fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

22.6 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

„Transformacja sięga o wiele dalej niż tylko zamykanie kopalń”

Prof. Ian Begg z London School of Economics dzieli się swoimi refleksjami na temat procesu transformacji energetycznej z dr. Januszem Grobickim

Warto przeczytać

Komisja Europejska daje jasny sygnał, że nie ma odwrotu od transformacji gospodarki i energetyki w stronę neutralności klimatycznej – właśnie wprowadzony został pakiet „Fit for 55” – co oznacza to dla Europy i Polski? Czy i jak wpłynie on na zdolności europejskie rozwojowe, a w tym polskiej energetyki?

„Fit for 55” oznacza dla mnie bardzo jasny cel, ale trudno to wyjaśnić czytelnikom lub wszystkim innym, którzy chcą go zrozumieć. Jest to dość skomplikowana strategia, w której chodzi o ograniczenie emisji, o co najmniej 55 proc. do 2030 roku – w stosunku do poziomu z roku 1990. To bardzo złożona i trudna do wyjaśnienia koncepcja, ale ja pojmuję ją jako „dokręcenie śruby” w odniesieniu do wszystkich rodzajów zużycia energii i środków produkcji. Na przykład istnieje ambicja, aby w odniesieniu do pojazdów silnikowych zmniejszyć zużycie energii o 55 proc. w stosunku do 2021 roku. Jest to ta sama liczba, ale dotyczy już innego zjawiska niż zanieczyszczenia. Pięć lat po 2030 r. powinniśmy mieć już samochody produkowane z zerową emisją. Oznacza to dla przemysłu motoryzacyjnego bardzo głęboką transformację. Produkcja zeroemisyjna będzie wymagać zbudowania zupełnie nowych łańcuchów dostaw. Wartość takiej operacji trudno dziś nawet oszacować, a cały proces jest również nie łatwo zrozumieć. Będą więc produkowane samochody elektryczne, ale przecież ich wytwarzanie to proces związany z koniecznością zużycia energii. Ponadto oznacza to również rewolucję w infrastrukturze w zakresie konieczności zapewnienia tym pojazdom możliwości ładowania baterii. Może to stanowić bardzo duży kłopot.

Ważne jest, aby zauważyć, że istnieje stopniowy nacisk na więcej elementów redukcji zużycia energii związanych z klimatem, a w szczególności redukcji emisji dwutlenku węgla. Dlatego instytucje transportu drogowego są też włączone do mapy trendów emisyjnych. Wcześniej tylko niektóre kategorie działalności były objęte systemem handlu emisjami. Teraz zostanie on rozszerzony na samochody. Sugeruje się, że będzie on również rozciągnięty na lotnictwo. Może to wywoływać wiele trudności o charakterze nie tylko wewnętrznym, ale i międzynarodowym oraz spore problemy polityczne.

Według mnie wyzwanie dla Polski jest większe niż dla wielu innych krajów ze względu na zależność od węgla. Jeśli się nie mylę, węgiel generuje w Polsce około 70 proc. energii elektrycznej. Szybka redukcja tego uzależnienia od węgla będzie dużym wyzwaniem. W Polsce mamy również do czynienia z faktem, że wchodzi w proces transformacji znacznie później niż inni. Próba zbudowania alternatywnych źródeł dostaw, krajom takim jak Szwecja, Dania czy Austria, które robią to od 10 – 20 lat, przychodzi z łatwością. Polsce będzie trudno, ponieważ okres przejściowy do 2030 r. nie jest długi, wynosi zaledwie dziewiętnaście lat. Jeśli trzeba będzie przeprowadzić duże inwestycje infrastrukturalne, to praktycznie rok 2030 jest już bardzo blisko. Prace powinny więc rozpocząć się już jutro, a nie za 10 lat.

Dla Polski jest to wyzwanie większe niż dla wielu innych krajów. Emisje energetyczne Polski w 2019 r. (to był ostatni rok przed COVID), były prawie tak wysokie, jak we Francji i Włoszech, które są znacznie większymi gospodarkami. I tak naprawdę, tylko Niemcy wyróżniają się tym, że u nich wskaźnik emisji dwutlenku węgla jest dwa razy taki, jak w Polsce. Tak więc Niemcy, też mają przed sobą wielką walkę, a Polska musi dogonić innych.

Czy transformację energetyczną można przeprowadzić, opierając się tylko na środkach państwowych lub unijnych? Jak ważne jest pozyskanie finansowania z rynku? Czy transformację energetyczną można prowadzić, uwzględniając jedynie potencjał spółek Skarbu Państwa, czy powinien w to być zaangażowany również i sektor prywatny?

Nawet jeśli najnowszy program finansowy UE, ukierunkowany częściowo na transformację energetyczną wydaje się duży, to nigdy nie będzie wystarczający dla skali zmian, które taki kraj, jak Polska będzie musiał przeprowadzić. Prywatny sektor produkcyjny sięgnie po większość tych środków, ponieważ fundusze państwowe nigdy nie będą wystarczające bez wsparcia europejskich transferów. Zamiast odnosić to do kosztów i tego, kto finansuje, z mojego punktu widzenia ważniejsze są możliwości biznesowe.

Duży obszar marnotrawstwa energii znajduje się w budownictwie mieszkaniowym. „Fit for 55” to w znacznym stopniu projekt budowlany, a zatem firmy budowlane będą musiały zainwestować, być może w wyszkolonych pracowników, nowe materiały lub nowe maszyny. Sektor prywatny ma wystarczające zasoby, aby zapłacić za mechanizm inwestycyjny umożliwiający zmniejszenie emisji z budynków. Możliwości biznesowe dla firm budowlanych są olbrzymie i mają one ogromną motywację do zaciągania pożyczek na rynku, do korzystania ze źródeł kapitału własnego oraz innych form finansowania w celu wspierania tego rodzaju działań. Myślenie o transformacji energetycznej jedynie w kategoriach związanych z wytwarzaniem energii lub generowaniem energii elektrycznej może okazać się poważnym błędem. Duża część tej transformacji dokona się poza sektorem wytwarzania energii elektrycznej. To właśnie tam widzę ogromny potencjał dla firm prywatnych.

Istnieje rachunek za całą działalność związaną z transformacją i potencjalnie bardzo ograniczone sposoby płacenia za nią. Można nakładać opłaty na zanieczyszczających, czyli tych, którzy obsługują elektrownie, tych, którzy zajmują się bardzo dużymi inwestycjami i bardzo dużym zużyciem energii w niektórych gałęziach przemysłu. Mogą oni zapłacić „podatek od zanieczyszczeń”. Można także obciążyć kosztami transformacji sektor publiczny albo przerzucić te koszty na konsumentów, a wtedy pojawia się również element międzypokoleniowy. Bo jeśli pożyczyłeś, aby zapłacić za transformację, na pewnym etapie ten dług musisz spłacić, a to znaczy, że jutro konsumenci będą płacić więcej, aby dotować działania prowadzone dzisiaj.

Uważam, że są to główne źródła finansowania. Jednak podkreślam jeszcze raz, ponieważ cała ta działalność dotyczy bardzo szerokiego spektrum, sama skala możliwości biznesowych powinna stanowić bardzo silną zachętę dla sektora prywatnego do inwestowania w przedsiębiorstwa energetyczne. W obliczu wyższej ceny węgla zachętą dla przedsiębiorstw energetycznych jest przejście na odnawialne formy energii – wiatr, słońce lub źródła, których jeszcze sobie wyobrażamy. Dlatego w kwestii finansowania jestem gotów być optymistą. 

Za jakiś czas pojawi się ogromny rynek budynków dostosowanych do wymogów transformacji. Być może w ciągu 10 lat, 2/3 budynków w Polsce zostanie przekształconych na znacznie bardziej energooszczędne, a wtedy koszty ich eksploatacji bardzo spadną. Ponieważ na co dzień zużywa się energię na wiele rzeczy. To jest interakcja pomiędzy tym, co ma sens w krótkim okresie, a tym, co ma sens w dalszej perspektywie i do jakiej gospodarki musimy się dostosować. Dodałbym jeszcze składnik społeczny. Jednym z powodów, dla których niektóre kraje (myślę, że przykładem tego jest także Polska i Niemcy), niechętnie podchodzą do przyspieszenia redukcji węgla, jest presja społeczna i polityczna, aby wspierać górników. 

Istnieje obawa przed tym, że górnicy będą narażeni na bezrobocie. Dlatego, aby to złagodzić, należy spowolnić proces i spróbować zapewnić górnikom nowe możliwości zawodowe. W Wielkiej Brytanii przeszliśmy przez ten proces w latach osiemdziesiątych. Wtedy Margaret Thatcher chciała zlikwidować kopalnie węgla i zawód górnika. Jej rząd represjonował tę grupę społeczną. Konsekwencją tego było przesunięcie niektórych pracowników do pracy w innych sektorach gospodarki. W Wielkiej Brytanii nie zadziałało to zbyt dobrze, ponieważ wielu górników porzuciło pracę w górnictwie i stało się albo bezrobotnymi, albo nieaktywnymi zawodowo do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego. Dlatego moim zdaniem rozsądna polityka rządu powinna uwzględniać pośrednie konsekwencje transformacji energetycznej, czyli potrzebę reedukacji lub przekwalifikowania ludzi, którzy mogą zostać zwolnieni.

Kluczowym elementem transformacji energetycznej jest jej sfinansowanie. Jak pozyskać środki i jak je odpowiednio ulokować, aby zakończyła się ona sukcesem?

Myślę, że na przestrzeni co najmniej 10-15 lat w przygotowaniu jest wystarczająco dużo możliwości inwestycyjnych, a poza tym być może nastąpią inne, korzystne przemiany w gospodarce. Jeśli spojrzeć na nową strategię zarządzania polityką ogłoszoną przez Europejski Bank Centralny 8 lipca tego roku, jednym z jej elementów było stwierdzenie „my, bankierzy centralni, musimy wziąć pod uwagę ryzyko klimatyczne przy określaniu polityki zarządzania”. Inne banki centralne, w szczególności bank Anglii, powiedziały, że w programie zakupu aktywów zamierzają dać pierwszeństwo obligacjom, które są związane z działalnością ekologiczną. Jest to nic innego, jak sygnał wysłany wprost do sektora finansowego – „sektorze finansowy, musisz poważnie myśleć o zmianach klimatycznych”. 

To bardzo hojna propozycja, ale także bardzo konkretna, biorąc pod uwagę ryzyko dla firm, które na nią nie liczyły. Stworzy to nowe rynki obligacji – w tak zwanych „zielonych obligacjach” lub ogólnie mówiąc „obligacjach ekologicznych”. A to z kolei stanie się elementem finansowania tego rodzaju przedsięwzięć, o których mówiliśmy. Widzę więc związek pomiędzy polityką wielu krajów, wymogami regulacyjnymi nakładanymi na banki, a sposobem, w jaki banki postrzegają „zielone finanse”. Jest to dość ważny kanał dla zmiany możliwości finansowania.

Transformacja zachodzi równolegle z inicjatywami „GreenDeal” i „Fit for 55”. Myślę, że to wszystko jest częścią tego samego pakietu, ponieważ banki będą musiały się obudzić i zobaczyć, że w przyszłości będziemy musieli mieć w naszych portfelach komponent „zielonych obligacji”. Oznacza to, że „zielone finansowanie” staje się mniej więcej tak samo cenne, jak inne rodzaje finansowania i czyni je atrakcyjnym dla firm, które chcą pożyczać pieniądze z „zielonymi możliwościami”, „zielonymi referencjami”. 

Czy transformacja energetyczna może stanowić podstawę do rozwoju sektora, a co za tym idzie gospodarki?

Widzę, że to wszystko jest częścią tego samego trendu i czegoś, co zmieni kształt gospodarki. Może jeszcze warto wspomnieć, że jest to częściowo efekt COVID-19 i ograniczeń, które wielu z nas zmusiły do pracy zdalnej – w domu.

A praca w domu stała się możliwa dzięki upowszechnieniu się nowych technologii. Jeśli praca w domu staje się bardziej powszechna w wielu społeczeństwach, stanowi to dużą premię za innowacje cyfrowe. To są właśnie te nowe możliwości inwestycyjne. „Zielony” biznes może być zbieżny z cyfrowym – myślę, że w sposób, w jaki identyfikuje go Komisja Europejska. W związku z tym, że transformacja sięga o wiele dalej niż tylko zamykanie kopalń, spodziewam się, że rzeczy, których prawdopodobnie nawet sobie nie wyobrażaliśmy, staną się o wiele bardziej znaczącą częścią globalnej gospodarki.

Transformacja energetyczna wygeneruje również nowe fale polityczne. Partia polityczna, która wspiera na przykład pracowników kopalni, będzie musiała dokonać rewolucji w sposobie myślenia na temat korzystania z zasobów państwowych. Powstanie dylemat, jak i gdzie alokować uwolniony potencjał siły roboczej. Jeśli będzie to sektor „zielony”, to w którym z jego obszarów powinni znaleźć swoje miejsce byli górnicy. Te przemiany będą miały wpływ na ewolucję polityki i gospodarki.

Iain Begg – profesor London School of Economics, badacz w Instytucie Europejskim LSE. Ekonomista polityczny oraz dyrektor projektu badawczego Dahrendorf Forum. Jego głównym przedmiotem badań jest ekonomia polityczna integracji europejskiej i zarządzanie gospodarcze w UE. Prowadzi badania nad gospodarczymi i fiskalnymi konsekwencjami Brexitu, zarządzaniem europejską polityką gospodarczą i społeczną, ewaluacją polityki spójności UE oraz reformą budżetu UE.

Więcej artykułów