fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

28.5 C
Warszawa
sobota, 13 lipca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Modernizacja armii USA. Nie wystarczy nowoczesna technologia, potrzebna jest strategia działania

Armia amerykańska w imię modernizacji w zawrotnym tempie wdraża najnowocześniejsze systemy uzbrojenia. Jednak dr Dan Goure z Lexington Institute zastanawia się, czy armia nie myli postępu technologicznego z prawdziwą nowoczesną strategią wojenną.

Warto przeczytać

Kiedy armia amerykańska mówi o zmianach, skupia się przede wszystkim na nowych, zaawansowanych możliwościach i na usprawnieniu systemu pozyskiwania sprzętu. Sukcesy w rozwoju nowych i – miejmy nadzieję – znacznie bardziej wydajnych systemów uzbrojenia, platform i urządzeń wspomagających są bardzo pozytywne – pisze Daniel Goure na łamach Breaking Defense.

W opinii wiceprezesa Lexington Institute wysiłki amerykańskiej armii na rzecz transformacji są w najlepszym wypadku sukcesem „nierównomiernym”. Mimo że wkrótce będzie miała do dyspozycji wiele nowych możliwości i mimo optymizmu związanego z koncepcją Multi-Domain Operations, nadal nie jest jasne, w jaki sposób zamierza wykorzystać tę przewagę do pokonania przeciwnika, który technologicznie jest jej równy i ma przewagę polegającą na tym, że znajduje się blisko miejsca, gdzie będą toczyć się konflikty.

Program modernizacyjny 31+4

Armia modernizuje się w ramach programów 31+4. Twierdzi, że w ciągu najbliższych kilku lat zrealizuje co najmniej 22 z 35 programów. Obejmują one pocisk hipersoniczny, kilka precyzyjnych broni uderzeniowych dalekiego zasięgu, ulepszone systemy wizyjne dla żołnierzy, lasery taktyczne i sztuczną inteligencję. Do końca dekady armia spodziewa się rozpocząć wdrażanie bogatego wachlarza możliwości lądowych, powietrznych, kosmicznych i cybernetycznych z programów modernizacyjnych 31+4.

Analityk przypomina, że dowództwo zebrało ok. 35 mld dolarów ramach przeglądu budżetu oraz działań badawczo-rozwojowych, co pozwoli skutecznie utrzymać najwyższy priorytet, jakim jest rozwój potencjału. Utrzymane zostały również fundusze na krytyczne elementy wyposażenia, w tym czujniki i systemy łączności, niezbędne do pełnego wykorzystania zmodernizowanego wyposażenia.

Uzależnienie od istniejącego obecnie wyposażenia

Jednocześnie jednak – jak podkreśla dr Dan Goure – armia zdecydowała się ograniczyć inwestycje w inne systemy, takie jak zaawansowana wersja SEPV3 czołgu Abrams i lekkie pojazdy taktyczne (Joint Light Tactical Vehicles – JLTV), mimo że będą one miały kluczowe znaczenie dla jej zdolności do prowadzenia wysokiej jakości działań wojennych na lądzie. Dlatego też nawet przy najbardziej udanym programie modernizacyjnym w historii, armia jeszcze przez wiele dekad będzie uzależniona od istniejącego obecnie wyposażenia.

Dążenie do przedkładania nowych technologii nad kompleksową modernizację jest również widoczne w działaniach organizacyjnych.

Nawet po utworzeniu Army Futures Command, które miało nadzorować szybką modernizację, armia utworzyła dodatkową komórkę – Biuro Szybkich Zdolności i Technologii Krytycznych (RCCTO), aby skupić się na dokonywaniu szybkich postępów w najtrudniejszych, ale potencjalnie wpływowych obszarach, takich jak hipersonika, energia kierowana, sztuczna inteligencja i przestrzeń kosmiczna. Niedawno dyrektor RCCTO gen. broni Neil Thurgood jako przykład udanej modernizacji podał sukces swojej organizacji w zmianie sposobu funkcjonowania kultury zakupów, tak, aby w ciągu czterech lat dostarczyć pierwszą baterię pocisków hipersonicznych.

Nowe sposoby wykorzystania sił

Kiedy armia uwierzyła, że szybkie zdobywanie nowych rzeczy równa się modernizacji? – pyta autor analizy.

„Historia wojskowości sugeruje, że o ile lepszy sprzęt może mieć znaczenie w potencjalnym konflikcie, o wiele ważniejsze jest opracowanie koncepcji operacyjnej, a w końcu doktryny, która może być skuteczna wobec sposobu, w jaki zamierza walczyć przeciwnik” – czytamy.

W roku 1940 armia francuska dysponowała lepszymi czołgami i myśliwcami niż niemiecki Wehrmacht. Francja została jednak pokonana, ponieważ nie wiedziała, jak prowadzić wojnę zmechanizowaną. Jej nowy sprzęt został wykorzystany w strategii opartej na statycznej, pozycyjnej obronie. Niemcy, z gorszymi czołgami i armią zmechanizowaną, opracowali nowe sposoby wykorzystania swoich sił i nowatorskie podejście do współpracy powietrzno-lądowej, które sprawdziło się w walce z wieloma przeciwnikami przez pierwsze lata wojny.

Wielka Piątka wpasowała się w potrzeby bitwy powietrznej

Ostatni raz armia USA z powodzeniem przeprowadziła gruntowną modernizację latach 80., kiedy to miała szczęście skorzystać z dwóch wydarzeń, które w porę się ze sobą zbiegły. Pierwszym z nich był długofalowy, wielokierunkowy wysiłek modernizacyjny, który zaowocował powstaniem tak zwanej Wielkiej Piątki systemów uzbrojenia, do dziś stanowiący trzon zdolności wojsk lądowych armii: czołgu M1 Abrams, bojowego wozu piechoty Bradley, systemu obrony powietrznej Patriot, śmigłowca szturmowego AH-64 Apache oraz śmigłowca użytkowego UH-60 Black Hawk.

Drugą zmianą było sformułowanie nowej koncepcji operacyjnej nazwanej AirLand Battle. Miała ona na celu wykorzystanie penetrującej siły powietrznej i ofensywnego manewru naziemnego do wykorzystania wysoce ustrukturyzowanego i stosunkowo przewidywalnego stylu działania armii radzieckiej. Wielka Piątka ściśle wpasowała się w potrzeby bitwy powietrznej, zwiększając zdolność armii do wykorzystania luk w rozmieszczeniu sowieckich sił lądowych.

Możliwości prowadzenia manewrów strategicznych

Obecnie amerykańska armia rozwija coś, co określa jako nową koncepcję operacyjną, zwaną Multi-Domain Operations (MDO). Nie jest to sposób prowadzenia walki, ale próba wykorzystania możliwości, jakie stwarza rozwój ofensywnych systemów ogniowych w wielu środowiskach: lądowym, morskim, powietrznym, kosmicznym i cybernetycznym. Dokumenty MDO mówią o tworzeniu wyzwań dla przeciwnika dzięki skoordynowanemu zarządzaniu różnorodnymi, rozproszonymi możliwościami ofensywnymi w ramach połączonych sił. W ten sposób armia będzie w stanie spenetrować i zdezintegrować zdolności obronne przeciwnika, tworząc tym samym możliwości prowadzenia manewrów strategicznych.

„Podczas gdy armia zainwestowała znaczne środki w uzbrojenie, zrobiła znacznie mniej, aby opracować w pełni rozwiniętą koncepcję operacyjną, za której pomocą mogłaby walczyć w przyszłym konflikcie. Na co komu bateria, a nawet całe bataliony broni hipersonicznej, jeśli nie wiadomo, do czego i po co mają strzelać? Sześć priorytetów modernizacyjnych zapewnia nowe zabawki dla każdego żołnierza, ale strzelanie dalej i latanie szybciej nie jest koncepcją operacyjną” – podkreśla wiceprezes Lexington Institute.

Mało miejsca na ofensywną wojnę manewrową

Dr Daniel Goure zaznacza przy tym, że MDO nie jest koncepcją operacyjną. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek nią będzie. Jest to raczej doktryna ogniowa lub plan obsługi celów. Jest to szczególnie widoczne na Indo-Pacyfiku, gdzie jest bardzo mało miejsca na ofensywną wojnę manewrową, może z wyjątkiem Półwyspu Koreańskiego. Jak opisano w niedawno opublikowanym dokumencie strategicznym, podejście armii do walki na Indo-Pacyfiku polega na rozproszeniu formacji na różnych wyspach, aby uczynić je trudnymi do wykrycia, jednocześnie oddając strzały w kierunku chińskich sił powietrznych i morskich.

Co więcej, broń może i jest coraz lepsza, ale nie ma koniecznego wywiadu, obserwacji i rozpoznania, komunikacji i logistyki, które uczyniłyby ją skuteczną. Co więcej, siły amerykańskie nie są rozmieszczone tam, gdzie mogłyby skutecznie prowadzić działania MDO  ani w Europie, ani na Indo-Pacyfiku.

Zupełnie nowe sposoby prowadzenia walki

W jaki sposób armia amerykańska będzie przeciwdziałać szybko postępującej rosyjskiej ofensywie lądowej przeciwko państwom bałtyckim, Polsce czy Ukrainie? Być może o wiele ważniejsze jest posiadanie dużych, ciężkich, opancerzonych sił lądowych rozmieszczonych wzdłuż wschodniej flanki NATO niż rozmieszczenie baterii systemów ogniowych dalekiego zasięgu na tyłach.

„Armia potrzebuje zupełnie nowego sposobu prowadzenia walki na ogromną skalę z równie dobrze wyposażonymi przeciwnikami, mającymi przewagę w postaci bliskości pola bitwy i możliwości wyboru czasu i miejsca rozpoczęcia działań wojennych” – konkluduje autor analizy.

Dr Daniel Goure jest starszym wiceprezesem Lexington Institute, organizacji zajmującej się badaniem polityki publicznej w Północnej Wirginii. Dr Goure pracował w Biurze Sekretarza Obrony w latach 1991-1993 jako dyrektor Biura Konkurencyjności Strategicznej.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ