fbpx
14 września, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Niemiecka gra na dwa fronty zagraża UE

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

Chiny, kolej, prędkość, Siemens
Chińska kolej może bić kolejne rekordy prędkości dzięki współpracy m.in. z niemieckim Siemensem. Na zdjęciu Siemens Velaro CN CRH3 na dworcu w Szanghaju, fot. Markus Mainka - stock.adobe.com

W pracach nad sześćdziesięciostronicowym dokumentem bierze udział kontrolowane przez jastrzębich Zielonych Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rząd posiłkuje się też opiniami analityków wywiadu z Bundesnachrichtendienst. Są oni mocno zaniepokojeni dążeniem Chin do uzyskania dostępu do infrastruktury krytycznej i wrażliwych technologii.

Niemcy pracują także z Brukselą nad nowym wspólnym unijnym podejściem do Chin. Stało się to konieczne po tym, jak z chińskiego Stałego Komitetu Biura Politycznego zostali usunięci wszyscy ci członkowie, którzy zdawali się dążyć do poprawy stosunków z Zachodem. Berlin usiłuje też przekonać Waszyngton, że nadal może uważać Niemców za wartościowych sojuszników, mimo wcześniejszej serii ustępstw wobec Putina.

Działania na dwa fronty

Jednak posunięcia kanclerza Olafa Scholza raczej zaufania Stanów Zjednoczonych nie wzbudzą. Wbrew sprzeciwowi Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Spraw Zagranicznych przeforsował on zgodę na objęcie 24,9 proc. udziałów w porcie w Hamburgu, w jednym z trzech terminali firmy logistycznej HHLA, przez chiński COSCO.

Scholz poleciał też w ostatni piątek do Pekinu, nie zważając na protesty partnerów z Francji ani własnych koalicjantów. Udał się tam w towarzystwie szefów kilku firm, takich jak Siemens, BASF, BMW czy Merck. Chcą oni zapewnić sobie korzystne układy kosztem innych członków UE i zachodnich sojuszników.

Przeczytaj także:

Przed wizytą o takim charakterze przestrzegał niemieckiego kanclerza też Biały Dom. Amerykanie uważają, że naruszy to jedność Zachodu w czasie, gdy Chiny zagrażają Tajwanowi i wspierają działania Władimira Putina na Ukrainie.

Sytuację trafnie podsumował Noah Barkin z German Marshall Fund*. „Chińczycy widzą podziały w Berlinie i Europie i wierzcie mi, znajdą sposób, żeby je wykorzystać. Jest to absolutnie fatalne” – powiedział. 

„Kanclerz zdaje się nie rozumieć niebezpiecznej podatności Niemiec na szantaż” – stwierdził z kolei Kai Strittmatter z „Suddeutsche Zeitung”.

Polityka, która dzieli

Niemiecki przywódca „wyraźnie wykluczył szefa Niemieckiej Konfederacji Przemysłu (BDI) Siegfrieda Russwurma, będącego persona non grata w Pekinie, po tym, jak wezwał on do uczciwej dyskusji o tym, jak radzić sobie z autokratycznymi partnerami handlowymi” – pisze „The Telegraph”. Russwurm powiedział; „Nie wolno nam unikać konfrontacji, gdy przekraczane są czerwone linie”.

Gazeta zauważa, że „takie uparte dążenie Scholza do prowadzenia tak dzielącej polityki przypomina sposób, w jaki Angela Merkel przeforsowała osławione porozumienie inwestycyjne UE-Chiny tuż przed objęciem urzędu przez Joe Bidena, wiedząc, że prezydent elekt jest zbulwersowany jego warunkami, podobnie jak europosłowie w Strasburgu”. Tamta umowa oferowała Komunistycznej Partii Chin lepszy dostęp finansowy do UE niż dostęp zapewniony przez demokratyczną i sojuszniczą Wielką Brytanię. 

 Z drugiej strony można zrozumieć te działania. Rozpada się dotychczasowy, dwudziestowieczny model przemysłowy i część Niemców uważa, że ich kraj jest zagrożony ekonomicznie. Twierdzą, że w związku z tym trzeba iść czasem na kompromis. Jednak szukanie rozwiązania w pakcie z Xi Jinpingiem nie jest niczym dobrym. 

Pogorszenie stosunków między Francją i Niemcami

Poważnie dziś dziwi i niepokoi prowadzona przez kanclerza polityka wobec Francji. Nie tylko zablokował on propozycję Emmanuela Macrona, by odbyć w Pekinie wspólną wizytę, ale też próbował zniweczyć równoległą wizytę francuskiego przywódcy w stolicy Chin w tym miesiącu. 

Według Jacquesa Attali, francuskiego pisarza i męża stanu, obecnie stosunki między Berlinem a Paryżem są na tak niskim poziomie, że wojna między oboma krajami przestała wydawać się niemożliwą. Ostrzega on, że „Nic nie jest ważniejsze dla przyszłości Francji niż to, co dzieje się teraz z Niemcami. Jeśli w krótkim czasie nie wrócimy na ścieżkę postępu w integracji europejskiej, ustępując sobie nawzajem, runie cała konstrukcja ostatnich sześćdziesięciu lat”.

„To oczywiście przestarzały pogląd powojennych elit francuskich, dla których Europa oznacza oś francusko-niemiecką – postawa, która drażni innych Europejczyków i odegrała swoją rolę w długiej drodze do Brexitu” – zauważa „The Telegraph”. Jednak rozmowy o „bratobójczej” wojnie są zdumiewające.

„Od czasu powstania Projektu Europejskiego w latach 50. każdy kanclerz Niemiec trzykrotnie kłaniał się przed Tricolore czcigodnym rytuałem, który elegancko maskował niemiecką władzę w Europie za galijskim przywództwem. Od czasu zjednoczenia Niemiec, a jeszcze bardziej od czasu dryfu na wschód pod rządami Angeli Merkel, konwencja ta ma charakter proformy. Pan Scholz przestał nawet udawać” – pisze gazeta.

Macron nawołuje do europejskiej suwerenności strategicznej i wspólnej obrony. Odpowiedzią niemieckiego kanclerza jest przeznaczenie dużej części niemieckiego budżetu na zamówienia publiczne od dostawców amerykańskich. Obniżył wartość europejskiego projektu myśliwców i dronów bezzałogowych (FCAS), a także nowego czołgu, który ma zastąpić Leoparda 2 i Leclerca (MGCS) oraz morskiego samolotu patrolowego (MAWS). Do obrony powietrznej wybrał izraelską Strzałę 3.

Bez konsultacji z UE został uruchomiony w Niemczech też jednostronny program energetyczny o wartości 200 mld euro. Znów zostały przez Berlin zlekceważone nawoływania Paryża, by podjąć wspólne działania w celu uniknięcia szkodliwej polityki „żebrania u sąsiada”. 

Tymczasem Francja nie zaburza transgranicznej konkurencji w UE poprzez dotacje dla przedsiębiorstw. W związku z kryzysem energetycznym kraj ten przeznaczył 100 mld euro, ale głównie na pomoc gospodarstwom domowym w płaceniu rachunków za paliwo.

Niemcy swoimi działaniami w dużej mierze niweczą marzenie o „hamiltonowskim” momencie i pójściu UE w kierunku unii fiskalnej i trwałej konsolidacji zadłużenia. Berlin nie chce wspólnej emisji długu na wypadek kryzysu energetycznego. Opiera się przekształceniu jednorazowego funduszu pandemicznego o wartości 800 mld euro w coś przypominającego „skarb państwa UE”. Nie bez powodu zresztą Niemcy obawiają się tego pomysłu. Widzą, że „Francja i Włochy od dawna planują przeniesienie swoich wydatków na niemiecką kartę kredytową. Jednak Macron ma również rację, że euro nie przetrwa na dłuższą metę bez integracji fiskalnej” – pisze „The Telegraph”.

Gazeta zauważa, że „niemiecki unilateralizm w sprawach UE nie jest niczym nowym. Naruszenie unijnego prawa energetycznego (przy aprobacie Brukseli) pozwoliło Gazpromowi zdobyć pozycję na Kontynencie. Stracona dekada strefy euro była tak naprawdę historią o tym, jak północne potęgi wierzycielskie porwały instytucje unijne, by służyły jako windykatorzy długów, a wszystko to zostało zakamuflowane przez fałszywą opowieść o moralności nieudolnych Greków i Łotyszy”.

Niemieckie „zjeść ciastko i mieć ciastko”

Już kanclerz Merkel próbowała grać na dwa fronty w kwestii rosyjskiej energii. Udało jej się to zresztą – zapewniając krajowi tańszy gaz Putina i podcinając tym samym europejską konkurencję przemysłową, równocześnie korzystała z zalet rynku UE i amerykańskiej tarczy wojskowej. Teraz z konsekwencjami tej decyzji musi mierzyć się Scholz, który z kolei próbuje zabezpieczyć sobie chińskie rynki i współpracę gospodarczą na preferencyjnych warunkach. On także, podobnie jak poprzedniczka, usiłuje nadal czerpać też wszystkie korzyści z zachodniego klubu demokratycznego. W geopolityce wypada jednak wybrać, na czym się stoi.

Niemiecka trzecia droga jest jednak iluzją – twierdzi „The Telegraph”. Nie jest rozwiązaniem w czasach, gdy USA i komunistyczne Chiny walczą o cywilizacyjną i ekonomiczną dominację. Niemieckie bratanie się z dyktaturami, które chcą zniszczyć Zachód, zagraża jedności UE

„Scholz mógłby przeczytać 60-stronicowy raport swoich własnych, bardzo dobrze poinformowanych ministrów, urzędników i agentów wywiadu. Niemcy są albo po stronie Zachodu, albo po stronie anty-Zachodu. Nie mogą długo tkwić w jednym i drugim” – podsumowuje gazeta.

*  German Marshall Fund (Niemiecki Fundusz Marshalla) jest bezpartyjnym amerykańskim think tankiem zajmującym się polityką publiczną. Jego celem jest promowanie współpracy i zrozumienia między Ameryką Północną a Unią Europejską.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: