fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

18.7 C
Warszawa
czwartek, 23 maja, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Ryzykowny turecki poker z Putinem

Turcja pragnie sojuszu z Rosją, by przejąć kontrolę nad sytuacją w Syrii – donosi „The Jerusalem Post”

Warto przeczytać

Turcja chciałaby pozbyć się Amerykanów ze wschodniej Syrii. W tym celu szuka sojuszu z Rosją.

Turcja pragnie pogłębić swoją współpracę z Rosją. Jedną z aren wspólnych działań i interesów może być wschodnia Syria, z której Turcja chciałaby wyrzucić amerykańskie siły. Już w przeszłości Turcja najeżdżała część północnej Syrii, przeprowadzając na tych terenach czystki etniczne wymierzone między innymi w Kurdów. Wydawałoby się zatem, że popierająca obecny reżim syryjski Rosja stoi po drugiej stronie konfliktu, jednak państwa te łączy wspólny interes polegający na pozbyciu się amerykańskich wpływów w tym regionie.

Rykoszetem oberwać może Izrael, bo obecnie rządząca w Turcji partia jest wrogo nastawiona także do tego państwa, a ostatnimi czasy także Rosja coraz silniej krytykuje Izrael za prowadzone w Syrii ataki lotnicze.

Rosja wyraźnie pokazuje zamiar większego zaangażowania w sprawy Syrii, czemu świadczyły prowadzone na początku września rozmowy między Moskwą a Jerozolimą, a także rosyjskie rozmowy z Turcją. Nie wiadomo zatem, czy ewentualny sojusz rosyjsko-turecki będzie miał na celu jedynie wspomniane wcześniej wyparcie wojsk amerykańskich, czy także stanie się problemem dla Izraela. Wyparcie amerykanów z regionu już samo w sobie byłoby zresztą niekorzystne dla państwa izraelskiego, ponieważ na terenie Syrii, Iran prowadzi działania mogące zagrozić Jerozolimie.

Przejawy współpracy rosyjsko-tureckiej mogliśmy już zaobserwować przy okazji szczytu zorganizowanego w Soczi, gdzie turecki prezydent powiedział, że pokój w Syrii zależy od stosunków między Ankarą a Moskwą. Prezydent Turcji miał także wygłosić przemówienie na południu Rosji, stojąc u boku Władimira Putina.

„Prezydent Erdogan podkreślił znaczenie wspólnych działań jego kraju z Moskwą w kontekście konfliktu syryjskiego” – podał rządowy kanał tureckiej telewizji TRT. Ponieważ w Turcji nie ma prawdziwych mediów opozycyjnych, komunikaty medialne są zgodne z linią określaną przez rządzącą partię AKP.

„Ze swojej strony Putin powiedział, że choć jego spotkania z Erdoganem nie zawsze przebiegały bez problemów, to instytucje ich krajów są w stanie osiągnąć porozumienia” – podało TRT. Także inne doniesienia tej agencji informacyjnej wskazywały na to, że turecka strona może dążyć do zaostrzenia konfliktu w północno-wschodniej Syrii, gdzie stacjonują amerykańskie wojska, a wspierane przez nich Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) pokonały ISIS i próbują utrzymać pokój.

Z kolei dla Turcji, SDF to terroryści, ponieważ popiera ich USA. Turcja używa dronów do ostrzeliwania pozycji SDF, a także nęka tamtejsze mniejszości chrześcijańskie, kurdyjskie i jazydzkie, wykorzystując przyjazne jej syryjskie grupy ekstremistyczne.

Kiedy w Białym Domu rezydował Donald Trump, Turcja dość swobodnie atakowała syryjskie mniejszości. W październiku 2019 r., kiedy siły amerykańskie wycofywały się z regionu, wojska tureckie zaatakowały SDF i przeprowadziły czystki na Kurdach. Administracja Trumpa miała bliskie związki z Turcją, a ówczesne amerykańskie think tanki przejawiały często protureckie poglądy.

Za wspieraniem Turcji przez administrację Trumpa miała stać chęć zwalczenia syryjskiego reżimu. Problem w tym, że Ankara współpracowała wtedy z dżihadystami i grupami ekstremistycznymi, takimi jak na przykład Ahrar al-Sharqiya, a nawet z grupami powiązanymi z Al-Kaidą, takimi jak Hayat Tahrir al-Sham. Dokonywały one zbrodni przeciwko ludzkości, a za cele swoich ataków obierały mniejszości i kobiety, a nie wojska reżimu.

Polityka administracji Trumpa zmieniła się, kiedy Turcja zwiększyła swoje sojusze z Hamasem, Iranem i Rosją, kupując między innymi rosyjskie systemy obrony powietrznej S-400, jednocześnie nasilając swe antyizraelskie nastroje.

Obecnie Turcja stopniowo ogranicza swoje poparcie dla Bractwa Muzułmańskiego i Hamasu, szukając jednocześnie sojuszy z Egiptem czy Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, choć wcześniej wydawała się względem nich wrogo nastawiona. Jednocześnie wycofuje się z działań w Azerbejdżanie czy Libii. Na tym tle przebiegało także wspomniane spotkanie w Soczi. 

Według raportów TRT „główne projekty inwestycyjne między dwoma krajami są kontynuowane zgodnie z planem, a handel dwustronny między nimi wzrósł o 50 proc. ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku, nadrabiając wcześniejsze straty i osiągając znaczny wzrost, wśród pandemii koronawirusa, powiedział Putin na imprezie w Soczi, gdzie odbywało się spotkanie”.

Wynika z nich także, że prezydent Erdogan zabrał na spotkanie delegaturę tureckich polityków wysokiego szczebla, wśród nich szefa Narodowej Organizacji Wywiadowczej Hakana Fidana, dyrektora ds. komunikacji Fahrettina Altuna i rzecznika prezydenta Ibrahima Kalina. Widać więc wyraźnie, że Erdogan traktuje to spotkanie bardzo poważnie jako możliwość rozwinięcia dalekosiężnej strategii.

Rosja też poważnie myśli o partnerstwie z Turcją, a tamtejsza agencja prasowa TASS zaznaczyła, że wspólne rozmowy trwały aż trzy godziny. Moskiewska administracja uznała je za najważniejsze w ciągu ostatniego półtora roku, niejako pieczętując wzmocnienie sojuszu. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow poinformował agencję TASS, że rozmowy z Turcją już zostały zakończone.

„Obaj przywódcy omówili agendę w sektorze gospodarczym i w stosunkach międzynarodowych. Putin zwrócił szczególną uwagę na udaną współpracę obu krajów w sprawie sytuacji w Syrii i Libii. Skupił się również na pracy w celu kontroli zawieszenia broni w Górskim Karabachu”. Dla prezydenta Rosji jest to gwarancja stabilności w tym regionie.

Putin podziękował również Erdoganowi za jego stanowisko w sprawie budowy TurkStream, który zabezpiecza energetycznie Turcję i uniezależnia od trudności na europejskim rynku gazu. Turecki prezydent podkreślił, jak ważnym projektem jest budowa pierwszej w kraju elektrowni atomowej Akkuyu. Jej pierwszy blok energetyczny ma być gotowy w przyszłym roku.

TurkStream miałby być swego rodzaju uzupełnieniem Nord Stream 2, dzięki któremu Rosja mogłaby zaspokajać potrzeby energetyczne Europy. Za sojuszem Turcji z Rosją stoją więc wielkie pieniądze. Wydaje się jednak, że najbliższym celem będzie podzielenie Syrii i współpraca nad usunięciem Stanów Zjednoczonych z tego obszaru. Współpraca ta przypominałaby wcześniejsze działania Rosji, Iranu, Chin, Pakistanu, Turcji i Kataru zmierzające do wycofania sił USA z Afganistanu.

Możliwe, że w kolejnym etapie Iran, Rosja i Chiny będą dążyły do zmniejszenia wpływów Stanów Zjednoczonych w środkowej części Bliskiego Wschodu – zatem nie tylko w Syrii, ale i Iraku. Otworzyłoby to syryjskiemu reżimowi utworzenie dróg gospodarczych przez Irak i Jordanię. Aby było to możliwe, konieczne wydaje się otwarcie irańskiej „drogi do morza” przez Al-Bukamal i Damaszek, co w praktyce oznacza także usunięcie Amerykanów ze wschodniej Syrii, aby amerykańskie wojska nie mogły monitorować działań Iranu z bazy Al-Tanf w pobliżu Jordanii.

Ten proces, którego wynikiem miałoby być podzielenie Syrii na strefy wpływów, byłby efektem działań sięgających roku 2016, kiedy w Astanie zaczęły się rozmowy między Rosją, Turcją i innymi krajami zwiększającymi swoje wpływy na Bliskim Wschodzie.

Amerykanie w tamtym czasie skupili się na walkach z ISIS, dopiero późniejsza koncentracja USA na walce z syryjskim reżimem sprawiła, że relacje z Turcją stały się jeszcze bardziej kłopotliwe. Obecnie wydaje się, że relacje na linii USA – Turcja pozostaną wątłe, zwłaszcza w perspektywie nasilenia sojuszniczych działań tej drugiej z Rosją i Iranem.

Turcja chciała wykorzystać syryjskich ekstremistów w walce z Kurdami. Kiedy to zostało zrealizowane, syryjscy rewolucjoniści zostali zmarginalizowani i nie byli już dużą przeszkodą dla syryjskiego reżimu. Rosja uznała turecki plan za dobry sposób na pozbycie się syryjskich rebeliantów. Teraz jednak pozostał problem usunięcia HTS i przywrócenie wpływu reżimu na całą Syrię.

W Genewie natomiast toczą się rozmowy wspierane przez ONZ, których wynikiem ma być między innymi opracowanie konstytucji dla Syrii. Rosja i Turcja wykorzystują te rozmowy, by tworzyć iluzję potencjalnej niezależności kraju, choć wydaje się, że faktyczny wpływ na przyszłość Syrii ma nie tyle ONZ, ile Moskwa i Ankara.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię