Okoliczności, w jakich Ukraina chce ubiegać się o członkostwo w Unii Europejskiej, są unikalne. Żaden inny kraj nie przystępował do UE, będąc w podobnej sytuacji. Jednak musimy pamiętać, że Unia jest organizacją przede wszystkim biznesową. Jako taka powinna się kierować interesami państw członkowskich, nie zaś kwestiami humanitarnymi czy moralnymi.
Unia Europejska to gospodarcza potęga, która przez ostatnie dekady stanowiła największy jednolity rynek świata. Rynek ten z powodzeniem ewoluował, a działo się to dzięki współpracy członków Unii kierujących się wspólnymi wartościami. Z tej perspektywy nie może dziwić, że państwa członkowskie reagują w różny sposób na przyznanie kandydatury Ukrainie. Oczywiście ma to znaczenie symboliczne czy moralne. Jednak faktyczne członkostwo tego kraju miałoby przecież konsekwencje geopolityczne, polityczne, prawne, no i finansowe. Jednak choć kandydatura Ukrainy byłaby znakiem solidarności, to nie zakończy wojny i nie powstrzyma Rosji.
Ukraina od lat pragnie ubiegać się o członkostwo w Unii. Jej ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz odmówił podpisania „umowy stowarzyszeniowej” w 2013 i 2014 r. Miało to poważne konsekwencje – stało się jednym z powodów protestów na Majdanie. W końcu po pięciu kolejnych latach zamiar ten został wpisany do ukraińskiej konstytucji. Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, prezydent Wołodymyr Zełenski zażądał natychmiastowego przyjęcia do Unii, w ramach „nowej procedury specjalnej”.
Przeczytaj także:
- UE/ Rada Europejska porozumiała się w sprawie szóstego pakietu sankcji przeciwko Rosji
- Naciski na Ukrainę nie służą pokojowi
- „Unia jest nie tyle wspólnym rynkiem, a liberalnym projektem imperialistycznym”
- „Unia Europejska to gasnące imperium”
Takiej procedury oczywiście nie ma. Nie zmienia to jednak faktu, że przystąpienie Ukrainy do Unii i tak postępuje w błyskawicznym tempie. Przez kilka tygodni udało jej się poczynić kroki, które innym państwom zajmowały miesiące, a nawet lata. Wniosek o przyjęcie do Unii został złożony już cztery dni po rozpoczęciu inwazji. 18 kwietnia dostarczono szczegółowe informacje wymagane przez Komisję do oceny. Ocena ma być gotowa (i wygłoszona) na szczycie unijnym w czerwcu. Tę samą drogę Bośnia i Hercegowina przeszła w trzy lata! Podobnie Austria, Szwecja czy Finlandia
Chociaż Ukraina podziela zachodnie wartości, to tak szybka akcesja do Unii tworzy obawy zarówno wśród państw członkowskich, jak i w Stanach Zjednoczonych. Pojawiają się głosy „za”, ale towarzyszą im też głosy „przeciw”. Szefowa kierownictwa Unii Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała: „Chcemy, żeby weszli. Ukraina należy do europejskiej rodziny”. Przyznała jednak, że jej przystąpienie do Unii zajmie trochę czasu i trudno powiedzieć, kiedy nastąpi. Prezydent Francji Emmanuel Macron uspokajał, że taki proces „zajmie kilka lat, prawdopodobnie kilka dekad”, po których dopiero Ukraina będzie spełniała unijne standardy. Zasady to zasady i Ukraina nie może być wyjątkiem. Unia bardzo chce wspierać wartości demokratyczne w świecie, ale nie może się odrywać od rzeczywistości.
A rzeczywistość jest skomplikowana. „Specjalna procedura”, której domagał się Zełenski, oznaczałaby konieczność stworzenia doraźnego ustawodawstwa, którego jednak prawo europejskie nie zna. Na ustanowienie nowej, indywidualnej procedury musiałoby się zgodzić wszystkie 27 państw członkowskich. A należy zaznaczyć, że już w marcu nie było wśród nich jednomyślności w kwestii ukraińskiej kandydatury. Miała ona poparcie krajów Europy Środkowej i Wschodniej, ale zachodnie kraje – jak na przykład Holandia – wyraziły swój sprzeciw.
Należy dodać, że nie byłby to pierwszy raz, gdy rozszerzenie Unii potraktowano jako narzędzie polityczne służące zmianie struktur unijnych. Tak było już w przypadku Cypru. Jego członkostwo zostało ratyfikowane pomimo trwających problemów z korupcją, a także nieukończonego porozumienia pokojowego. Spodziewano się, że wcześniejsza ratyfikacja będzie impulsem do przeprowadzenia trudnych reform. Tak się jednak nie stało, reakcja była odwrotna, po przystąpieniu do Unii wola niełatwych kompromisów gdzieś się ulotniła.
Przystąpienie do Unii Europejskiej jest trudniejsze niż przystąpienie na przykład do NATO. Unia ma duży dorobek prawny, który państwo kandydujące musi przyjąć i wdrożyć w swoich granicach. Dotyczy on często drobnych rzeczy, jak metkowanie odzieży, ale kończy się na kwestiach zasadniczych, jak prawo zamówień publicznych. Ma to często poważne wewnętrzne skutki polityczne.
Będąc członkiem Unii Europejskiej, Ukraina miałaby prawo do korzystania z „klauzuli wzajemnej pomocy”. W ramach tej zasady państwa członkowskie zobowiązują się do niesienia „pomocy i wsparcia przy użyciu wszelkich środków, jakie są w ich mocy” w przypadku agresji zbrojnej. Nie jest ona tożsama z NATO-wską „klauzulą obrony zbiorowej”, ale obecnie rodzi pytania o faktyczne możliwości obronne Unii. Niektórzy komentatorzy twierdzą – i nie bezpodstawnie – że takie wsparcie mogłoby prowadzić do eskalacji konfliktu, a celem agresji stałaby się nawet cała Unia Europejska. Inni w swoich obawach idą dalej i twierdzą, że nawet sama kandydatura Ukrainy stwarza obecnie takie zagrożenie.
Ukraina jest dość dużym krajem, zarówno pod względem powierzchni, jak i liczby zamieszkującej ją ludności. To drugie miałoby znaczenie dla instytucjonalnej równowagi w UE, ponieważ Ukraina zyskałaby wiele głosów w Radzie oraz Parlamencie Europejskim. Gdyby Ukraina weszła w bliski sojusz z Polską, która pomaga jej w zmaganiach z inwazją i zamierza pomóc w zmaganiach z akcesją, byłaby to 80-milionowa siła, która zagroziłaby obecnej francusko-niemieckiej dominacji w Unii Europejskiej.
Inna sprawa to zdolność Unii do ewentualnego przyjęcia nowego członka. Już teraz osiąganie konsensusu jest kłopotliwe, rozszerzenie Unii mogłoby zwiększyć paraliż decyzyjny, jeśli nie przeprowadzono by odpowiednich reform wewnętrznych. Jednak takie reformy, które znosiłyby zasadę jednomyślności, zmieniałyby charakter Unii. Przekształciłyby ją raczej w federalne superpaństwo, w którym mogłyby dominować Niemcy i Francja – a to w przypadku gospodarczych skutków wojny komplikuje przystąpienie Ukrainy jeszcze bardziej.
Przyspieszona ścieżka przystąpienia do Unii może się wydawać bardzo dobrą propozycją w środku wojny, ale należy zachować wypróbowane już procesy i konieczne warunki. Unia nie może obniżyć swoich standardów dla Ukrainy – także dlatego, że równałoby się to zignorowaniu tak cenionej w Unii praworządności. Taktyka takiej „uzasadnionej elastyczności” byłaby bardzo złym przykładem. Prawo nie powinno służyć arbitralnym celom politycznym, tylko utrzymaniu porządku.
Zamiast tworzyć jakieś „drugie poziomy” unijnego członkostwa, należałoby trzeźwo ocenić możliwość zastosowania aktualnie istniejących ram. Można przecież wzmocnić Partnerstwo Wschodnie oraz umowę stowarzyszeniową z Ukrainą. Samo zapewnienie jej kandydatury nie jest bez znaczenia. W ten sposób możliwe jest zbliżenie się do celów strategicznych bez jednoczesnego porażenia systemu, które mogłoby zajść przy realizowaniu francuskiej koncepcji Unii Europejskiej wielu prędkości. Pomysł prezydenta Francji grozi bowiem instytucjonalizowaniem dyskryminacji poprzez tworzenie różnych klas państw członkowskich, a co za tym idzie – także unijnych obywateli.