unii Europejskiej, by pracować na farmach, w transporcie czy gastronomii, ale obecnie decydują się pozostać w swoich ojczyznach. W Stanach Zjednoczonych widać dużą migrację ludności wiejskiej do miast.

Jon DeVaney, prezes Washington State Tree Fruit Association, przyznaje, że zbieranie owoców to ciężka praca. „Zbierasz owoce, wchodzisz i schodzisz po drabinie, więc tak, alternatywa w postaci wciskania guzików na kasie jest dużo bardziej atrakcyjna”. 

W efekcie pojawiają się jednak problemy z produkcją. „Oferujemy świetne miejsca pracy za dobrą płacę, ale chociaż bardzo staramy się znaleźć ludzi, stanowiska pozostają nieobsadzone” – wyznaje Patrick Criteser z Tillamook County Creamery Association, spółdzielni mleczarskiej z Oregonu. Criteser, będący członkiem zarządu stowarzyszenia, sam teraz jeździ do gospodarstw i pomaga w pracy.

Hurtownicy tacy jak Sysco Corp czy United Natural Foods już ogłosili opóźnienia w produkcji niektórych artykułów, od bekonu po wodę kokosową. W niektórych brytyjskich sklepach zaczyna brakować już tak podstawowych produktów, jak chleb czy drób, a w sierpniu w sieci McDonald’s zabrakło koktajli mlecznych, bo firmy transportowe nie mogły znaleźć kierowców do rozwożenia mleka.

Sunny Verghese, dyrektor generalny Olam International, wskazuje, że pracownicy coraz częściej chcą lepszej ochrony sanitarnej oraz wyższych płac.

Koszty w końcu poniosą konsumenci

Jednak niedobór pracowników na rynku pracy grozi koniecznością podniesienia płac, która wpływa na kolejny wzrost kosztów firmy. Teoretycznie może to oznaczać albo stratę dla firmy, spowodowaną obniżeniem marży, albo stratą dla konsumenta, spowodowaną wzrostem cen. „Przy inflacji, którą obserwujemy w biznesie, i inflacji, którą obserwujemy na poziomie gospodarstw rolnych, prędzej czy później trafi ona w półki supermarketów” – ostrzega Criteser.

Campbell Soup, jeden z największych amerykańskich producentów żywności pakowanej, oficjalnie ogłosił podwyżkę cen swoich produktów do końca roku, co miało zabezpieczyć jego marżę. Nie są w swoim ruchu osamotnieni, na podobne posunięcia zdecydowało się wiele firm, między innymi General Mills czy Conagra Brands. Choć w raporcie o rocznych wynikach grupa odnotowała znaczący wzrost zysków – o 40 proc. (do 1,54 mld dolarów) – to podkreśliła, że zmaga się z problemem rosnących cen składników i kosztów transportu.

Podwyżki płac i zyski firmy są trudne do pogodzenia w inny sposób niż poprzez podniesienie cen produktów. Amerykańska sieć fast-foodów Chipotle, nie mogąc znaleźć wystarczającej ilości pracowników, najpierw podniosła średnią płacę do 15 dolarów za godzinę, następnie zaś podniosła ceny w menu.

Rozkład niedoboru pracowników jest różny. Choć niedobór kelnerów jest dość powszechny, to występuje od stosunkowo niedawna, natomiast brak rolników sięga już dekad. Z innymi problemami boryka się teraz Wielka Brytania, a z nieco innymi reszta Europy. Problemy niedoboru pracowników praktycznie nie występują w Chinach, w Indiach rąk do pracy jest bardzo dużo, choć inflacja i tam silnie się zaznacza.

„W końcu ceny żywności muszą wzrosnąć, aby lepiej wynagrodzić pracowników i znaleźć rozwiązania” – mówi Cindy van Rijswick, starszy analityk w Rabobanku.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię