Gdy piszę te słowa, znamy już główne tezy raportu Parlamentarnego Zespołuds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej pracującego pod kierownictwem posła Arkadiusza Mularczyka. Data prezentacji raportu – 1 września jawi się jako tyleż symboliczna, co nieprzypadkowa, podobnie jak miejsce – Zamek Królewski w Warszawie.
Szczegółowa analiza metodyki oszacowania wymiaru materialnego poniesionych przez Polskę strat wymaga głębszej analizy, ale kwota blisko 6 bilionów złotych działa na wyobraźnię. Tak czy inaczej, reakcja społeczna jest jednoznaczna w swojej wymowie, kiedy bowiem, jak nie tego dnia, tezy, rekomendacje i konkluzje raportu wywołałyby silniejszy rezonans niż w rocznicę niemieckiej agresji na Polskę.
Z punktu widzenia planu politycznego trudno o lepszy moment, wszak polityka polega także na uruchamianiu emocji. Tyle tylko, że na gruncie prawno-traktatowym rzecz wydaje się nader trudna i skomplikowana z kilku co najmniej przyczyn, z których każda z osobna i wszystkie wzięte razem, zdają się wskazywać, że ów projekt ma przed sobą żmudną i długą drogę.
Otóż z mocy traktatu poczdamskiego część należnych Polsce reparacji przypadała na kontrybucję przyznaną ówczesnemu Związkowi Radzieckiemu. To zapewne zaważyło na decyzji władz PRL z 23 sierpnia 1953 roku o rezygnacji z odszkodowań wojennych, a następnie (24 sierpnia) o uznaniu, wspólnie z ZSRR, dotychczasowego zadośćuczynienia za wystarczające.
Wcześniej Kreml zobowiązany uchwałami poczdamskimi uznał jednostronnie, że z należnych Polsce 6 mld ówczesnych dolarów należy odliczyć znaczne kwoty, tytułem różnic w wartości majątku nabytego przez Polskę w wyniku uzyskania Ziem Zachodnich i utraconego po tym, jak Kresy Wschodnie przypadły Sowietom.
W odpowiedzi na argumenty ówczesnego premiera Stanisława Mikołajczyka, że Sowieci wywieźli z Ziem Zachodnich majątek ruchomy, inwentarz, a nawet całe fabryki, Wiaczesław Mołotow miał stwierdzić, że ich łączna wartość nie przekraczała 500 mln dol. W efekcie wyrażono zgodę na przyznanie Polsce jedynie 15 proc. dostaw z ówczesnej radzieckiej strefy okupacyjnej i kolejnych 15 proc. majątku ze stref okupacyjnych Niemiec administrowanych przez sojuszników zachodnich, tj. USA, Wielką Brytanię oraz Francję.
Oświadczenie o rezygnacji z dalszych roszczeń, z wyjątkiem związanych z okrucieństwem i uciskiem czasu okupacji, wystosowano do rządu NRD, jako że nie utrzymywano stosunków dyplomatycznych z RFN. Ustęp 5. oświadczenia z 24 sierpnia stwierdzał, że: „dla uregulowania problemu niemieckiego i w uznaniu, iż Niemcy w znacznym stopniu uregulowały swoje zobowiązania z tytułu odszkodowań wojennych, rząd Polski zrzeka się z dniem 1 stycznia 1954 roku spłaty odszkodowań wojennych na rzecz Polski”.
Wcześniej, w Jałcie ustalono, że żadne odszkodowania na rzecz państw alianckich poszkodowanych przez III Rzeszę nie będą wypłacane w gotówce, papierach wartościowych lub złocie. Zamiast tego na wartość reparacji składały się niemieckie aktywa przemysłowe i ziemie. W efekcie uznania przez NRD (co potwierdzi późniejszy układ o normalizacji stosunków pomiędzy PRL i RFN) granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, Polsce przypadło blisko 24 proc. terytorium Niemiec w granicach z 1937 roku. Na tym jednak nie koniec.
W roku 1972 RFN wypłaciła odszkodowania z tytułu eksperymentów pseudomedycznych i więzienia w niemieckich obozach koncentracyjnych. Z kolei na mocy umowy Gierek-Schmidt z 1975 roku, Niemcy zobowiązały się wypłacić 1,3 mld marek Polakom opłacającym w czasie okupacji niemieckie ubezpieczenia społeczne, którzy nie pobierali z tego tytułu emerytury.
Po zjednoczeniu Niemiec w odpowiedzi na roszczenia niemieckich organizacji ziomkowskich zrzeszających byłych mieszkańców ziem należących po 1945 roku do Polski nasze Państwo ponownie zażądało reparacji. Kwestię uregulowano w ten sposób, że w 1992 roku oba rządy powołały Fundację Polsko-Niemieckiego Pojednania, która wypłaciła Polakom kolejne 4,7 mld zł. Z kolei w latach 1992-2006 rządy Austrii i Niemiec wypłaciły odszkodowania ofiarom pracy przymusowej. Tylko od 2001 roku – 484 tys. osób otrzymało w sumie 3,5 mld zł. Ponadto szwajcarski Fundusz na Rzecz Ofiar Holokaustu w latach 1998-2002 wypłacił odszkodowania polskim Żydom i Romom. Tyle faktów.
Co do warstwy politycznej, warto przypomnieć, że Niemcy były lojalnym orędownikiem przyjęcia Polski do Unii Europejskiej, która to wspólnota zbudowana na wartościach – o czym przypominają gwiazdy z korony maryjnej – powstała w reakcji na doświadczenia II wojny światowej. Potwierdza to fakt, że flaga unijna po raz pierwszy załopotała na wieży katedry w Strasburgu. Tym samym zadośćuczynieniu w warstwie symbolicznej stało się, choć w części zadość.
Pora na podjęcie rzeczowych, pozbawionych emocji rozmów na temat form, trybu i wymiaru ekonomicznego zadośćuczynienia za straty materialne. Zapowiedziana przez premiera Mateusza Morawieckiego nota dyplomatyczna w tej sprawie będzie nie tylko prawno-międzynarodową inicjacją procesu, który zakończy ponure dziedzictwo, najstraszniejszej z wojen w relacji pomiędzy naszymi państwami i narodami, ale także testem na wiarygodność Niemiec jako państwa prawa.
W sytuacji, gdy jesteśmy członkami tego samego sojuszu obronnego, jakim jest NATO, odpowiedź na tak postawione pytanie wydaje się oczywista. Także w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę negatywną odpowiedź naszych zachodnich sąsiadów, niezależnie od intencji można będzie zakwalifikować w najlepszym razie jako nierozumną.