fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.1 C
Warszawa
wtorek, 27 lutego, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Dyskryminacja polskich firm na naszym rynku inwestycji energetycznych

Trudno konkurować, gdy zagraniczny podmiot już na starcie inwestycji ma uprzywilejowaną pozycję względem polskiego partnera.

Warto przeczytać

Morskie Farmy Wiatrowe (MFW) od dłuższego czasu ogniskują uwagę energetyków, samorządów, specjalistów od off-shore i statystycznego Kowalskiego. Skoro bowiem transformacja polskiej energetyki i dekarbonizacja gospodarki odbywa się tu i teraz, nie sposób abstrahować od wyzwań i szans, jakie to bezprecedensowe co do skali i złożoności zadanie stawia przed wszystkimi interesariuszami.

Do tematu wracaliśmy wielokrotnie, odnosząc się do kwestii technologii, organizacji procesu i źródeł jego finansowania, zapewnienia warunków do budowy kompetencji polskich firm w zakresie off-shore, również w aspekcie prawno-regulacyjnym, wreszcie stworzenia warunków logistycznych i przyszłej perspektywy dostępu do inwestycji zagranicznych. 

Niestety, jak dotąd polskie podmioty nie miały szans w konfrontacji z zasobnymi, doświadczonymi i posiadającymi własne zaplecze badawczo-rozwojowe gigantami z Wielkiej Brytanii, czy pobliskiej Danii. 

Olbrzymia skala inwestycji i potencjalne szanse na rozwój polskich firm 

Wydawało się, że pomimo podnoszonych zastrzeżeń i pytań potencjalnych interesariuszy, w każdym z wymienionych obszarów uzyskano znaczący postęp i mamy realną szansę podniesienia kwalifikacji, zbudowania własnego zaplecza i poprawy standingu polskich przedsiębiorstw elektroenergetycznych. Mamy potencjał do powstania całej rzeszy wysoko wyspecjalizowanych podmiotów, zapewniających ciągłość działania, magazynowanie energii, serwisowanie i konserwację instalacji oraz ochronę i monitorowanie infrastruktury.  

Rzeczywisty wymiar wyzwania to perspektywa 2026, kiedy to pierwszy prąd z morskich farm wiatrowych zasili polski system elektroenergetyczny. Stąd zaawansowane prace na sieci przesyłowej, jak i inwestycje w magazynowanie energii. Tylko na Pomorzu, a więc w bezpośrednim zasięgu źródeł wytwarzania powstanie 250 km nowych linii przesyłowych a kolejne 200 zostanie zmodernizowane. Jak informuje rzecznik PSE do roku 2030, oznacza to nakłady rzędu 4,5 mld, z czego gros realizacji i przyłączy, oznaczających faktyczną konwersję polskiego systemu elektroenergetycznego, dotąd zasilanego głównie ze źródeł zlokalizowanych na południu kraju, przypadnie, jak wynika z umów z inwestorami na lata 2025 – 2028. 

Kluczowe realizacje obejmują stacje elektroenergetyczne Choczewo i Krzemienica opodal Słupska, jak również – o czym pisaliśmy – linie 400 kV: Choczewo – Żarnowiec, Choczewo – Gdańsk Przyjaźń, Choczewo – modernizacja linii Gdańsk Błonia – Grudziądz Węgrowo oraz Choczewo – Słupsk.

Już wcześniej na terenie Pomorza rozbudowano sieć przesyłową o linie 400 kV o łącznej długości blisko. 320 km na odcinku: Grudziądz – Pelplin – Gdańsk Przyjaźń, Gdańsk Przyjaźń – Żydowo Kierzkowo, Żydowo Kierzkowo – Słupsk. W tych lokalizacjach wybudowano równocześnie nowe bądź zmodernizowano istniejące stacje elektroenergetyczne. 

Ambitne zadania i cele

W efekcie przeprowadzonych w roku 2020 studiów i analiz wytypowano dotąd lokalizacje dla dwóch nowych stacji oraz zaplanowano przebieg czterech linii przesyłowych. Negocjacje i uzgodnienia z samorządami oraz lokalnymi społecznościami poprzedziła inwentaryzacja zasobów przyrodniczo-krajobrazowych na terenie zaplanowanych inwestycji. Jest to bowiem warunek uzyskania decyzji środowiskowych. Dotąd odbyło się 200 takich spotkań, poprzedzających ostateczne uzgodnienia oraz przygotowujących wykup gruntów. 

Konsultacje mają charakter ciągły i cykliczny, a w ich wyniku dokonano szeregu korekt przebiegu planowanych linii przesyłowych. Do końca tego roku odbędzie się jeszcze kilkanaście podobnych spotkań. Perspektywa roku 2022 to przetargi na prace budowlane i montażowe. Już teraz jednak doszło do podpisania umów na dostawy przewodów fazowych w roku 2023. 

Nie przypadkiem prace studyjne, projektowe, konsultacje społeczne i uzyskanie koniecznych decyzji i pozwoleń wzięły na siebie PSE jako podmiot zamawiający. Pozwala to lepiej zaplanować harmonogram kolejnych prac, optymalizować z racji efektu skali ceny dostaw materiałów i komponentów, wreszcie zmniejsza poziom zaangażowania finansowego po stronie wykonawców. 

Nierówna walka o polski udział w kontraktach

Wydawałoby się, że zwłaszcza z punktu widzenia polskich partnerów to działanie racjonalne, zapewniające dostęp do atrakcyjnych kontraktów. Taki pogląd weryfikuje złożony w Urzędzie Regulacji Energetyki Plan łańcucha dostaw materiałów i usług. Dla projektów Baltica 2 i Baltica 3 ograniczono się tymczasem do nader ogólnikowego stwierdzenia, że „ogłoszenie postępowań zakupowych dla prac lądowych ma nastąpić w roku 2022”. 

Przypomnijmy, że mowa o projekcie realizowanym przez PGE wespół z duńską firmą Oested – światowym potentatem na rynku tego rodzaju projektów. W przypadku projektów MFW Bałtyk II i III, gdzie partnerem Polenergii jest norweski Equinor wybór dostawcy lądowych instalacji oraz prace budowlane na stacji i linii przesyłowej, zaplanowano na trzeci kwartał roku 2023. Kolejna farma: BC-Wind Polska, na której realizację URE przyznał kontrakt kontrolowanej przez EDP Renewables (EDPR) i Engie spółce joint-venture Ocean Winds z siedzibą w Madrycie o mocy 369,5 MW dokona wyboru dostawców i wykonawców sieci przesyłowych w 3. kwartale 2024 a stacji transformatorowej kwartał wcześniej. 

Część inwestorów – jak RWE zastrzega sobie poufność tych danych. Nie można zapominać o Orlenie, który wszedł do gry nieco później, za to z impetem, bo przyjmowanie ofert na dostawy dla potrzeb Balic Power realizowanej wraz z kanadyjskim Northland Power zakończy się w tym miesiącu. 

Wszyscy inwestorzy twierdzą, że odmiennie niż w przypadku morskiego segmentu planowanych inwestycji, potencjał krajowych firm stwarza im szanse skutecznego ubiegania się o udzielenie zamówienia w formule „pod klucz” zwanej też „zaprojektuj i wybuduj”, przy czym tak PSE, jak inni operatorzy, część zdań biorą na siebie. Nie przypadkiem więc Orlen powierzył prace projektowe i realizację zadań wynikających z wyprowadzenia mocy na odcinku lądowym planowanej inwestycji Baltic Power krajowemu Enprom’owi. Firma tylko w minionym roku zrealizowała trzy projekty linii przesyłowych 400 kV, z czego jeden poza granicami Polski. 

Tyle że z zapowiadanej pierwotnie formuły „zaprojektuj i wybuduj” pozostał tylko ten ostatni. Sytuacja finansowa wielu firm pozostawia obecnie wiele do życzenia. Wynika to z braku rytmiki bieżących zleceń na duże roboty. W pewnej mierze powodem był harmonogram prac studyjnych i przygotowawczych, o czym PSE informowały zainteresowane strony. Swoje dołożyła także pandemia i jej następstwa. 

Brak zleceń ze strony dystrybutorów energii w połączeniu z post pandemicznym zakłóceniem łańcucha dostaw, spowodował skokowy wzrost kosztów. Rozwiązaniem problemu jest usprawnienie rozliczeń i dzielenie zadań na etapy, co skraca czas realizacji oraz. Warunkiem mitygowania ryzyka są także dostawy inwestorskie, gdzie z racji efektu skali można uzyskać korzystniejsze warunki, a wykonawca nie zamraża kapitału własnego. 

Procedury przetargowe dyskryminują polskie podmioty

Odrębne wyzwanie stanowią warunki przyłączeniowe mocy z Morskiej Farmy Wiatrowej, nie tylko ze względu na określone w SIWZ (Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia) parametry mocy przyłączeniowych, ich alokację i poziom napięcia, ale z uwagi na stabilizację całego systemu. Wymaga to standaryzacji, co w naszych warunkach stanowi nowe doświadczenie w zakresie parametrów, z jakimi polscy operatorzy nie mieli wcześniej do czynienia. 

W tym kontekście zagadnienie magazynów energii nabiera kluczowego znaczenia. W efekcie rośnie zapotrzebowanie rynku nie tylko na prace projektowe, ale studia z zakresu uwarunkowań realizacji, doradztwo techniczne oraz analizy o charakterze systemowym. Dlatego szczególnie ważna jest współpraca z zapleczem naukowo-badawczym, w tej liczbie z uczelniami i ośrodkami akademickimi. Nowe standardy dotyczą nie tylko technologii czy modelu finansowego, ale także organizacji, logistyki, a nawet komunikacji. 

Jeszcze w czerwcu b.r. zwracał na to uwagę w rozmowie z niżej podpisanym szef katowickiego Elbudu Henryk Spierewka wskazując, że procedury przetargowe w obliczu braku płynności finansowej eliminują już na starcie szereg krajowych podmiotów. 

Bruksela sprzyja zagranicznym firmom w Polsce 

Przyjęte w kontraktach różnicowych ceny za MW energii wytworzonej w MFW zgodne z rozporządzeniem Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz ustawą o morskiej energetyce wiatrowej, gwarantują zabezpieczenie interesów inwestorskich, gdzie w każdym projekcie główna rola przypada zagranicznym potentatom, co więcej także spoza europejskiego obszaru gospodarczego. 

Interesy krajowych wykonawców nadal zależą więc od tych, którzy z racji doświadczenia, potencjału, zasobów kapitału i nieskrepowanego dostępu do rynku dyktują warunki gry. 

Próba zapewnienia równego dostępu do kontraktów na morską część inwestycji jest jeszcze trudniejsza. Paradoksalnie w tym przypadku nie chodzi tylko o potencjał finansowy, technologiczny, czy doświadczenie w tego rodzaju realizacjach. Konstrukcje i urządzenia dla MFW obejmują m.in., sztuczne wyspy. Jedna z nich już powstała dla potrzeb innego strategicznego projektu, jakim jest przekop Mierzei Wiślanej. 

Tymczasem Bruksela przestrzega przed rzekomymi próbami dyskryminacji, do czego mają jakoby prowadzić prace w Ministerstwie Infrastruktury nad rozporządzeniem o postępowaniu rozstrzygającym. 

Konkretnie spór dotyczy warunku, by wykonawca dysponował doświadczeniem w zakresie budowy elektrowni konwencjonalnych, czego znaczna część potencjalnych kontrahentów zagranicznych od dawna nie czyni. Artykuł 15 ust. 1 dyrektywy 2018/2001o OZE formułuje wprost zakaz dyskryminacji. 

W efekcie w imię słusznych co do zasady założeń polskie firmy tracą potencjalne szanse na udział w realizacji drugiego etapu inwestycji, których pierwszy etap stał się udziałem konsorcjów, gdzie główna rola wykonawcza i udział w wynikających stąd zyskach przypadnie wymienionym wcześniej europejskim i nie tylko, potentatom rynku OZE.

Po raz kolejny zatem miało być dobrze, a wyszło jak zwykle. Polskie inwestycje, zamiast kreować kapitał naszych przedsiębiorców, są źródłem pewnych zysków dla zagranicznych gigantów.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły