fbpx
11 marca, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

„Macronizm to trumpizm elit” – pisze Arnaud Benedetti na łamach „Le Figaro”

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

Emmanuel Macron w wywiadzie dla jednego z krajowych dzienników powiedział, że chce „wkurzyć” nieszczepionych Francuzów, ale to nie wszystko. Nie dość, że unikających szczepienia uważa za „nieodpowiedzialnych” to także za „niegodnych bycia obywatelami”. Prezydent najwyraźniej zapomniał, że nie ma uprawnień do definiowania obywatelstwa. To nie jego zadanie. Benedetti twierdzi, że „rzadko, jeśli w ogóle, głowa państwa w V Republice posuwała się tak daleko w piętnowaniu jakiejś kategorii Francuzów. Nawet generał de Gaulle, który był niezaprzeczalnie twardy w swojej walce ze zwolennikami Algierii Francuskiej od 1961 r. i w okolicznościach, które były o wiele bardziej konfliktowe, nigdy nie posunął się tak otwarcie do ostracyzmu wobec grup społecznych, które mu się sprzeciwiały”.

Uwagi, na które sobie pozwolił Macron, są co najmniej niestosowne. „Niemniej jednak mówią one coś o charakterze macronizmu z jednej strony, a z drugiej o kontekście, w którym żyjemy od początku roku. Emmanuel Macron bawi się swoimi skandalicznymi komunikatami – zauważa Benedetti.

Prezydent, podbudowany ostatnimi sondażami, nie krępuje się w wypowiedziach, uderzając agresywnie w część francuskiego społeczeństwa. Ujawnia przy tym swoją prawdziwą naturę. Benedetti widzi prezydenta Francji, jako tego, który „jest jakby uniesiony wirtualnym helem sondaży opinii publicznej i dosłownie daje się ponieść; czyni to jednak nie bez kalkulacji; przemawia do części swojego zaplecza społecznego, tej klasy cenzorskiej, dla której lud jest niebezpieczny, demokracja to reżim, który trzeba kontrolować, byle tylko nie przeszedł w formę nieracjonalności, oni, którzy mieliby monopol na rozum… Ta kalkulacja ma swoją własną formę politycznej racjonalności, nawet jeśli flirtuje z semantyką wojny domowej. Jest to zgodne z jedną nieskrępowaną myślą, ideologią Ludwika Filipa, która pojawia się bardzo późno w okresie panowania, ale znajduje pewne echo w bazie politycznej, która pozostaje zmobilizowana”. Tę swoją, w rzeczywistości niegodną, wypowiedź, Macron uważa za skuteczną w utrzymywaniu w jedności swojego obozu, którego przewagą nad konkurencją jest to, że pozostaje zjednoczony. To też sygnał dla wiernych żołnierzy, że mogą na niego liczyć. 

Niecałe cztery miesiące przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, ujawnia on prawdziwe oblicze swojej kultury ideologicznej, którą jest nic innego jak autorytarny centryzm, który zakłada zarówno nieliberalny dryf, jak i najbardziej segregacyjną politykę. Przy tym język, jakiego używa Macron, będąc szefem państwa, w żadnym stopniu nie odpowiada demokratycznym kanonom.

Ta sytuacja jednak nie zaskakuje Benedettiego, który pisze: „to jest kontynuacja spirali, którą kryzys zdrowotny po prostu przyspieszył. Jest jedna rzecz, która łączy Donalda Trumpa i Emmanuela Macrona: nie ich baza socjologiczna, ale ich bezczelna determinacja, by ją zmobilizować poprzez komunikację, która jest równie dosadna, co raniąca dla tych, którzy się im sprzeciwiają. Z tego punktu widzenia macronizm jest niczym innym jak trumpizmem elit”. Postawę francuskiego prezydenta można „odczytywać jako poczucie społecznej wyższości, a jego cechą charakterystyczną jest utrzymywanie się przy władzy poprzez granie na francuskich pęknięciach”.

Nie sprawdziły się prognozy komentatorów, którzy przewidywali, że jego kandydatura przebiegnie pod znakiem i pieczęcią jedności. Są za to: legia honorowa przyznana jego kontrowersyjnej byłej minister zdrowia Agnès Buzyn, flaga europejska w miejsce trójkolorowej pod Łukiem Triumfalnym (a nie u jej boku), a także deklaracje, które ukazały się teraz w „Le Parisien”. One to właśnie wyraźnie odzwierciedlają „świadomie twarde stanowisko, skoncentrowane na jego społecznej twierdzy, którą uważa za nie do zdobycia. Jego strategia polega na symbolicznym i politycznym karmieniu swojego najbardziej zakorzenionego elektoratu”. By zjednać sobie ten elektorat, radykalizuje się. „De facto kandydat wymazuje prezydenta, ale cały problem polega na tym zamieszaniu, w którym wykorzystanie statusu prezydenckiego jest bez wyrzutów sumienia podważane w celu służenia sprawie politycznej” – zauważa Benedetti. Czy Macron jednak nie przecenia swojej intuicji taktycznej, to się jeszcze okaże? Zwłaszcza że kandyduje w kraju, który, jak historia pokazała, jest zdolny do wybuchu obalającego władzę. „Wyborcza »giletjaunizacja«, jak również efekt odejścia części orleanizmu wyborczego w kierunku mniej prowokacyjnej oferty, głównie Valérie Pécresse, pozostają dwoma realnymi zagrożeniami, niezależnie od pewności siebie kandydata na prezydenta, które ciążą na urzędującym prezydencie” – podsumowuje Benedetti.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: