fbpx
14 stycznia, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Zatopienie „Moskwy” to także cenna lekcja dla marynarki USA – pisze „Breaking Defense”

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

okręt, flota czarnomorska, moskwa, krążownik,
"Moskwa" - duma rosyjskiej floty czarnomorskiej, rok 2012. Źródło: mil.ru via Wikimedia Commons

Chociaż rosyjskie ministerstwo obrony próbowało ukazać wydarzenia w inny sposób – sugerując w licznych oświadczeniach, że zatopienie okrętu było wynikiem przypadkowego pożaru albo eksplozji na pokładzie – to przedstawiciele obrony USA ogłosili, że przed zatonięciem „Moskwa” została trafiona dwoma wystrzelonymi przez ukraińską armię pociskami Neptun.

Wydarzenie to sprawiło, że eksperci zaczęli zastanawiać się nad przyszłością rosyjsko-ukraińskiego konfliktu. Jednak wśród tych rozważań pojawia się jeszcze jedno istotne pytanie stawiane głównie przez amerykańskich analityków: skoro Ukrainie udało się zatopić flagowy okręt Rosji, używając do tego pocisku typu cruise, to jak w analogicznej sytuacji mogłyby sobie poradzić okręty amerykańskie, na przykład na obszarze Indo-Pacyfiku, stawiając czoła Chinom?

Należy zacząć od spostrzeżenia, że amunicja przeciwokrętowa jest relatywnie tania, a chińska armia zakupiła jej znaczną ilość, co sprawia, że stawianie powyższego pytania jest dość zasadne. Jednocześnie wyjść trzeba od stwierdzenia, że istnieje znacząca różnica między konstrukcjami amerykańskich i rosyjskich okrętów wojennych, z których te drugie są zwyczajnie przestarzałe, często też wadliwe – przez co nawet jedno celne uderzenie może doprowadzić do zatopienia. Amerykańskie systemy obronne – w przeciwieństwie do rosyjskich – były intensywnie modernizowane, a załogi okrętów nieustannie szkolone, przez co trudno wyobrazić sobie u nich zachowanie tak niekompetentne, jak w przypadku armii rosyjskiej. W przypadku „Moskwy” niewłaściwe zachowanie załogi było najprawdopodobniej kluczowym czynnikiem, dla którego nie udało się odzyskać sprawności okrętu po uderzeniu pocisków. Możemy się spodziewać, że w podobnej sytuacji marynarze z US Navy wykazaliby się większymi umiejętnościami.

Przeczytaj także:

„USN ma poważny problem w walce z Chińczykami w rejonie Indo-Pacyfiku” – przyznał jednak Collin Koh z Nanyang Technological University w Singapurze. „Z drugiej jednak strony marynarka wojenna ChAL-W również stale buduje główne okręty nawodne i jeśli armia amerykańska będzie w stanie wzmocnić swój arsenał przeciwokrętowy, to w ten sam sposób może stanowić przeciwwagę dla Chińczyków”.

Koh zaznacza, że na globalnym rynku broni jest wiele przeciwokrętowych pocisków manewrujących, a armia chińska jest jedną z tych, które zgromadziły ich spore zapasy. Podkreśla też, że dla skutecznego działania pocisku nie jest konieczne całkowite zatopienie okrętu. Wystarczające są szkody na tyle duże, by zaangażowały wysiłki załogi do utrzymania się na powierzchni – umożliwiając jednoczesne przeprowadzanie ataków. Nawet w przypadku słabszych sił, które skoncentrują swoje ataki pociskami na jednym okręcie, możliwe jest uzyskanie tego typu trafień.

Nadal nie znamy szczegółów zatonięcia „Moskwy”, jednak powszechnie przyjmuje się, że nie doszło do niego bezpośrednio po uderzeniu, lecz w czasie próby powrotu do portu. Podobne zdarzenie miało miejsce w szeregach izraelskiej marynarki wojennej w 2006 r. Wtedy libańskie ugrupowanie Hezbollah, mające za sobą wsparcie Iranu, trafiło z lądu korwetę INS Hanit.

„Uderzenie nie zatopiło okrętu wojennego [Hanit], ale wyłączyło go z akcji. Ten incydent, a także ostatnie zatopienie okrętu »Moskwa«, wzmacniają przekonanie, że we współczesnej wojnie morskiej słabsze strony mogą nadal stanowić asymetryczne zagrożenie dla silniejszych przeciwników morskich” – przypomina o tamtej sytuacji Koh.

Co dziś się liczy w morskich bitwach

„Moskwa” i okręty Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych – choć narażone na podobne zagrożenia w przypadku bitwy – w dużym stopniu różnią się od siebie, co może być decydujące w przypadku bitewnych zmagań.

Pierwsze różnice mają charakter konstrukcyjny. „Moskwa” i inne okręty radzieckiej floty przechowują swoją broń ofensywną nad pokładem. Jeśli zostaną trafione choć jednym pociskiem, pojemniki z pociskami narażone są na podgrzanie i wybuch.

„Nie sądzę, abyśmy mogli zbagatelizować słabą konstrukcję okrętów klasy Slava, klasy Kirow czy Udaloys, które pojawiły się w tym czasie” – powiedział o różnych typach okrętów z czasów sowieckich Jerry Hendrix, emerytowany kapitan marynarki wojennej USA i starszy współpracownik Instytutu Sagamore z Indianapolis. Radzieckie okręty nadal używane są przez rosyjską marynarkę. „Ten konkretny projekt okrętu, w który Rosjanie lub Związek Radziecki zainwestowali znaczne środki, narażony jest na kaskadową porażkę”.

Inaczej wygląda konstrukcja okrętów Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. W nich amunicja ofensywna przechowywana jest pod pokładem. Jeśli dojdzie do trafienia i wybuchnie pożar, pociski mogą zostać celowo zalane, co zapobiega większym szkodom.

Hendrix wskazuje także na inny rosyjski problem – ich flota nawodna, mniej dziś popularna i doinwestowana od okrętów podwodnych, zaopatrzona jest w przestarzałe systemy obrony przeciwlotniczej. Nie są one wystarczająco czułe, by wychwytywać mniejsze pociski, a na dodatek nie potrafią szacować trajektorii lotu nowoczesnych pocisków manewrujących oraz balistycznych. Amerykańska marynarka używa natomiast systemu Aegis Combat, który jest co chwilę uaktualniany, dzięki czemu może sprostać nowym technologiom i zagrożeniom.

„Nasze platformy Aegis zostały zaprojektowane, a następnie zmodernizowane i zmodyfikowane w taki sposób, aby patrzyły wszędzie – od powierzchni po trajektorie rakiet balistycznych, które spadają niemal pionowo” – powiedział Hendrix. Podobno Aegis w 2016 r. zdołał przechwycić atak rakietowy na amerykański okręt u wybrzeży Jemenu.

Natomiast James Foggo III, emerytowany czterogwiazdkowy admirał amerykańskiej marynarki wojennej, aktualnie kierownik Center for Maritime Strategy, podkreśla kluczowe znaczenie załogi okrętów. To ona może zadecydować o tym, czy okrętowi uda się przetrwać uderzenie.

Foggo zauważa, że do zatopienia „Moskwy” doszło w przededniu 40. rocznicy wojny o Falklandy. Wtedy to dwa okręty – brytyjski i argentyński – zostały zniszczone w bardzo podobny sposób do rosyjskiej „Moskwy”. W każdym z tych przypadków załogi powinny móc się obronić – a jeśli nie, to przynajmniej zminimalizować szkody. I w każdym przypadku nic z tego się nie udało.

Konstrukcja argentyńskiego statku uwzględniała wodoszczelne drzwi, za pomocą których można było odizolować zalanie, gdyby kadłub został zaatakowany. Ale załoga nie potrafiła opanować zalania. Także brytyjska załoga nie spisała się, ponieważ nie udało jej się wykryć nadlatującego pocisku, po którego uderzeniu wybuchł pożar. Ognia nie zdołano opanować i statek uległ zniszczeniu, nim dopłynął do portu.

„Nie mam żadnych faktów poza spekulacjami [na temat »Moskwy«], ale powiem wam, że to przypomina sytuację z argentyńskiego okrętu” – powiedział Foggo.

Strata wizerunkowa

Rosyjskie ministerstwo obrony nie chce przyznać, że zatopienie „Moskwy” to zasługa ukraińskiej armii, ale nie zaprzecza już zniknięciu okrętu. Wydaje się, że to dla Rosjan spory wstyd.

Już samo wysłanie okrętu wojennego, którego nazwa miała być wyrazem czci dla stolicy kraju, „było w zasadzie wysłaniem przez Moskwę sygnału, że jesteśmy tutaj i zamierzamy zostać” – zauważył Hendrix. „Nie należy więc lekceważyć znaczenia utraty tego okrętu… To wstyd dla Putina. To wstyd dla Rosji i prawdziwy cios dla ich narodowego prestiżu”.

Foggo natomiast wyraził niepokój, jakiego rodzaju odwet planują Rosjanie. Okręty flagowe – takie jak „Moskwa” – mają charakter reprezentacyjny, są zwykle dość nowoczesne i dobrze utrzymane, mają być atutem danego kraju i chlubą armii. Mówi się, że „Moskwa” była też ulubionym okrętem prezydenta Putina.

Ironią losu jest, że zaraz po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji rząd Ukrainy zadecydował o zatopieniu flagowego okrętu własnej marynarki wojennej – fregaty „Hetman Sahajdaczny”, aby uniemożliwić przejęcie jej przez Rosjan. Został on zbudowany w tej samej stoczni, co „Moskwa” (oraz inne okręty tej klasy), kiedy jeszcze Ukraina stanowiła część Związku Radzieckiego.

„I to właśnie tam [w porcie Nikołajew, niedaleko Odessy] zatopiony został ukraiński okręt flagowy. A teraz Ukraińcy, jeśli to prawda, zatopili „Moskwę”, okręt flagowy Floty Czarnomorskiej” – powiedział Foggo. „To jest po prostu… nie da się tego wymyślić. To jest jak hollywoodzki scenariusz”.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: