fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
wtorek, 18 czerwca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Usytuowanie prawa krajowego względem unijnego

Polski Trybunał Konstytucyjny nie jest pierwszym, który uznał wyższość Konstytucji – komentarz Jean-Érica Schoettla dla „Le Figaro”

Warto przeczytać

Polski Trybunał Konstytucyjny uznał część artykułów Traktatu o Unii Europejskiej za niekonstytucyjne. Francuski Sąd Najwyższy ma podobne zdanie, ale to decyzja polskiego Trybunału budzi największe kontrowersje. Skąd się one biorą – wyjaśnił Jean-Éric Schoettl, były sekretarz generalny francuskiej Rady Konstytucyjnej w latach 1997-2007.

Chodzi o orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 7 października 2021 r. Rozstrzygało ono, że dwa artykuły Traktatu o Unii Europejskiej, art. 1 (o „coraz ściślejszej unii narodów Europy”) oraz art. 19 (o Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej), są niezgodne z polską Konstytucją, ponieważ dopuszczają nadrzędność europejskiego prawa nad polskim. Orzeczenie nie miało na celu potępiać sam Traktat i jego funkcję, a jedynie ten zakres artykułów, który dopuszcza wyższość europejskiego prawa nad krajowym. Naruszało to zresztą powszechną zasadę absolutnego pierwszeństwa, którą wywodzi się z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich (dziś Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej) z dnia 15 lipca 1964 r. w sprawie Costa przeciwko Enel: „Prawo traktatowe, ze względu na swój pierwotny charakter, nie może być sądownie przeciwstawiane żadnemu tekstowi krajowemu”.

Należy zwrócić uwagę na ważne rozróżnienie. Polski Trybunał Konstytucyjny nie uznał Traktatu o Unii Europejskiej za niezgodny z Konstytucją RP. Nawet artykuły 1 i 19 nie zostały uznane w całości za niezgodne z konstytucją. Gdyby tak się stało, moglibyśmy mówić o jurydycznym Polexicie. Ale orzeczenie z 7 października mówi tylko o konkretnym zakresie dwóch wspomnianych artykułów – o ingerencji instytucji europejskich (w tym szczególnie TSUE) w obszary suwerenności, czyli na przykład organizację wymiaru sprawiedliwości. To, co było celem polskiego Trybunału Konstytucyjnego, to zwrócenie uwagi na fakt, że Konstytucja RP nie przewiduje możliwości zrzeczenia się suwerenności na obszarach, w które ingerują artykuły.

Tymczasem Komisja Europejska bardzo negatywnie przyjęła orzeczenie polskiego Trybunału. 8 października wystosowała komunikat, w którym podkreśliła, że nadrzędność europejskiego prawa nad wszelkimi zapisami krajowymi (nawet konstytucyjnymi) jest podstawą Unii Europejskiej.

Za swoją postawę Polsce grożą finansowe konsekwencje, w tym brak dostępu do środków z europejskiego planu odbudowy po pandemii koronawirusa, czyli 23 mld euro. Oznacza to jednak, że za takie, a nie inne orzeczenie Trybunału zapłacą wszyscy Polacy, a kraj może popaść w ekonomiczne tarapaty, co z pewnością nie będzie sprzyjać porozumieniu między narodami, które było nadrzędnym celem omawianego Traktatu (i wszystkich pozostałych).

Można oczywiście spotkać się z opinią, że Polska wiedziała, co robi, na co się godzi, wstępując do Unii Europejskiej. To prawda, ale zauważmy, że traktaty UE, które podpisała także Polska, nie zawierały konkretnych postanowień czy przepisów w kwestiach społecznych, takich jak aborcja, zmiana płci czy małżeństwa osób homoseksualnych. Nie było w nich też wskazania statusu sędziów krajów członkowskich. Dziś zwolennicy narzucania rozwiązań w tym zakresie mówią, że znalazły się „w pakiecie” traktatowym, ale to nieprawda. Irlandia na przykład, będąc w Unii, przez długi czas nie uznawała nawet rozwodów, a co dopiero aborcji, a mimo to nie była przedmiotem krytyki europejskich władz. 

W opinii publicznej pojawiały się twierdzenia, że orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego jest prowokacją, która nie miała jeszcze miejsca w Unii. Że to bezprecedensowy atak na unijne struktury. To oczywiście nieprawda, bo podobne zastrzeżenia zgłaszał już niemiecki Trybunał Konstytucyjny oraz francuski Sąd Najwyższy.

W przypadku Niemiec sąd w Karlsruhe 5 maja 2020 r. dezawuował działania Europejskiego Banku Centralnego w kontekście luzowania ilościowego, a także ich zatwierdzenie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Verfassungsgericht uznał wtedy, że zapisy traktatów powinny być interpretowane zgodnie z wolą ludzi, którzy je ratyfikowali. Sąd niemiecki dał pierwszeństwo zasadzie demokracji zapisanej w Grundgesetz (niemieckiej Ustawie Zasadniczej), a zatem uznaje nadrzędność prawa niemieckiego nad europejskim. Inaczej niż orzekana przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości zasada wyższości prawa unijnego, która pojawiła się też w bardzo zawiłej deklaracji załączonej do Traktatu Lizbońskiego (było to zresztą konsekwencją negatywnych wyników referendów we Francji i Holandii w 2005 r.).

Ale niemieckie orzeczenie z 2020 r. to tylko następstwo wielu orzeczeń Trybunału w Karlsruhe, które wskazywały, że to państwa członkowskie są siedzibą władz demokratycznych. 30 czerwca 2009 r. niemiecki Trybunał Konstytucyjny podjął decyzję w sprawie Traktatu Lizbońskiego, by ograniczyć coraz większe zapędy Unii w ingerencję, w suwerenność państw członkowskich. 

We Francji sprawa wyglądała poważnie. We francuskim systemie prawnym istnieją trzy sądy najwyższe i orzekły one, że suwerenność narodowa może być ograniczana przez prawo europejskie, ale tylko w zakresie przewidzianym konstytucją. Ingerencje te nie mogą jednak podważać tożsamości konstytucyjnej Francji, w której sądy upatrywały się zresztą granicy wynikających z samych zapisów traktatowych (art. 4 § 2: „Unia szanuje równość Państw Członkowskich wobec Traktatów, jak również ich tożsamość narodową, nierozerwalnie związaną z ich podstawowymi strukturami politycznymi i konstytucyjnymi”).

Postawa ta została potwierdzona w wyroku w sprawie zgromadzenia Sarran i Levacher z 30 października 1998 r., w którym zaznaczono, że francuska Konstytucja ma wyższą rangę niż zobowiązania międzynarodowe: „Nadrzędność przyznana przez art. 55 Konstytucji zobowiązaniom międzynarodowym nie ma zastosowania w porządku krajowym do przepisów o charakterze konstytucyjnym”. Także w 2000 r. francuski Sąd Kasacyjny musiał przedstawić stanowisko w sprawie istotności prawa krajowego i traktatowego (dokładniej Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności). Zauważył wtedy, że choć art. 55 Konstytucji dopuszcza nadrzędność zobowiązań międzynarodowych nad ustawami, to nie ma on zastosowania w krajowym porządku prawnym do przepisów o charakterze konstytucyjnym.

Przytoczone wyroki francuskich sądów pokazują wyraźnie, że dla Francji Konstytucja ma w prawie wewnętrznym (tj. przed sądami krajowymi) wyższą wartość prawną niż traktaty. I to bez względu na to, że w ramach samej Konstytucji istnieje możliwość ograniczenia suwerenności. To ograniczanie musi bowiem odbywać się w obrębie określonych granic, a poza nimi traktowane jest jako naruszenie francuskiej tożsamości konstytucyjnej.

Chodzi konkretnie o artykuł 88-1 Konstytucji Francji, który mówi, że „Republika uczestniczy w Unii Europejskiej złożonej z państw, które swobodnie postanowiły wykonywać niektóre ze swych kompetencji wspólnie na mocy Traktatu o Unii Europejskiej i Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej”. Co za tym idzie, francuska Rada Konstytucyjna uznała, że Zgromadzenie Konstytucyjne „ustanowiło w ten sposób istnienie wspólnotowego porządku prawnego, zintegrowanego z wewnętrznym porządkiem prawnym i odrębnego od międzynarodowego porządku prawnego”. W czerwcu 2004 r. Trybunał orzekł, że „transpozycja dyrektywy wspólnotowej do prawa krajowego jest wymogiem konstytucyjnym”. Jednocześnie jednak zastrzegł, że prawo europejskie nie może być sprzeczne z zasadą „nierozerwalnie związaną z tożsamością konstytucyjną Francji”, czyli na przykład z zasadą świeckości.

Dziwne zatem, że władze francuskie potępiają Polskę i orzeczenie jej Trybunału, skoro one same, jako pierwsze nie chciały oddać pełnej suwerenności w ręce Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Chodziło o decyzję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który uznał, że dyrektywa 2003/88/WE w sprawie czasu pracy ma zastosowanie do członków sił zbrojnych. Samo stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej było naruszeniem art. 4 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej, który mówi, że „bezpieczeństwo narodowe pozostaje w wyłącznej gestii każdego państwa członkowskiego”. Jednocześnie jednak orzeczenie TSUE naruszało zasadę tożsamości konstytucyjnej Francji – że francuski żołnierz musi być dostępny w każdym miejscu i czasie. W konsekwencji prawo unijne osłabiłoby francuską zdolność do reagowania na zagrożenia międzynarodowe, podważając jednocześnie koncepcję obrony narodowej (co stało się już wcześniej, kiedy Europejski Trybunał Praw Człowieka narzucił istnienie związków zawodowych w armii).

Nie był to jedyny taki przypadek we Francji. Kolejny przypadek oporu pojawił się w sprawie zatrzymywania i wykorzystywania danych z zakresu łączności elektronicznej w kontekście dochodzeń w sprawach karnych lub wywiadowczych, do celów zwalczania terroryzmu i przestępczości zorganizowanej lub do celów walki ze szpiegostwem. To obszar niezwykle ważny dla bezpieczeństwa europejskiego, ale także krajowego. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 8 kwietnia 2014 r. „Prawa cyfrowe”, a później wyroki „Quadrature du Net” i „Privacy International” z 6 października 2020 r. określały dość restrykcyjne warunki dla państw członkowskich, które mogły poważnie sparaliżować ich bezpieczeństwo wewnętrzne. Wtedy rząd francuski zwrócił się do Rady Stanu o dezawuowanie wyroku TSUE.

Tyle z historycznych przykładów. Należałoby jednak dodać jeszcze pewne „przyszłościowe perspektywy”. Kilku polityków, którzy w 2022 r. najprawdopodobniej wystartują we francuskich wyborach, włączyło do swoich programów plan zwiększenia wagi Konstytucji względem prawa europejskiego.

Zatem to, co zrobił polski Trybunał Konstytucyjny, nie jest w Europie żadną nowością.

Więcej artykułów