Mija rok od wycofania się wojsk USA z Afganistanu. Od tego czasu kryzys związany z uchodźcami nie tylko nie maleje, ale wręcz się pogłębia. Znaczną odpowiedzialność za tę sytuację ponosi niewątpliwie Waszyngton. Po decyzji administracji Bidena ponad dwa miliony Afgańczyków musiało uciec za granicę, a 3,5 miliona ludzi zostało przesiedlonych w granicach kraju. Winny sytuacji jest także amerykański sojusznik, którym jest Katar. Odegrał on bowiem kluczową rolę w ułatwieniu talibom podboju Afganistanu w zeszłym roku.
Doha – centrum negocjacji z Amerykanami
Katarski rząd wsparł na początku 2010 roku wysokich rangą przywódców talibów. Pozwolił im w stolicy kraju założyć biuro, które miało prowadzić rozmowy z administracją Obamy.
„Przyjęcie talibów przez Katar nie było raczej szokiem. Kraj ten służył jako przystań dla członków wielu grup ekstremistycznych, w tym Hamasu, Bractwa Muzułmańskiego i grup powiązanych z Al-Kaidą. Czyni to Katar de facto państwowym sponsorem terroryzmu, ale także daje mu znaczną siłę geopolityczną. Kraj o powierzchni mniejszej niż Connecticut i posiadający mniej niż 300 000 obywateli, Katar ma miejsce przy stole negocjacyjnym w wielu bliskowschodnich konfliktach” – oceniają autorzy artykułu.
Administracja Obamy, od pewnego momentu szukała politycznego porozumienia z talibami. W styczniu 2012 roku właśnie w Katarze odbyły się tajne rozmowy między talibskimi negocjatorami a amerykańskimi i europejskimi urzędnikami. Katarczycy byli zadowoleni z faktu, że Amerykanie myślą o wycofaniu się, chociaż talibowie wciąż prowadzili wojnę przeciwko USA. Na dodatek trwało nadal ich partnerstwo z Al-Kaidą.
W 2013 roku talibowie swoją siedzibę w Doha nazwali „biurem politycznym Islamskiego Emiratu Afganistanu”. Zawiesili nad nią swój sztandar. Twierdzili, że odbyło się to za zgodą rządu katarskiego. Na nic zdały się tu protesty urzędników amerykańskich i afgańskich.
Po tym, jak negocjacje utknęły w martwym punkcie, nowa runda rozmów w Katarze rozpoczęła się w 2013 roku. Doha zainicjowała spotkania, wykorzystując wymianę więźniów. Talibowie wymienili wówczas amerykańskiego żołnierza, Bowe Bergdahla za pięciu, sprzymierzonych z Al-Kaidą, przywódców talibskich. Dwóch z nich odpowiadało za ataki terrorystyczne, a jeden był członkiem założycielem talibów. Cała piątka brała później udział w negocjacjach z Waszyngtonem.
W okresie rządów Trumpa rozmowy kontynuowano. Nadal służyło temu biuro talibów w Katarze. I Demokraci, i Republikanie chcieli zakończenia przeciągającej się wojny.
To dzięki Katarczykom talibowie z powodzeniem wypromowali swój wizerunek odpowiedzialnego rządu, mimo że wcześniej postrzegano ich jako grupę terrorystyczną.
Porozumienie amerykańsko-talibskie
29 lutego 2020 roku administracja Trumpa podpisała wynegocjowane przez Katar porozumienie, niedbające bynajmniej o interesy narodu afgańskiego. Nie zobowiązywało talibów do podzielenia się władzą ani do uznania afgańskiej konstytucji. Nie wspomniano o prawach kobiet. Talibowie nie musieli też potępić Al-Kaidy. Jeśli chodzi o terroryzm, skończyło się na mglistych obietnicach, że nie pozwolą grupom terrorystycznym działać w Afganistanie.
13 kwietnia 2022 roku prezydent Biden ogłosił pełne wycofanie wojsk amerykańskich i zrobił to bezzwłocznie.
„Biden popełnił niewytłumaczalny błąd, usuwając zasoby wojskowe przed ewakuacją amerykańskich cywilów” – zauważają Schanzer i Roggio.
Afgański rząd upadł w sierpniu, zaledwie cztery miesiące później i władzę przejęli talibowie. Rozpoczęły się wówczas represje obywateli i polowanie na dysydentów. Zmusiło to miliony Afgańczyków do ucieczki.
Takie wsparcie to za mało
„Rok później Waszyngton nadal szuka rozwiązań dla tego wysiedlenia, ale nie z wystarczającym zapałem. Ameryka jest największym darczyńcą dla komisji ONZ ds. uchodźców z 1,8 miliarda dolarów pomocy, ale nie zrobiła nic więcej” – piszą autorzy.
Bogaty Katar dał natomiast 25 milionów dolarów na wsparcie uchodźców, wraz z 700 tonami żywności i leków.
Katar mógłby jednak ofiarować uchodźcom coś znacznie cenniejszego: domy. Obecnie, przygotowując się do Mistrzostw Świata w piłce nożnej, kraj ten, który ma być ich gospodarzem, wybudował ponad 100 000 pokoi. Postawione z tej okazji hotele, apartamenty, kabiny na statkach wycieczkowych i namioty w stylu beduińskim mają zostać rozebrane od razu po zakończeniu igrzysk, a przecież z powodzeniem mogłyby posłużyć za mieszkania afgańskim uchodźcom i osobom ubiegającym się o azyl. W końcu za sytuację, w jakiej się znaleźli, odpowiada także Doha.
Przeczytaj także:
- Chiny próbują porozumieć się z talibami w sprawie wydobycia zasobów naturalnych Afganistanu – informuje „The Wall Street Journal”
- Amerykańsko-rosyjskie spotkanie na szczycie w kwestiach Azji Środkowej po wycofaniu się USA z Afganistanu
- Administracja Bidena oddała Afganistan w ręce terrorystów
„Katar prawie na pewno odrzuciłby tę propozycję. Można sobie wyobrazić, że przywódcy emiratu powołują się na brak możliwości przyjęcia tak wielu uchodźców. Jednak kraj ten gości obecnie ponad dwa miliony zagranicznych pracowników, głównie z Azji Południowej. Dlaczego oni nadają się do tymczasowego pobytu w Katarze, ale nie Afgańczycy?” – pytają autorzy.
Jakby nie podchodzić do tej sprawy, Ameryka i Katar popełniły błędy, za które płacą dziś afgańscy uchodźcy. Oba kraje powinny dla nich zrobić więc znacznie więcej. Katar mógłby zapewnić Afgańczykom schronienie do czasu znalezienia jakiegoś stałego rozwiązania.
Jonathan Schanzer jest amerykańskim autorem i starszym wiceprezesem ds. badań w Fundacji Obrony Demokracji. Nadzoruje pracę ekspertów i naukowców. Napisał setki artykułów na temat Bliskiego Wschodu, a także kilkanaście rozdziałów i monografii.
Bill Roggio jest amerykańskim komentatorem spraw wojskowych i redaktorem zarządzającym „The Long War Journal”. Był żołnierzem w czynnej służbie armii Stanów Zjednoczonych w latach 90. XX wieku.