José Soto Chica zasłużenie zyskał reputację jednego z największych hiszpańskich specjalistów od tego okresu dzięki takim dziełom jak „Imperios y bárbaros” („Imperia i barbarzyńcy”) oraz „Los visigodos. Hijos de un dios furioso” („Wizygoci. Dzieci wściekłego boga”). W swoim ostatnim eseju pisze: „W 425 roku n.e. czynsze starej rzymskiej arystokracji były bardzo wysokie. Jedna rodzina zarabiała 4 tys. funtów złota rocznie, co stanowiło połowę rzymskiego budżetu wojskowego. Suma, którą zarabiali dzięki swojej ziemi, własności i licznym kontaktom handlowym, plus jedna trzecia, którą otrzymywali w naturze. Mówimy tu o wielkich pieniądzach. Dzieje się to w czasie, gdy imperium jest w stanie agonii – najazdów barbarzyńców, utraty jednej czwartej terytorium i gwałtownego spadku liczby ludności”.
Chica daje świeże spojrzenie na prawdziwe przyczyny, które doprowadziły do końca imperium. W przeszłości historiografia podawała wiele powodów, by wyjaśnić jego upadek. Pisano o kryzysie gospodarczym, spadku urodzin, rozprzestrzenianiu się chrześcijaństwa. Wskazywano na napływ ludów germańskich. Dopiero Chica skierował swoją uwagę na rzymską klasę senatorską i patrycjuszy oraz ich nieetyczną postawę i chciwość.
Uważnie przeanalizował dokumenty i dostrzegł w nich informacje, na które wcześniej nie zwrócono wystarczającej uwagi. Następnie postawił mocną tezę, którą przedstawił w swoim eseju, w którym przywołuje też wielkie postaci, takie jak Galla Placydia, Aecjusz, Walentynian III i Alaryk.
Pisze jasno o przyczynie upadku Imperium Rzymskiego. „Państwo prosi miliarderów o podjęcie wysiłku, ale ta arystokracja nie chce się do tego przyczynić i promuje zamachy stanu, wspiera uzurpatorów lub udziela poparcia barbarzyńcom, ponieważ uważa, że taniej jest płacić tym obcokrajowcom, a nie państwu za ochronę. To właśnie w tym momencie państwo się załamuje. Wcześniej te same klasy były związane z Rzymem i nie wahały się oddać do jego dyspozycji posiadanych zasobów, by chronić państwo, jak to miało miejsce podczas wojen z Hannibalem. Nie miało to miejsca we Wschodnim Cesarstwie Rzymskim i jest jednym z powodów, dla których przetrwało ono o tysiąc lat dłużej” – twierdzi historyk.
Niszczycielska krótkowzroczność bogaczy
To, co stało się z Imperium Rzymskim, powinno dać i współczesnym do myślenia. Należy wyciągać wnioski, by dzisiaj działać lepiej. To, co się dzieje obecnie, gdy istnieje mniejszość, monopolizująca dużą część światowych zasobów i pieniędzy, nosi znamiona podobieństwa do tego, co działo się w ostatniej epoce Wiecznego Miasta: „Ta arystokracja milionerów uznała, że państwo nie jest konieczne. Po co płacić podatki na utrzymanie dworu cesarskiego i armii, skoro mogę zapłacić lokalnemu barbarzyńcy za utrzymanie mnie na szczycie drabiny społecznej?” – pisze Chica. I twierdzi on, że takie myślenie to był poważny błąd: „Nie zdawali sobie sprawy, że struktury państwa są bardziej złożone. To był akt arogancji z ich strony, bo w końcu pieniądze cię nie chronią; decyduje ten, kto ma władzę. Senator miał bogactwo, ale mieczem władał barbarzyńca”. Zapłacili wtedy za swój egoizm także sami egoiści: „W rezultacie synowie i wnuki tych klas poszli na wojnę, ale walczyli dla barbarzyńców. Nie dostrzegli kluczowego punktu, że państwo jest niezbędne, że prawo jest ważne i że Rzym oferuje ramy dla dobrobytu i wymiany. Rzym został stracony z powodu chciwości i krótkowzroczności klasy rządzącej, która broniła własnego interesu”. Historyk uważa, że powinniśmy wyciągnąć z tego wnioski i „nauczyć się nie ufać elitom oraz domagać się odpowiedzialności, ponieważ poczucie odpowiedzialności nas wszystkich zaginęło w dzisiejszych czasach”. O historii pisze, że „jest poligonem doświadczalnym dla ludzkości i ujawnia, że pewne rzeczy można było zrobić inaczej. W IV i V wieku powstały najwspanialsze wille w całym Imperium Rzymskim. Były większe i bardziej okazałe niż te z czasów Cezara. Natomiast w VI wieku nie budowano nawet amfiteatrów”.
Przeczytaj także:
- Solidus zamiast stypendium, czyli gdy Legiony Rzymu zażądały wynagrodzenia
- W kogo uderzają blokady i sankcje?
- Najświętsze miejsce w Jerozolimie jest tylko pretekstem dla ekstremistów po obu stronach konfliktu – zauważa „Haaretz”
Chica zauważa też, że ci, „którzy mają pieniądze, nie wnoszą ich do sfery publicznej, aby przyczynić się do postępu obywateli”. Twierdzi, że „w tym samym czasie, gdy widzimy świat pogrążony w kryzysie, z tonącą klasą średnią i rosnącą liczbą ubogich, pośród tego bogactwa rozwija się arystokracja”. Taka sytuacja jest obecnie, to się dzieje tu i teraz. W Europie i Stanach Zjednoczonych klasa średnia ubożeje, a elity gospodarcze i polityczne zawierają umowy.
Zamiast płacić podatki, woleli dać pieniądze barbarzyńcom
To był poważny błąd, który popełnili rzymscy bogacze – twierdzi Chica. I ostrzega: „Jakkolwiek wieczne może wydawać się nam imperium, może ono runąć w krótkim czasie”. Zauważa, że to może dotyczyć i naszego świata.
To nie jedyna lekcja płynąca z jego eseju. Podjęty w nim został też temat dobrego i złego rządzenia. „Gospodarka i wojsko są kluczowe, stabilność społeczna jest kluczowa, ale ostatecznie decyzje są fundamentalne. Galla Placydia była geniuszem, pierwszorzędnym politykiem, żoną Ataulfa, matką cesarza, ale popełniła błąd, przedkładając ambicje rodzinne nad państwowe. W latach 425-435 straciła Afrykę, która była źródłem 60 proc. dochodów Rzymu. Wybrała utratę tego terytorium zamiast rezygnacji z władzy. Pozwoliła Bonifacemu, Feliksowi i Aecjuszowi grać przeciwko sobie i likwidować pozostałe zasoby imperium. Woleli, żeby wszystko szło nie tak, żeby tylko utrzymać kontrolę. I oczywiście byli świadomi tego, co się stanie. Ojciec Gali Placydii był świadomy znaczenia Afryki, ale mimo to promował tę konfrontację” – pisze historyk.
Jest to dla niego „punkt bez powrotu, ponieważ Genzeryk przekracza Cieśninę Gibraltarską i zajmuje Afrykę. W 439 roku zdobywa Kartaginę i od tego momentu Rzym stał się imperium zombie. Nie ma złota na utrzymanie armii, a bez żołnierzy nie można bronić prowincji, a im mniej prowincji, tym mniej podatków i mniej pieniędzy… Imperium Rzymskie nie upada, tylko się rozpuszcza. Odoaker wysyła insygnia cesarskie na Wschód, bo to, co zostało, już tam jest”.
Soto Chica przyznaje na koniec, że ambicja sama w sobie nie jest zła. Zauważa jednak, że „kiedy nie jest ona dostosowana do interesu ogólnego, jest szkodliwa”. I ostrzega: „Dzisiejsze elity są tego świadome, ale wierzą, że system wytrzyma wszystko. Tak właśnie myślała senatorska arystokracja, że będzie znosić ich chciwość i brak skrupułów. I tak się nie stało. W tym miejscu jesteśmy teraz. Jest nadzieja, ale jeśli nie podejmiemy wspólnej decyzji, nasze wnuki będą tego żałować i osądzą nas za to, co zrobiliśmy”.