Ukraińcy wykazali się niezwykle odważną i dzielną postawą, odpierając ataki większego wroga. Zachód dostarczył broń, co było słuszne zarówno pod względem geopolitycznym, jak i moralnym. Dzięki temu błyskawiczna inwazja się nie powiodła.
Zamiast tego mamy jednak dłuższy konflikt, który najprawdopodobniej przerodzi się w wojnę na wyniszczenie. Dlatego zarówno Stany Zjednoczone, jak i ich europejscy sojusznicy, muszą rozważyć kilka istotnych kwestii, postawić pytania i uzyskać odpowiedzi, które będą miały średnio- i długoterminowe konsekwencje zarówno dla Ukrainy, jak i reszty świata. Odpowiedzi te potrzebne są jak najszybciej.
Pytanie pierwsze: W jaki sposób powinno się zmienić wsparcie udzielane przez Zachód?
Zachód pomógł Ukrainie stworzyć nowoczesną armię w bardzo krótkim czasie. Teraz jednak nie może poprzestać na natychmiastowym dostarczeniu broni taktycznej, tylko przejść do zapewnienia broni o znaczeniu operacyjnym czy nawet strategicznym, takiej jak systemy HIMARS i MLRS, a także tradycyjna artyleria dalekiego zasięgu.
Te systemy mogłyby znacznie zwiększyć możliwości bojowe Ukrainy. Problem w tym, że ze względu na ich złożoność – utrzymanie i konserwacja są trudne. Zachód musi to uwzględnić w swoich planach pomocowych.
Kolejny problem to różnorodność systemów uzbrojenia. Różne modele pochodzą z różnych zaprzyjaźnionych krajów. W konsekwencji zapewnienie części zamiennych czy amunicji jest dużo większym wyzwaniem logistycznym. Nadal jest do zrobienia – ale wymaga więcej czasu i szkoleń.
Ukraina musi przemyśleć też dobrze swoją taktykę, ponieważ jej uzbrojenie pod względem ilościowym i jakościowym różni się od rosyjskiego. Walka nie może polegać na naprzemiennym ostrzale, bo skończy się to dla Ukrainy szybką utratą amunicji. Raporty mówią o wystrzeliwaniu trzech tysięcy pocisków 155 mm dziennie przez wojsko Ukrainy – kraje Zachodu już teraz mają trudności z dostarczaniem takiej ilości amunicji.
Przeczytaj także:
- Polska, Ukraina, co dalej?
- Czego Chiny uczą się z walk na Ukrainie?
- Rasmussen nie jest optymistą – to nie Ukraina stanowi cel dla Putina
Większą wydajność i skuteczność wykazują zaawansowane systemy rakietowe dalekiego zasięgu. Doskonale radzą sobie z niszczeniem rosyjskich węzłów dowodzenia i kontroli, a także składów amunicji. Ale ponownie: ukraiński popyt na amunicję przewyższa zachodnią podaż, więc należy przekonywać Ukrainę do lepszego wybierania celów.
W tym kontekście ważne jest także takie budowanie ukraińskich sił, które będzie odpowiadało na tamtejsze potrzeby – to znaczy na cele operacyjne i strategiczne Kijowa. Nie mogą być to siły powielające charakter armii amerykańskiej czy europejskiej, jeśli nie wpiszą się one w lokalne struktury siłowe i logistykę Ukrainy.
Pytanie drugie: Jaki cel polityczny ma Ukraina?
Nadrzędnym celem Ukrainy jest jej przetrwanie i niezależność – to nie ulega wątpliwości od samego początku. Powinniśmy jednak zapytać, jaki jest jej obecny cel polityczny, ponieważ może on rzutować na taktykę i na przebieg dalszej pomocy Zachodu.
Teraz cele Ukrainy nie są jasne, a z Zachodu napływa do niej broń o coraz większej sile rażenia. W maju prezydent Wołodymyr Zełenski mówił, że celem jest wyparcie Rosjan z Ukrainy – także z Krymu – oraz przywrócenie ziem utraconych po 2014 r. Czy ten cel jest aktualny? I co ważniejsze: czy jest możliwy do osiągnięcia?
Rosjanie muszą stracić na inwazji i na pewno już odczuwają konsekwencje swojej decyzji. Polityczna izolacja i ekonomiczne sankcje na pewno dotknęły ten kraj, a w perspektywie są coraz bardziej dotkliwe kary konwencjonalne. Jednak postawa Moskwy nie traci na buńczuczności, wyraźnie chce przejąć kontrolę nad kolejnymi terenami na wschodzie Ukrainy, a Putin wspomina nawet o szerszym podboju.
W tym kontekście celem Zachodu – to znaczy celem dostarczanego wsparcia – powinno być osiągnięcie przez Ukrainę takiej siły bojowej, która zapewni jej jak najlepszą pozycję negocjacyjną, kiedy do takich negocjacji dojdzie.
Żeby jednak tak się stało, NATO musi być szczere nie tylko wobec siebie, ale i wobec Kijowa. Tak, wyparcie Rosjan do granic z początku tego roku jest celem, który w obecnej perspektywie wydaje się osiągalny. Odzyskanie terenów należących do Ukrainy przed 2014 r., w tym Krymu, w tej chwili wydaje się niemożliwe, a upieranie się przy nich może wydłużać, rozszerzać czy eskalować trwający konflikt.
Pomoc Zachodu musi być obliczona na wzmocnienie obronności Ukrainy, ale także na zapewnienie warunków, w których możliwe będzie rozwiązanie konfliktu.
Pytanie trzecie: Czy dostarczając amunicję, Zachód wydłuża walkę?
Od pewnego czasu trudno ignorować pewną drażliwą kwestię: czy przy obecnym poziomie ostrzału artyleryjskiego Zachód jest w stanie dostarczać tyle amunicji, by walka na dystans została utrzymana? Warto zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze, poziom ostrzału w tym konflikcie osiągnął już pułap zbliżony do pierwszej wojny światowej. Po drugie, aktualnie Stany Zjednoczone ograniczają zapasy i zakupy pocisków artyleryjskich, których zresztą zabrakło amerykańskiej armii w Syrii oraz Iraku.
Ta wysoka konsumpcja amunicji przez Ukrainę ma też konsekwencje wewnętrzne dla NATO. Byli członkowie Układu Warszawskiego, którzy teraz znajdują się w NATO, wysyłają na Ukrainę swoją broń produkowaną jeszcze w Związku Radzieckim. Stara broń znika z arsenałów, ale na jej miejsce pojawi się nowa, która spełnia dzisiejsze standardy NATO. Wydaje się to dobre dla krajów członkowskich, ale ze względu na wybuch konfliktu linie produkcyjne już teraz nie zaspokajają zamówień.
Amerykanie przekazali Ukrainie systemy obrony przeciwlotniczej Javelin oraz Stinger. Kończą się (uprzednio zredukowane) zapasy amerykańskiej amunicji do obu z nich. W przypadku Javelin na nowe pociski trzeba długo czekać, a w przypadku Stingera – nie ma w ogóle linii produkcyjnej, z której można by je zakupić.
Powodem tego nie jest nawet przestarzała technologia użyta w tych systemach, bo gdyby były to nowoczesne F-35 czy M1A2, sytuacja wyglądałaby podobnie. Problem bierze się z braków na rynku półprzewodników oraz z ciągłymi przerwami w łańcuchach dostaw, z którymi Stany i w zasadzie cały świat borykają się od czasów pandemii.
Jeśli Amerykanom nie uda się zaspokoić zapotrzebowania na pociski dla Ukraińskich systemów, może to poważnie zagrozić ukraińskiej armii. By do tego nie dopuścić, administracja Bidena powinna wysłać odpowiedni sygnał do amerykańskich producentów. Częścią tego sygnału powinno być zapewnienie, że zapotrzebowanie na amunicję nie wyczerpie się po roku czy dwóch. Aby wznowić produkcję, potrzeba znacznych nakładów czasu i zasobów, dlatego producenci muszą mieć pewność, że zamówienia utrzymają się przez dłuższy czas, jeśli zwiększą produkcję. Taką pewność dają umowy gwarantowane, jakie podpisać może Pentagon – nie tylko uspokoiłyby wykonawców (oraz ukraińskie dowództwo), ale także zapewniły odbudowę zapasów amerykańskiej armii.
Pytanie czwarte: Czy NATO jest w stanie utrzymywać odstraszanie przez dłuższy czas?
Państwa członkowskie NATO potwierdziły zobowiązania dotyczące wydatków na obronę. Wielka Brytania postanowiła nawet zwiększyć je do 2,5 proc. (lub nawet 3 proc.) PKB do 2030 r. To z pewnością ważny gest. Podobnie jak rozszerzenie NATO, które teraz będzie nie tylko bardziej liczne, ale i zabezpieczy większą część rosyjskiej granicy.
Nie ulega wątpliwości, że do tej pory Europa korzystała ze wsparcia USA – zarówno w czasie zimnej wojny, jak i po jej zakończeniu. Teraz Stany Zjednoczone chcą więcej uwagi (i środków) skupić w regionie Indo-Pacyfiku, co oznacza, że Europa musi znów bardziej zaangażować się w kwestie kontynentalnego bezpieczeństwa.
Putin zapewne nie spodziewał się tak zdecydowanej i solidarnej reakcji Zachodu na inwazję, ponieważ nie spotkał się z silną reakcją ani w 2008 r. (gdy zaatakował Gruzję), ani w 2014 r. podczas aneksji Krymu. Wydawało się, że Unia Europejska i NATO są zbyt spolaryzowane politycznie, by działać jednomyślnie, a Ukraina nie jest przecież ich członkiem.
Obecnie Zachód pokazuje swoją solidarność i wolę polityczną. Jednak czy zdoła ją utrzymać w przypadku długotrwałego konfliktu? Już teraz narastają problemy ekonomiczne. A co stanie się z solidarnością Zachodu, kiedy Ukraina i Rosja osiągną porozumienie?
Nie wiemy jeszcze, jak powinno wyglądać w nowym świecie (ale na Starym Kontynencie) zintegrowane odstraszanie. NATO będzie mogło uzupełnić braki broni powstałe przez pomoc Ukrainie tak, aby osiągnąć bardziej nowoczesne siły. To także wyzwanie dla przemysłu, ale dzięki temu można osiągnąć bardziej skoncentrowane struktury.
Konwencjonalne odstraszanie i możliwość użycia twardej siły są podstawą, ale istotnymi zasobami stały się też wola polityczna i chęć działania. Dlatego Europa i USA powinny opracować długoterminową strategię polityczną i ekonomiczną, w której nie tylko będą mogły solidarnie pracować, ale także zaangażować Rosję. Inaczej programy zbrojeniowe na niewiele się zdadzą.