fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Los elektrowni atomowych przesądzi o sukcesie hiszpańskiej transformacji energetycznej

Czy hiszpańska energetyka jądrowa będzie zmuszona walczyć o przetrwanie – pyta „La Razón”

Warto przeczytać

Energia z atomu może być dostarczana w każdym momencie – w dzień i w nocy. Postawiała na nią Francja, ceni ją Korea Południowa i wiele innych państw. Jest kluczem do transformacji energetycznej. Dlaczego więc rząd Hiszpanii doprowadził do sytuacji, gdy elektrownie jądrowe działają na granicy opłacalności? 

Wieczorami i w nocy rośnie zużycie prądu w gospodarstwach domowych. Wtedy właśnie mieszkańcy uruchamiają pralki i zmywarki, gdy nie ma słońca ani wiatru, dostarczających „czystą energię”. Pokrycie zapotrzebowania zapewnia wówczas energia jądrowa, która działa przez cały czas, oraz elektrownie pracujące w cyklu kombinowanym. 

Hiszpania odchodzi od atomu

W Hiszpanii 26 gigawatów mocy dostarczają elektrownie pracujące w cyklu kombinowanym. Odpowiada to możliwościom, jakie ma 26 elektrowni jądrowych. Jednak w związku z tym, że zanieczyszczają one środowisko, muszą płacić za prawa do emisji CO2. Na dodatek drożeje także surowiec, z którego korzystają. Wszystko to spowodowało, że cena za megawatogodzinę wzrosła do prawie 200 euro. 

W trakcie moratorium na energię jądrową Hiszpania zdecydowała się na odnawialne źródła energii. Politycznie zablokowano wtedy budowę pięciu elektrowni, przy wsparciu krajowego węgla. Postawiono na gaz ziemny, rezygnując z energii, jaką daje atom. 

Obecnie w kraju działa 7 reaktorów. Zostaną one jednak zamknięte w 2035 r. Tymczasem elektrownie jądrowe wytwarzały 33 proc. energii elektrycznej bez emisji.

We Francji, gdzie prąd produkuje 57 takich elektrowni, energia jest tańsza aż o 25 proc. niż w Hiszpanii. Na atom stawia też Korea Południowa mająca 24 reaktory i budująca kolejne cztery. 

„Jeżeli energia jądrowa ma kluczowe znaczenie dla transformacji energetycznej i mogłaby nawet przynieść nam znacznie większe oszczędności, gdybyśmy wybrali ją zamiast węgla i gazu, to dlaczego rząd rozpoczął wojnę z przedsiębiorstwami energetycznymi, obniżając ich wynagrodzenia i doprowadzając do tego, że elektrownie te działają niemal ze stratą?” – pyta „La Razón”. 

Tymczasem hiszpański rząd, walcząc z wysokimi cenami energii, przyjął inne rozwiązania, które bezpośrednio uderzają w producentów energii. Rachunki za prąd mają zmaleć kosztem części zysków firm energetycznych oraz za sprawą obniżki podatków. Pieniądze te posłużą do pokrycia opłat infrastrukturalnych.

O tym, jak kształtują się ceny energii w Hiszpanii, decydują te najwyższe (rynek krańcowy) wynikające z kosztów wytwarzania energii przez elektrownie pracujące w cyklu kombinowanym. Nie dość, że używają one najdroższych technologii, to płacą jeszcze za prawa do emisji CO2. Ponoszą też koszty samego surowca, gazu, który drożeje. Jak pisze hiszpańska gazeta „według rządu, elektrownie jądrowe i wodne, z niższą ceną produkcji i zamortyzowanymi kosztami inwestycyjnymi, pobierają dodatkowe rekompensaty, tzw. korzyści spadające z nieba, które w oparciu o obecne ceny emisji CO2 wynoszące około 50 euro za tonę, stanowią pierwszy 1 mld euro cięć zaplanowanych przez hiszpańskie władze”. Ich wysokość została ogłoszona już w czerwcu. Do tego rząd obecnie planuje konfiskatę, do wiosny przyszłego roku, około 2,6 mld euro zysków uzyskanych przez spółki energetyczne w wyniku wysokich cen energii elektrycznej.

Elektrownie przeciwne zmianom prawnym

Projekt ustawy uderza znacząco w przemysł jądrowy. Przedsiębiorstwa podjęły walkę, grożąc zamknięciem elektrowni, jeśli rząd się nie wycofa z planowanych zmian. „Sektor ostrzegł władze, że zakłady, których roczna inwestycja wynosi około 300 mln euro, nie są amortyzowane, wbrew temu, co sugerowała minister ds. transformacji ekologicznej Teresa Ribera”. Środki trwałe oczekujące na amortyzację wynoszą ponad 5,5 mld euro, z czego ponad 3 mld euro zainwestowano tylko w ciągu ostatnich 10 lat. Ponadto od chwili obecnej do końca ich eksploatacji konieczne będzie zainwestowanie około 3 mld euro w celu utrzymania jednostek w optymalnych warunkach bezpieczeństwa i niezawodności.

Elektrownie jądrowe już obecnie ponoszą konkretne straty z powodu podatków, które określają jako „nieproporcjonalne, dyskryminujące i konfiskacyjne”. 

W ostatnich latach koszty operacyjne i podatki związane z energetyką jądrową gwałtownie wzrosły, a dochody spadły. „La Razón” jako przykład podaje elektrownie Endesy. Informuje, że „ostateczny koszt wytwarzania energii jądrowej w jej zakładach wynosi 56 euro za megawatogodzinę, wliczając w to koszty kapitałowe. Jeśli weźmie się pod uwagę koszty operacyjne, dodając tylko koszty utrzymania elektrowni w ruchu, koszty stałe i powtarzające się oraz podatki, koszt wynosi 45 euro za megawatogodzinę. Z tego 21,4 euro to podatki”.

W przypadku elektrowni jądrowych, od 2005 do 2021 r. te podatki wzrosły o prawie 20 euro za megawatogodzinę. W 2020 r. stanowiły 60 proc ich dochodów.

Według raportu PwC przygotowanego dla Foro Nuclear, w ubiegłym roku, w wyniku niskich cen energii elektrycznej, elektrownie jądrowe miały ujemne przepływy pieniężne w wysokości około 500 mln, a ich straty wyniosły ponad miliard. Jeśli projekt ustawy zostanie uchwalony, ten ujemny przepływ pieniężny jeszcze się zwiększy i to w znacznym stopniu, ponieważ cena praw do emisji CO2 wyniesie średnio 25 euro za tonę.

Przedsiębiorstwa energetyczne, aby przetrwać, proszą o wynegocjowanie stałej ceny. W ostatnim raporcie na temat opodatkowania energii jądrowej PWC podkreślił, że „przyszły kontekst rynkowy prowadzi hiszpańskie przedsiębiorstwa jądrowe do bankructwa technicznego ze skumulowanym zniszczeniem przepływów pieniężnych w wysokości 2,4 mld euro, więc jest to pilne, jak to zostało zrobione w innych krajach europejskich, aby zaproponować rozwiązania rentowności, które gwarantują im wyniki o około 5 euro MWh wyższe, tak aby nie działać ze stratą, i do 15 MWh.

Czy elektrownie zaprzestaną produkcji?

Rząd nie wierzy, że przedsiębiorstwa energetyczne spełnia swoje groźby i zamkną elektrownie. Nie jest to jednak niemożliwe. „Oczywiście, że możemy o to wnioskować, oczywiście! Czy możesz sobie wyobrazić, że rząd zmusza cię do utrzymania otwartego biznesu, gdy tracisz 5 tys. euro każdego miesiąca? Jak ma mnie zmusić do bankructwa?” – powiedział gazecie Ignacio Araluce, prezes Foro Nuclear.

Zauważa on, że firmy energetyczne mają jeszcze jednego „asa” w rękawie. Mimo tego, że „Endesa, prawie całkowity właściciel elektrowni Ascó (Tarragona), złożyła już wniosek o przedłużenie licencji na eksploatację do 2031 r. i otrzymała zgodę Rady Bezpieczeństwa Jądrowego (CSN), proces ten może zostać sparaliżowany. Okres eksploatacji obu reaktorów (pierwszy jest w 100 proc. własnością Endesy, a Iberdrola ma 15 proc. udziałów w drugim) upływa 22 września, więc ostateczna decyzja o przedłużeniu eksploatacji bloku 1 o 9 lat, a bloku 2 o 10 lat powinna zostać podjęta w ciągu najbliższych kilku tygodni przez Ministerstwo Przemian Ekologicznych Ribery”.

Z kolei okres eksploatacji elektrowni Trillo w La Mancha, kończy się w listopadzie 2024 r. W tym przypadku nie złożono jeszcze wniosku o przedłużenie, a właściciele (Iberdrola 49 proc., Naturgy 34,5 proc., EDP 15,5 proc. i Endesa 1 proc.) mogliby zastrajkować, nie występując o odnowienie zezwolenia. 

„Nie przewiduję wcześniejszego zamknięcia elektrowni, nie przewiduję też, że nie wystąpię o przedłużenie pozwolenia na działalność Trillo, ale dlatego, że uważam, że Hiszpanii na to nie stać. Energia jądrowa jest podstawową technologią w procesie transformacji energetycznej, co przyznaje sam rząd. Jeśli jednak nie zostaną podjęte żadne działania i spełnią się prognozy cenowe dla rynku jądrowego, nie będzie to opłacalne. Rozumiem, że gdyby elektrownie były publiczne, mogłyby działać ze stratą, ponieważ byłyby finansowane przez państwo, ale prywatna firma nie może sobie pozwolić na taki luksus” – wyjaśnia Araluce.

Nie da się ukryć, że dla Hiszpanii energia jądrowa jest bardzo istotna. Nawet planowane w elektrowniach okresowe przestoje związane z koniecznością uzupełnienia paliwa stanowią problem i mogą mieć niekorzystny wpływ na ceny energii. Jak duży? Trudno to obliczyć, twierdzi Araluce. „Należałoby przeanalizować moment zamknięcia elektrowni i ceny surowców na rynkach. Obliczamy jednak, że po wyłączeniu 7 reaktorów cena wzrosłaby o 20 proc. i byłoby to mniejsze zło. Najbardziej niepokojąca byłaby gwarancja dostaw, która byłaby poważnie zagrożona, a emisje CO2 gwałtownie by wzrosły, ponieważ musielibyśmy w większym stopniu polegać na cyklach łączonych, co cofnęłoby nas do minionych czasów”.

„Transformacja energetyczna opiera się na budowaniu dużej liczby źródeł odnawialnych, zwłaszcza fotowoltaiki i energii wiatrowej, przy jednoczesnym wyłączeniu węgla. Jeśli elektrownie jądrowe zostaną wyłączone przed terminem zamknięcia ustalonym między 2027 a 2035 r., system nie będzie gotowy” – ostrzega prezes Foro Nuclear. I wyjaśnia gazecie, że należy obniżyć podatki i wprowadzić stałą cenę. „Ale przy tym poziomie opodatkowania proponujemy sprzedaż gwarantowaną przez rząd na pokrycie PVPC (taryfa regulowana) na poziomie 57-60 euro MWh, co pozwoliłoby uniknąć wahań cen dziennych” – mówi Araluce.

Warto wziąć przykład z Francji, w której dominuje energetyka jądrowa. Tam nie obowiązuje podatek jądrowy w wysokości 13,4 euro, a całkowite koszty zamiast 56 euro wynoszą 43 euro MWh, przy stałej cenie 49 euro za MWh. 

Więcej artykułów