fbpx
14 września, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Raport zespołu Mularczyka to początek drogi do celu

Maciej Małek
Maciej Małek

Nowy Świat 24 | Redakcja

zniszczenia, wojna, Warszawa, Plac Trzech Krzyży
Warszawa, Plac Trzech Krzyży, 1945 r. - widok w kierunku północnym. Na pierwszym planie widoczna figura św. Jana Nepomucena. W głębi widoczne ruiny kościoła św. Aleksandra. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Gdy piszę te słowa, znamy już główne tezy raportu Parlamentarnego Zespołuds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej pracującego pod kierownictwem posła Arkadiusza Mularczyka. Data prezentacji raportu – 1 września jawi się jako tyleż symboliczna, co nieprzypadkowa, podobnie jak miejsce – Zamek Królewski w Warszawie.

Szczegółowa analiza metodyki oszacowania wymiaru materialnego poniesionych przez Polskę strat wymaga głębszej analizy, ale kwota blisko 6 bilionów złotych działa na wyobraźnię. Tak czy inaczej, reakcja społeczna jest jednoznaczna w swojej wymowie, kiedy bowiem, jak nie tego dnia, tezy, rekomendacje i konkluzje raportu wywołałyby silniejszy rezonans niż w rocznicę niemieckiej agresji na Polskę.

Z punktu widzenia planu politycznego trudno o lepszy moment, wszak polityka polega także na uruchamianiu emocji. Tyle tylko, że na gruncie prawno-traktatowym rzecz wydaje się nader trudna i skomplikowana z kilku co najmniej przyczyn, z których każda z osobna i wszystkie wzięte razem, zdają się wskazywać, że ów projekt ma przed sobą żmudną i długą drogę.

Otóż z mocy traktatu poczdamskiego część należnych Polsce reparacji przypadała na kontrybucję przyznaną ówczesnemu Związkowi Radzieckiemu. To zapewne zaważyło na decyzji władz PRL z 23 sierpnia 1953 roku o rezygnacji z odszkodowań wojennych, a następnie (24 sierpnia) o uznaniu, wspólnie z ZSRR, dotychczasowego zadośćuczynienia za wystarczające.

Wcześniej Kreml zobowiązany uchwałami poczdamskimi uznał jednostronnie, że z należnych Polsce 6 mld ówczesnych dolarów należy odliczyć znaczne kwoty, tytułem różnic w wartości majątku nabytego przez Polskę w wyniku uzyskania Ziem Zachodnich i utraconego po tym, jak Kresy Wschodnie przypadły Sowietom.

W odpowiedzi na argumenty ówczesnego premiera Stanisława Mikołajczyka, że Sowieci wywieźli z Ziem Zachodnich majątek ruchomy, inwentarz, a nawet całe fabryki, Wiaczesław Mołotow miał stwierdzić, że ich łączna wartość nie przekraczała 500 mln dol. W efekcie wyrażono zgodę na przyznanie Polsce jedynie 15 proc. dostaw z ówczesnej radzieckiej strefy okupacyjnej i kolejnych 15 proc. majątku ze stref okupacyjnych Niemiec administrowanych przez sojuszników zachodnich, tj. USA, Wielką Brytanię oraz Francję.

Oświadczenie o rezygnacji z dalszych roszczeń, z wyjątkiem związanych z okrucieństwem i uciskiem czasu okupacji, wystosowano do rządu NRD, jako że nie utrzymywano stosunków dyplomatycznych z RFN. Ustęp 5. oświadczenia z 24 sierpnia stwierdzał, że: „dla uregulowania problemu niemieckiego i w uznaniu, iż Niemcy w znacznym stopniu uregulowały swoje zobowiązania z tytułu odszkodowań wojennych, rząd Polski zrzeka się z dniem 1 stycznia 1954 roku spłaty odszkodowań wojennych na rzecz Polski”.

Wcześniej, w Jałcie ustalono, że żadne odszkodowania na rzecz państw alianckich poszkodowanych przez III Rzeszę nie będą wypłacane w gotówce, papierach wartościowych lub złocie. Zamiast tego na wartość reparacji składały się niemieckie aktywa przemysłowe i ziemie. W efekcie uznania przez NRD (co potwierdzi późniejszy układ o normalizacji stosunków pomiędzy PRL i RFN) granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, Polsce przypadło blisko 24 proc. terytorium Niemiec w granicach z 1937 roku. Na tym jednak nie koniec.

W roku 1972 RFN wypłaciła odszkodowania z tytułu eksperymentów pseudomedycznych i więzienia w niemieckich obozach koncentracyjnych. Z kolei na mocy umowy Gierek-Schmidt z 1975 roku, Niemcy zobowiązały się wypłacić 1,3 mld marek Polakom opłacającym w czasie okupacji niemieckie ubezpieczenia społeczne, którzy nie pobierali z tego tytułu emerytury.

Po zjednoczeniu Niemiec w odpowiedzi na roszczenia niemieckich organizacji ziomkowskich zrzeszających byłych mieszkańców ziem należących po 1945 roku do Polski nasze Państwo ponownie zażądało reparacji. Kwestię uregulowano w ten sposób, że w 1992 roku oba rządy powołały Fundację Polsko-Niemieckiego Pojednania, która wypłaciła Polakom kolejne 4,7 mld zł. Z kolei w latach 1992-2006 rządy Austrii i Niemiec wypłaciły odszkodowania ofiarom pracy przymusowej. Tylko od 2001 roku – 484 tys. osób otrzymało w sumie 3,5 mld zł. Ponadto szwajcarski Fundusz na Rzecz Ofiar Holokaustu w latach 1998-2002 wypłacił odszkodowania polskim Żydom i Romom. Tyle faktów.

Co do warstwy politycznej, warto przypomnieć, że Niemcy były lojalnym orędownikiem przyjęcia Polski do Unii Europejskiej, która to wspólnota zbudowana na wartościach – o czym przypominają gwiazdy z korony maryjnej – powstała w reakcji na doświadczenia II wojny światowej. Potwierdza to fakt, że flaga unijna po raz pierwszy załopotała na wieży katedry w Strasburgu. Tym samym zadośćuczynieniu w warstwie symbolicznej stało się, choć w części zadość.

Pora na podjęcie rzeczowych, pozbawionych emocji rozmów na temat form, trybu i wymiaru ekonomicznego zadośćuczynienia za straty materialne. Zapowiedziana przez premiera Mateusza Morawieckiego nota dyplomatyczna w tej sprawie będzie nie tylko prawno-międzynarodową inicjacją procesu, który zakończy ponure dziedzictwo, najstraszniejszej z wojen w relacji pomiędzy naszymi państwami i narodami, ale także testem na wiarygodność Niemiec jako państwa prawa.

W sytuacji, gdy jesteśmy członkami tego samego sojuszu obronnego, jakim jest NATO, odpowiedź na tak postawione pytanie wydaje się oczywista. Także w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę negatywną odpowiedź naszych zachodnich sąsiadów, niezależnie od intencji można będzie zakwalifikować w najlepszym razie jako nierozumną.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: