fbpx
19 kwietnia, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Zamrożenie cen energii elektrycznej nie rozwiązuje problemów

Bohdan Szafrański
Bohdan Szafrański

Nowy Świat 24 | Redakcja

energia, ekonomia, gospodarka, energetyczny
Ireneusz Jabłoński, Centrum im. Adama Smitha, archiwum prywatne

Wprowadzone ustawowo zamrożenie cen energii w 2023 r. dla jej odbiorców budzi dużo dyskusji. Czy działanie rządu poza złagodzeniem części skutków podwyżek ma też negatywne strony?

Po pierwsze zamrożenie ustawowe cen, w tym wypadku dość wrażliwego medium, jakim jest energia elektryczna, jest walką ze skutkami, a nie likwidacją przyczyn. Bez jednoczesnego przeprowadzania likwidacji przyczyn obecnego stanu rzeczy, walka ze skutkami będzie mało skuteczna. Jeśli w efekcie niewłaściwie prowadzonej polityki gospodarczej i w tym przypadku również zagranicznej, istotnie zwiększono koszty wytwarzania energii elektrycznej, to przy zamrożeniu cen różnica pomiędzy kosztem wytworzenia a kosztem sprzedaży będzie negatywnie oddziaływała na wytwórców i dystrybutorów. Czyli na tych, którzy energię wytwarzają w różnych źródłach.

Pamiętajmy, że mamy nie tylko dużych, przemysłowych producentów, ale też szereg małych wytwórców energii oraz tych, którzy zajmują się jej dystrybucją, a wszyscy oni są już związani podpisanymi wielomiesięcznymi kontraktami. Przecież Kodeks cywilny nie przestanie ich obowiązywać ze względu na uchwalenie specjalnej ustawy cenowej.

Kolejną konsekwencją tego rozwiązania jest pogorszenie i tak już trudnej sytuacji zarówno dużych, jak i małych wytwórców energii elektrycznej. Duzi przemysłowi producenci energii, obecnie jest ich czterech, w tym trzech bezpośrednio kontrolowanych przez państwo, zostało kilka lat temu de facto „zmuszonych” decyzjami politycznymi, do wyłożenia dużych kwot sięgających miliardów złotych na podtrzymanie nieefektywnych ekonomicznie przedsiębiorstw górniczych. Przy czym ta nieefektywność ekonomiczna w tamtym czasie wynikała w znacznej części ze złej organizacji pracy, a nie braku atrakcyjnych pokładów węgla, które wówczas eksploatowano.

Przeczytaj także:

To znaczy, mimo że były dostępne rezerwy proste, których nie chcąc lub nie potrafiąc uruchomić (z powodu braku kompetencji lub z wyimaginowanych ryzyk politycznych), występujące braki po prostu „zasypano” pieniędzmi pochodzącymi ze spółek energetycznych. W ten sposób koncerny wytwarzające energię elektryczną i dystrybuujące ją pozbawiono bufora finansowego, pozwalającego na przetrzymanie trudnej sytuacji rynkowej, na przykład takiej, jaką mamy obecnie. Co ważniejsze, w ten sposób pozbawiono je również środków finansowych na modernizację własnych mocy wytwórczych i przesyłowych. Na koniec tego łańcucha tragicznych pomyłek (w sensie skutków ekonomicznych) zamknięto kilkanaście kopalń.

Nie jest też tajemnicą, że przy dużych zachętach propagandowych i finansowych do tworzenia źródeł energii odnawialnej, poczynając od biogazowni, poprzez wiatraki, a na fotowoltaice kończąc, wielu prywatnych inwestorów zdecydowało się na poniesienie dużych nakładów inwestycyjnych na zbudowanie tych instalacji. Biogazownie, wiatraki, a także fotowoltaika, to drogie inwestycje w przeliczeniu na wytwarzaną energię w skali roku, dodatkowo charakteryzujące się wysokimi kosztami utrzymania oraz eksploatacji.

Ponadto głównie mali i średni wytwórcy działają w bardzo niestabilnych warunkach fiskalnych. Raz mają dopłatę za „zieloną energię”, innym razem zostaje to im odebrane lub znacząco zredukowane. Mogliby oni działać na wolnym rynku, ale są ograniczeni przepisami administracyjnymi.

Zatem programy służące zwiększeniu komponentu energii ze źródeł odnawialnych, zachęcające przynajmniej werbalnie do inwestowania w te instalacje, są następnie redukowane pragmatyką postępowania polityków, a konkretnie rządu poprzez tworzenie bardzo niestabilnych prawnych i fiskalnych warunków działania.

Suma tych decyzji powoduje brak stabilizacji, ryzyko konfliktów związanych z umowami cywilnoprawnymi, które wiążą zarówno wytwórców, jak i dystrybutorów oraz odbiorców końcowych na wiele miesięcy. Ponadto nie rozwiązuje to problemu energetyki przemysłowej, bo ta, jak już wspomniałem, wcześniej została pozbawiona środków finansowych, które skierowano na dotowanie kopalń, z których paradoksalnie część i tak później zamknięto. Dlatego zamrożenie cen energii elektrycznej spowoduje w średniej i dłuższej perspektywie bardzo poważne perturbacje na rynku energetycznym, zarówno wytwórczym, jak i dystrybucyjnym, a nie rozwiąże problemów strukturalnych.

Jak dziś wyglądają realnie szanse na budowę wolnego rynku energii?

Wolny rynek energii powinien być rzeczą naturalną. Ograniczenia administracyjne lub wprowadzanie praktyk monopolistycznych, w ramach których to wytwórca indywidualny musi odsprzedać wytwarzaną energię, kontrolowanemu przez państwo dystrybutorowi, jest stanem nienaturalnym.

Oczywiście, gdyby mali i średni wytwórcy mogli sprzedawać energię bezpośrednio do odbiorców końcowych, m.in. budując własne łącza, albo korzystając na przyjaznych warunkach komercyjnych z sieci utrzymywanych przez koncerny kontrolowane przez państwo, to byłoby to z korzyścią dla nich samych i całego systemu energetycznego, dodatkowo zwiększając bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Z punktu widzenia efektywności przesyłu, szczególnie mali wytwórcy energii, którzy mają zainstalowane kilka lub kilkadziesiąt MW mocy elektrycznej, mogliby sprzedawać wytwarzaną energię bezpośrednio do odbiorców końcowych, z pominięciem w wielu przypadkach przeciążonych linii wysokiego napięcia, bo takie moce można sprzedać, korzystając z linii średniego napięcia. Żeby tak się stało, konieczne jest odejście od paradygmatu, że to rząd musi w całości kontrolować rynek energii metodami administracyjnymi, tak jak to ma miejsce obecnie.

Przypomnijmy jednocześnie, że wszystkie instalacje OZE były budowane i finansowane z wykorzystaniem różnego rodzaju dotacji, ponieważ w kategoriach czysto ekonomicznych, technologie te na razie jeszcze się nie bronią, jak i w kategoriach czysto komercyjnych inwestycji. Dlatego też ich obecna sytuacja płynnościowa może znacząco się pogorszyć, bo wzrosną im koszty produkcji, tak jak wszystkim innym, a ceny energii, tj. ich produktu, zostaną zamrożone.

Jest jakiś poziom ryzyka płynnościowego, który można zaakceptować w krótkim okresie, ze względu na ważne cele polityczne lub społeczne, ale wcześniej trzeba przeprowadzić uczciwą analizę i oszacować potencjalne konsekwencje.

Do jakiej przyszłości, pod względem pokrycia zapotrzebowania na energię elektryczną, powinniśmy dążyć?

Kolejna próba ingerowania w rynek energetyczny poprzez ustawę ograniczającą w tym przypadku ceny dowodzi braku szerszej koncepcji i strategicznego planu wypracowania i wdrożenia rozwiązań docelowych dla sektora energetycznego w Polsce.

Od lat moje środowisko i środowiska ekspertów energetycznych mówiły o tym, że powinniśmy wspólnymi siłami państwa, samorządów i inwestorów prywatnych rozwinąć energetykę rozproszoną, czyli opartą na ciepłowniach i elektrociepłowniach (pracujących w kogeneracji) istniejących w miastach powiatowych, a czasem nawet działających tylko na potrzeby gmin wiejskich.

Jednocześnie powinniśmy zderegulować ten rynek tak, aby energia elektryczna i cieplna wytwarzana w tych kilkuset, a może nawet kilku tysiącach rozproszonych źródeł, mogła być sprzedawana bezpośrednio odbiorcom lokalnym, poprzez lokalne sieci przesyłowe. Chodzi o to, żeby rynek z tym istotnym komponentem wytwórczym, mógł być rynkiem prawdziwie wolnym. Dopiero takie rozwiązanie znacząco zwiększyłoby nasze bezpieczeństwo energetyczne, poprzez rozproszenie i dywersyfikację źródeł wytwarzania.

Oczywiście jednocześnie należy powtórzyć, że jedyną poważną alternatywą dla energetyki przemysłowej, opartej na spalaniu węgla (kamiennego i brunatnego) jest energetyka jądrowa. Warto też zauważyć, że mieliśmy przecież niedawno przykłady uszkodzenia i wyłączenia bloków w dużych elektrowniach w Bełchatowie i w Jaworznie, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Takie incydenty to dopiero „nieśmiałe” sygnały tego, co może nas czekać przy poważniejszych awariach i wyłączeniach. Wobec tych wszystkich wyzwań i słabości polskiego systemu energetycznego należy oczekiwać, że stratedzy zatrudnieni przez rząd wreszcie podejmą wysiłek intelektualny i planistyczny w celu przygotowania rozwiązań strukturalnych na miarę XXI wieku, a nie będą wyłącznie koncentrowali się na gaszeniu pożarów, które sami wywołali.

Dziękuję za rozmowę

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: