Jeśli zagłębić się w lekturę Traktatu Waszyngtońskiego, który zwykle koncentruje uwagę obserwatorów na artykule 5. odwołującym się do kwestii wzajemnej obrony członków Paktu Północnoatlantyckiego, rychło okaże się, że równie istotny, jak przywołany art. 5., wydaje się zapis zawarty w artykule 3. owego dokumentu. Otóż stwierdza on expressis verbis, że Strony Traktatu wszystkie razem i każda z osobna, poprzez stałą i skuteczną samopomoc i pomoc wzajemną będą utrzymywały i rozwijały swoją indywidualną i zbiorową zdolność do odparcia zbrojnej napaści.
Generał Jarosław Stróżyk były z-ca Szefa Wywiadu w połączonym dowództwie NATO, a obecnie adiunkt w katedrze Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego interpretuje ów zapis, jako zależność zdolności obronnych NATO od kondycji gospodarek tworzących go państw.
Wydaje się, że w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę, owa teza nabiera szczególnej aktualności, a sankcje nakładane przez demokratyczny świat na Federację Rosyjską poza wymiarem stricte ekonomicznym, mają wprost przełożenie na zdolności odtwarzania potencjału militarnego, tak w aspekcie technologicznym, jak logistycznym i finansowym. To rzecz jasna broń obosieczna, o czym przekonujemy się boleśnie z uwagi na braki zaopatrzenia w nośniki energii, a co za tym idzie wzrost cen surowców kopalnych.
Przeczytaj także:
- Czy Polska stanie się centrum wojskowym?
- Święto Wojska Polskiego
- Polska chce wzmocnić możliwości bojowe polskiego lotnictwa – pisze „Breaking Defense”
Dobrze rozumieli to włodarze II Rzeczypospolitej, gdyż budowa portu w Gdyni, Centralnego Okręgu Przemysłowego, czy Doliny Lotniczej miały poza odbudową zrujnowanej w wyniku Wielkiej Wojny gospodarki, wzmocnić nasze zdolności obronne.
Także Naród nie szczędził ofiar, czego wyrazem były zakupy dokonywane na rzecz wojska ze środków FON-u. Wszystko to okazało się zbyt skromne, w obliczu tego, czym dysponowała wówczas III Rzesza. O wadze i znaczeniu zaplecza gospodarczego świadczyło choćby powołanie Organizacji Todta, odpowiedzialnej za wsparcie materiałowe niemieckich działań wojennych.
Współcześnie, kiedy gwarancją europejskiego bezpieczeństwa pozostają, w kategoriach skutecznego odstraszania, potencjały nuklearne USA, Francji i Wielkiej Brytanii, trzeba pamiętać, że efekt skali gwarantuje w głównej mierze potencjał gospodarczy USA. Nie tylko w zakresie skali wydatków obronnych, dwukrotnie przekraczających środki asygnowane na ten cel przez Chiny i Rosję razem wzięte, ale bezsporna przewaga technologiczna w odniesieniu do broni konwencjonalnej, by przywołać tylko precyzję i siłę rażenia wyrzutni rakietowych M142 HIMARS.
Interoperacyjność w ramach sojuszu gwarantują także standardy w zakresie systemów rozpoznania, łączności, optoelektroniki czy lotnictwa transportowego zapewniającego możliwość szybkiej dyslokacji samodzielnych grup bojowych. W tym kontekście szczególnej wagi i znaczenia nabierają możliwości ponoszenia wydatków na obronność, a w tym wyposażenia i szkolenia pojedynczego żołnierza.
Zależy to nie tylko od PKB, czy wielkości gospodarki danego kraju, ale udziału budżetu obronnego w ogóle wydatków budżetowych. W tej sprawie widzimy brak europejskiej jedności, bo wbrew inicjatywom zapoczątkowanym jeszcze za prezydentury Donalda Trumpa, europejscy sojusznicy nie kwapią się do wypełniania swoich zobowiązań.
Warto przypomnieć, że w czasach, kiedy obecna Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, kierowała niemieckim resortem obrony, okazało się, że zabrakło amunicji do Leopardów. Chcemy wierzyć, że wycofanie się Hiszpanii ze zobowiązania podniesienia wydatków na obronność o 25%, co zapowiadano jeszcze we wrześniu tego roku, nie ma związku ze składem politycznym tamtejszego rządu.
Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że partie (najogólniej rzecz ujmując) konserwatywne, przywiązują do obronności większą wagę. Przykładem skala i zakres pomocy udzielanej Ukrainie przez USA, UK i Polskę. Tymczasem ze strony Niemiec, daleko większej gospodarki niż Polska, słyszymy jedynie deklaracje i niejasne obietnice.
Nasza aktywność w sferze zakupów uzbrojenia wzbudza niekiedy wątpliwości co do celowości i efektów tych działań. Sceptykom odpowiem, że wyrzutnie rakiet, czołgi, systemy łączności, czy bezzałogowce, a to przecież daleko nie wszystko. Poza bezpośrednim wzmocnieniem potencjału obronnego Polski, to także nowe miejsca pracy, postęp technologiczny (również za sprawą rozwoju i wdrożeń rodzimych rozwiązań), wreszcie możliwość implementacji technologii obronnej na gruncie cywilnym. Wystarczy wymienić systemy kierowania ruchem, rozwiązania z zakresu Smart City, ochronę infrastruktury krytycznej, czy maszyny budowlane, trakcyjne i przemysł motoryzacyjny. Udowodniła to wielokrotnie historia, że wymienimy tylko genialnego konstruktora Ferdynanda Porsche.
Dzisiaj w dobie wojny hybrydowej, równie istotne, jak armaty czy czołgi, są rozwiązania z obszaru technologii cyfrowej, skutecznie blokujące transfer pieniędzy, paraliżujące łączność bądź monitorujące niepożądane aktywności w sieci.
Skala usług masowych sprawia, że systemy sterowania sieciami infrastrukturalnymi, są równie ważne dla naszego bezpieczeństwa w wymiarze indywidualnym i zbiorowym, jak instalacje o przeznaczeniu militarnym. Nie przypadkiem rosyjski agresor atakuje ujęcia wody, elektrownie, szpitale, a nawet szkoły.
W tym stanie rzeczy pytanie o sens wydatków na zbrojenia, czy jego koszty społeczne wydaje się jedynie funkcją ruskiej propagandy. Józef Beck w płomiennym przemówieniu, które wygłosił w polskim Sejmie 5 maja 1939 roku, odwoływał się między innymi do stwierdzenia; „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę”. Co było potem, wiemy aż nadto dobrze. Dzisiaj zatem zastosowanie ma raczej teza, że wydatki obronne, jako gwarancja bezpieczeństwa, stanowią jednocześnie warunek i rękojmię pomyślnego rozwoju.
Polska armia potrzebuje więcej pieniędzy i czasu. Zupełnie jak przed 1939 rokiem.