fbpx
13 lipca, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Groźne efekty nieudolnej polityki USA

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

ukraina, wojna, Rosja, agresja, polityka zagraniczna, USA
Wojna na Ukrainie to tylko jedno z wielu wyzwań dla polityki zagranicznej USA

Początek XXI wieku jawił się jako nadzwyczaj pokojowy. Amerykańska władza postrzegana była jako bardziej ugruntowana niż kiedykolwiek wcześniej. Dziś sytuacja wydaje się skrajnie odmienna. Amerykanie stoją w obliczu największego zagrożenia na arenie międzynarodowej od czasu najczarniejszych dni zimnej wojny. Nad ustalonym od zakończenia zimnej wojny europejskim porządkiem zbierają się czarne chmury. Złożyło się na to kilka spraw. Putin zaatakował Ukrainę, Iran jest na dobrej drodze do wytworzenia własnej bomby atomowej, a chiński apetyt na Tajwan rośnie. Wyspa ta, to dziś jeden z najbardziej zapalnych punktów na świecie.

Co się stało z amerykańską sztuką zarządzania państwem? Wyniki rozmaitych działań i decyzji, jakie podejmowano w USA od 2000 r. trudno uznać za zadowalające. Wojny w Iraku i Afganistanie kosztowały życie wielu ludzi i pociągnęły za sobą ogromne koszty ekonomiczne. W tym samym czasie na Bliskim Wschodzie Iran wyrósł na potęgę. Ameryka nie egzekwując wystarczająco zasad handlu z Chinami, wyhodowała sobie wrogiego komunistycznego rywala. „To, co potomni prawdopodobnie uznają za chamberlainowskie reakcje amerykańskich prezydentów z obu partii na rosnącą asertywność Rosji, pozwoliło Władimirowi Putinowi odbudować potęgę Kremla” – pisze „WSJ”.

Narastające niepokoje

Stany Zjednoczone i ich sojusze są coraz bardziej atakowane. Ich przeciwnicy: Chiny, Rosja i Iran pogłębiają wzajemne więzi. Liberalny porządek świata, z każdym dniem staje się coraz bardziej nieliberalny i mniej uporządkowany. Na Bliskim Wschodzie Irak, Syria, Liban, Jemen i Libia są wstrząsane przez kolejne konflikty i atakowane przez bojówki. W Azji zbankrutowała Sri Lanka. Coraz brzydsze oblicze przybiera trwający ponad 60 lat konflikt w Myanmar, pozostający i tak najdłużej trwającą wojną domową na świecie. Rośnie zagrożenie ze strony Korei Północnej. Europa może stanąć w obliczu najgorszego kryzysu energetycznego i gospodarczego od lat 40. Afryka jest terroryzowana przez dżihadystów, a inflacja i zakłócenia w dostawach spowodowane wojną na Ukrainie sprawiają, że miliony ludzi są narażone na głód i niedostatek.

Jak dalej będą się rozwijać Chiny, Rosja i Iran, nie wiadomo, borykają się one bowiem z własnymi problemami. „Jeśli jednak wydarzenia na świecie będą nadal podążać swoją obecną ścieżką, trwająca dekada może pogrążyć się w chaosie i konfliktach tak destrukcyjnych, jak wojny światowe XX wieku. Aby zatrzymać ten ponury zjazd, amerykańska polityka zagraniczna będzie musiała zmienić kurs” – ostrzega „WSJ”.

Przeczytaj także:

Przede wszystkim musi się zmienić jedno. Po zakończeniu zimnej wojny amerykańska polityka zagraniczna funkcjonowała w oparciu na tragicznym i błędnym przekonaniu, że można już zrezygnować z tradycyjnej formy rywalizacji wielkich mocarstw oraz dyplomacji opartej na równowadze sił. Uznano, że wystarczy skupić wysiłki na „kwestiach globalnych”. Zajęto się więc prawami człowieka, zmianami klimatycznymi czy budową coraz silniejszych instytucji międzynarodowych, działających w ramach systemu prawa międzynarodowego.

Jednak przyjęto błędne założenia. Pierwszym z nich było przekonanie, że zwycięstwo Ameryki w zimnej wojnie jest ostateczne, a jej potęga ekonomiczna i militarna oraz prestiż dyplomatyczny zapewniają USA niepodważalną supremację na dziesięciolecia.

Po drugie, uznano, że tak zwany porządek świata oparty na zachodnich zasadach, będzie uniwersalny, dla wszystkich niekontrowersyjny i popularny za granicą i w kraju. Założono, że ten elegancki system międzynarodowy jest tak piękny etycznie i inspirujący politycznie, że wszystkie państwa na całym świecie zostaną do niego wciągnięte przy obopólnej radości. Faktycznie, korzyści ekonomiczne płynące z wolnorynkowego i handlowego systemu światowego były ogromne. W związku z tym żaden poważny kraj czy ruch polityczny w USA nie kwestionował zasad.

Błędna amerykańska polityka

Wszystko wyglądało pięknie, jednak nieudolną naturę dwóch dekad amerykańskiej polityki zagranicznej najlepiej zilustrowała wojna w Afganistanie. Amerykanie na początku zamierzali ukarać i usunąć tylko afgański rząd za udzielenie schronienia terrorystom, którzy przygotowali atak 11 września. Jednak ich cele ewoluowały i zmieniły się w potrzebę zmiany kultury oraz systemu politycznego społeczeństwa, bardzo odmiennego od społeczeństw zachodnich.

„Niestety, w trakcie naszych inspirujących kampanii budowania instytucji i wspierania społeczeństwa obywatelskiego zaniedbaliśmy jeden drobny szczegół. Nie opracowaliśmy i nie wdrożyliśmy strategii wojskowej, która pozwoliłaby nam wygrać wojnę” – zauważa „WSJ”.

„Ta sama katastrofalna mieszanka rozdęcia misji i strategicznej niekompetencji, która zniszczyła naszą politykę afgańską, zagraża dziś naszej globalnej strategii” – ostrzega gazeta. Ameryka coraz bardziej rozbudowuje plany dotyczące porządku światowego. Tymczasem podstawy bezpieczeństwa tego systemu stają się niebezpiecznie słabe. Narastają globalne problemy, a sama twarda siła na pewno nie wystarczy.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: