fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

16.1 C
Warszawa
wtorek, 27 lutego, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Ceny energii – jest drogo. Będzie jeszcze drożej…

Transformacja energetyczna ma też swoje koszty – ujawnia „El Economista”

Warto przeczytać

Większość rozwiniętych krajów obiera dziś za priorytet zbudowanie nowego modelu gospodarczego i energetycznego. Nowy system energetyczny, u którego podstaw mają leżeć odnawialne źródła energii, ma dać wiele korzyści: złagodzenie klimatu, zmniejszenie zanieczyszczeń, nawet niezależność energetyczną. Mniej się mówi o tym, że za transformacją energetyczną stoją także wysokie koszty (rozumiane przede wszystkim ekonomicznie) i potencjalne nierówności. 

Ostatnio zwrócił na to uwagę Patrick Artus, jeden z najważniejszych ekonomistów francuskiego banku inwestycyjnego Natixis. Zauważył, że jest wiele powodów, przez które zachodząca transformacja energetyczna może negatywnie wpłynąć na społeczeństwa i biznesy.

Niektóre problemy uwidoczniły się w 2021 r. Przez to, że rządy państw rozwiniętych wywierają presję na przemysł ropy i gazu, zmieniła się reakcja tego sektora na rosnące ceny. Do niedawna wyższe ceny ropy i gazu przekładały się na rozpoczęcie przez koncerny naftowe nowego cyklu inwestycyjnego – zwiększenie mocy produkcyjnych przekładało się na łagodzenie cen. Teraz jednak koncerny czekają albo próbują zdywersyfikować działalność w obawie przed dalszym naciskiem na paliwa kopalne. Konsekwencje, których doświadczamy, to wyższe ceny ropy i gazu, destabilizacja cen prądu, a także zwiększająca się zależność energetyczna od OPEC i Rosji – tradycyjnych producentów ropy i gazu. 

„Nature” przeprowadziło badanie, z którego wynika, że zredukowanie emisji dwutlenku węgla do atmosfery o 95 proc. obecnej wartości w samych Stanach Zjednoczonych kosztowałoby każdego Amerykanina 11 tys. dolarów rocznie!

Ekonomista Patrick Artus w październiku opublikował tekst, w którym zajął się analizą krótkoterminowego ryzyka wynikającego z transformacji energetycznej. Podobnie Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) i inne instytucje zwróciły uwagę, że według raportów optymizm dotyczący transformacji energetycznej jest przedwczesny i powinniśmy zwrócić uwagę na zagrożenia. Nie wiadomo, jaki będzie wpływ tych przeobrażeń w dalekiej perspektywie, ale przejście na odnawialne źródła energii z pewnością wygeneruje koszty, o których powinniśmy pomyśleć już teraz.

Utrata kapitału

Przemysł przez całe dziesięciolecia pracował nad tym, by stworzyć lepsze, bardziej wydajne komponenty czy silniki. Zwykle wykorzystywały one benzynę, olej napędowy czy gaz jako źródło energii. Mówimy tu o inwestycjach wartych wiele milionów – zarówno na badania, jak i maszyny do produkcji itp. Przejście na nowy model oznaczałoby utratę tych inwestycji.

„Transformacja energetyczna wiąże się z bezpośrednim zniszczeniem kapitału, który staje się bezużyteczny dla niektórych branż, takich jak przemysł samochodowy. Zniszczenie kapitału jest bardzo bolesne: w krótkim okresie następuje zmniejszenie potencjalnego PKB i utrata oszczędności, które zostały wykorzystane do zbudowania tego kapitału” – tłumaczy Patrick Artus.

Koszty energii i nierówność

Światowe Forum Ekonomiczne przyznało, że „transformacja energetyczna nie obędzie się bez kosztów”. Składają się na nie między innymi podatki węglowe, eliminacja dotacji do paliw kopalnych czy podatki od rachunków za energię elektryczną, które w konsekwencji mogą zwiększyć koszty energii elektrycznej i paliw. A to z kolei odbije się zarówno na firmach, jak i konsumentach, bo dziś wszyscy potrzebujemy prądu do pracy i normalnego funkcjonowania.

Zdaniem eksperta z Natixis „przejście na odnawialne źródła energii nieuchronnie doprowadzi do znacznego wzrostu cen energii ze względu na nieciągły charakter produkcji energii odnawialnej, który powoduje konieczność stworzenia mocy produkcyjnych znacznie przekraczających zapotrzebowanie na energię elektryczną oraz magazynowania energii elektrycznej tam, gdzie to możliwe, co niewątpliwie będzie kosztowne. Ten znaczący wzrost cen energii spowoduje wzrost nierówności dochodowych, jeśli jego skutki nie zostaną skorygowane, ponieważ ciężar zużycia energii jest większy dla gospodarstw domowych o niższych dochodach”.

Strukturalny wzrost bezrobocia

Artus stwierdza dobitnie: „Transformacja energetyczna doprowadzi do zmiany sektorowej struktury zatrudnienia, co generuje ryzyko wzrostu bezrobocia strukturalnego”. Powinniśmy się więc zastanowić, czy obecne systemy kształcenia i szkolenia są na tyle wydolne, by przekwalifikować miliony osób, które do tej pory pracowały w starych sektorach energetycznych, aby stały się one przydatne także przy produkcji zielonej energii. Należy przy tym mieć na uwadze, że pracownicy sektora zielonej energii muszą mieć zupełnie inne kwalifikacje, zupełnie inne umiejętności niż przy tradycyjnych źródłach pozyskiwania energii, nie jest to więc przekwalifikowanie łatwe i szybkie.

Tu znów pojawiają się nierówności zarówno między krajami, jak i sektorami, bo jak ostrzega Światowe Forum Ekonomiczne, „Chociaż szacuje się, że do 2050 r. dzięki energii odnawialnej można zatrudnić w sektorze energetycznym ponad 100 mln osób, korzyści te nie są równomiernie rozłożone. W rezultacie stracą na tym niektóre kraje i społeczności, zwłaszcza te silnie uzależnione od paliw kopalnych”.

Zwiększenie zależności

Jako argument na rzecz transformacji energetycznej podaje się bardzo często zmniejszenie zależności energetycznej od krajów trzecich, z których dziś importuje się energię, na przykład od Rosji. Tymczasem trzeba też wspomnieć, że transformacja nie znosi tych zależności, a jedynie przenosi je potencjalnie na inne kraje. Warto wspomnieć, że na rynku towarów związanych z odnawialną energią prym wiodą Chiny, które są między innymi największym producentem paneli słonecznych na świecie. Artus przestrzega więc: „Należy zapobiec sytuacji, w której Chiny będą miały ogromny udział w produkcji tych towarów. Ryzyko jest realne, ponieważ rynek ten jest atrakcyjny pod względem kosztów produkcji i korzyści skali”.

Duża niepewność co do skutków podejmowanych decyzji

Świat wokół nas zmienia się nieustannie. Ale do tej pory kierunek tych zmian dyktowany był nowymi technologiami, materiałami czy ideami, które okazywały się lepsze i wypierały dotychczasowe. Był to proces, powiedzmy, naturalny (choć dotyczył techniki). Tymczasem przemiana energetyczna zachodzi sztucznie, jest wprowadzana nie ze względu na jej konkurencyjność, ale przez dotacje i regulacje. Nie mamy pewności co do tego, że energia odnawialna będzie lepsza, a przynajmniej, że zwiększy efektywność naszych gospodarek. „Jednym z przykładów jest przemysł samochodowy w Europie. Od 2035 r. będzie mógł sprzedawać wyłącznie samochody elektryczne. Jedyną dostępną obecnie technologią jest bateria litowo-jonowa, dlatego dokonuje się w nią ogromnych inwestycji. Nie ma jednak pewności, że ta technologia będzie wykorzystywana lub dominująca w dłuższej perspektywie, więc niektóre z tych dużych inwestycji mogą przepaść” – ostrzega Artus.

Wzrost cen niektórych surowców

Panele słoneczne, silniki elektryczne, baterie i turbiny wiatrowe, które są powszechnie używane w transformacji energetycznej, zwiększają zapotrzebowanie na surowce wykorzystywane przy ich produkcji. Nie jest pewne, czy to rosnące zapotrzebowanie uda się pokryć ani jaki wpływ na środowisko będzie miało zwiększenie wydobycia surowców, czy produkcji pewnych materiałów przy masowej skali.

„Poważnym kosztem transformacji energetycznej może być gwałtowny wzrost cen podstawowych surowców potrzebnych do transformacji energetycznej (dla sieci elektrycznych, baterii elektrycznych itd.): produkcja miedzi, litu, niklu, kobaltu, metali ziem rzadkich itp. może być niewystarczająca do zaspokojenia popytu” – zauważa Artus.

Podobne zastrzeżenia znajdziemy w raporcie Światowego Forum Ekonomicznego. Wynika z niego, że wzrost produkcji takich minerałów jak grafit, kobalt czy lit musiałby sięgnąć 500 proc. do roku 2050, żeby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie rynku czystej energii. Przy tym należy zaznaczyć, że większość wspomnianych surowców pochodzi z krajów rozwijających się, które przynajmniej w części nie zważają na środowiskowe i społeczne koszty wydobycia. „Wyścig o pozyskanie tych minerałów doprowadził do wysokiej koncentracji zasobów w rękach kilku krajów, zwiększając potencjalne ryzyko dla terminowych dostaw” – twierdzą eksperci Światowego Forum Ekonomicznego.

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię

Najnowsze artykuły