W drugiej dekadzie XXI wieku Chiny zostały głównym partnerem handlowym USA. Zmieniło się to jednak w tym roku, kiedy amerykański import towarów z Europy prześcignął import z Chin. Po wielu latach więcej kontenerów wpływa do portów wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych niż do portów na zachodnim wybrzeżu. Atlantyk przekraczają różnego rodzaju produkty – zaczynając od zegarków ze Szwajcarii, przez maszyny niemieckiej produkcji, po różnego rodzaju dobra luksusowe z Włoch. Ten zwiększony ruch w interesie pomógł europejskim producentom, którzy borykają się z rosnącymi cenami prądu.
Tylko we wrześniu, eksport do USA z Niemiec był niemal o 50 proc. większy niż w tym samym miesiącu rok temu. Częściowo odpowiada za to słabe euro, które sprawia, że europejskie firmy są bardziej konkurencyjne na amerykańskim rynku. Europejskie firmy inwestują także w inny rynek Ameryki Północnej, mianowicie w meksykański, który cieszy się obecnie dostępem do taniej energii.
Przeczytaj także:
- Czerwona linia globalnej recesji. Europa, USA, Chiny w gospodarczych tarapatach
- Amerykańscy lobbyści pomagają Europie wykorzystać zasoby Morza Kaspijskiego
Duży jest przepływ także w drugą stronę. Stany Zjednoczone dostarczają Europie energię oraz sprzęt wojskowy. Z jednej strony uzupełniają część braków gazu ziemnego spowodowanych sytuacją Rosji, a z drugiej strony pomagają wzmacniać europejską obronność. W 2021 r. eksport amerykańskich usług do krajów Unii Europejskiej było o 17 proc. wyższy niż rok wcześniej, to dodatkowe 305 mld euro.
Rozwój relacji gospodarczych między USA a Europą wpisuje się w ogólną zmianę globalnej gospodarki, jaka zachodzi na linii Wschód-Zachód. Odcięcie dostaw rosyjskiej energii oraz obawy przed uzależnieniem państw od dostaw z Chin wpłynęły na sposób prowadzenia handlu. Zarówno rząd amerykański, jak i rządy europejskie postulują zwiększenie produkcji krajowej, by uniezależnić się od azjatyckich rynków. Eksport do USA pozwala także uniknąć ceł.
Badanie przeprowadzone przez firmę konsultingową Rhodium Group pokazało także, że małe i średnie firmy nie chcą już inwestować w Chinach, ponieważ spotykają się tam ze wzrostem lokalnej konkurencji, coraz wyższymi kosztami pracy, a także uciążliwymi obostrzeniami związanymi z koronawirusem.
„W obecnym kontekście geopolitycznym lubimy USA jeszcze bardziej” – przyznał Ilham Kadri, dyrektor Solvay SA, firmy chemicznej z Belgii, której roczne przychody sięgają 11 mld euro. Solvay zaplanowało inwestycję 850 mln dolarów, w której ramach zbudowane zostaną fabryki baterii w kilku południowych stanach USA. Powodem takiej ekspansji jest rosnący rynek samochodów elektrycznych.
„W Chinach trwają blokady. Europa stoi w obliczu poważnego kryzysu energetycznego i inflacji, gaz ziemny jest trudniej dostępny, niż sobie wyobrażaliśmy. W takiej sytuacji rozglądasz się po świecie i widzisz, że Stany Zjednoczone mają wszystko to, czego nam brakuje, prawda?” – mówi Kadri. USA rzeczywiście dysponuje tanią ropą oraz gazem ziemnym, do tego łatwo znaleźć tam wykwalifikowanych pracowników, a rząd chętnie wspiera infrastrukturę związaną z zieloną transformacją energetyczną.
Wartość inwestycji zagranicznych w USA w trzecim kwartale tego roku wyniosła 74 mld dolarów i była najwyższa na świecie. Na drugim miejscu uplasowały się Chiny z inwestycjami wartymi 46 mld – według ostatniego raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.
Żywotność amerykańskiej gospodarki utrzymuje się pomimo agresywnych działań podejmowanych w tym roku przez Rezerwę Federalną, których celem było zmniejszenie popytu. Wygląda na to, że wartość tegorocznego importu przekroczy 4 bln dolarów. Według ekspertów Biura Analiz Ekonomicznych będzie większa, aż o jedną trzecią w porównaniu do 2019 r.
Niemieckie firmy z sektora inżynierii mechanicznej zwiększyły sprzedaż do Stanów Zjednoczonych o niemal 20 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Równocześnie o 3 proc. zmalała ich sprzedaż do Chin. Statystyki te podaje zarówno niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Maszynowego, jak i grupa handlowa VDMA.
„W Chinach jest coraz więcej przeszkód, podczas gdy Stany Zjednoczone są otwarte” – twierdzi główny ekonomista stowarzyszenia Ralph Wiechers. Wspomniane przeszkody przynajmniej w części dotyczą agresywnej walki chińskiego rządu z pandemią COVID-19.
Josh Brazil z Project44, firmy zajmującej się analizą łańcuchów dostaw, uważa, że rozwój relacji handlowych między USA a Europą sprawił, że porty zlokalizowane na wschodnim wybrzeżu Stanów, takie jak Nowy Jork, są od kilku miesięcy bardziej oblegane niż porty z zachodniego wybrzeża kraju, jak Los Angeles. We wrześniu ponownie największy ruch odnotowano w portach Nowego Jorku oraz New Jersey. W porównaniu do września 2019 r. obsługuje się tam o 35 proc. ładunków więcej.
Symetryczne ruchy obserwujemy także w turystyce. Silny dolar sprawił, że do Europy zaczęło przyjeżdżać wielu amerykańskich turystów. Światowa Organizacja Turystyki odnotowała prawie trzykrotny wzrost międzynarodowych turystów w Europie przez pierwsze siedem miesięcy tego roku w stosunku do analogicznego okresu z roku poprzedniego. Jednocześnie o 74-procentowym wzroście sprzedaży w Europie Zachodniej w trzecim kwartale (względem analogicznego okresu w poprzedniego roku) poinformowała francuska grupa Kering – właścicielka takich marek jak Gucci czy Yves Saint Laurent. Przyczyną wzrostu sprzedaży luksusowych marek są właśnie amerykańscy turyści.
„Relacje gospodarcze między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi w ostatnim czasie znacznie się wzmocniły” – przyznała Margrethe Vestager, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej. „Widać to w liczbach” – mówi.
Pod wpływem wydarzeń na Ukrainie, znaczna część rządów krajów członkowskich Unii Europejskiej postanowiła zwiększyć wydatki budżetowe na obronność. Stawiają także lokalne fabryki półprzewodników i próbują stymulować krajową branżę sztucznej inteligencji, by uniezależnić się od wschodnich dostawców.
„To zależność, która idzie w dwie strony” – powiedziała Vestager, zauważając, że głównym światowym dostawcą maszyn do produkcji półprzewodników jest holenderski ASML Holding NV.
Departament Handlu USA opublikował w lipcu raport, z którego wynika, że europejskie inwestycje w Stanach zwiększyły się w zeszłym roku o 13,5 proc. Także amerykańskie interesy w Europie wzrosły w ubiegłym roku o 10 proc. W tym samym czasie zmalał przepływ środków między Stanami a Chinami.
Europejskie inwestycje wynikają jednak także z obaw o perspektywy gospodarcze Starego Kontynentu. Na przykład niemiecka grupa chemiczna Lanxess AG zamierza zwiększać swoje inwestycje w Stanach Zjednoczonych, ale jednocześnie nie chce rozbudowywać dalej swoich zakładów w Niemczech, jak poinformował niedawno jej prezes Matthias Zachert. Jego zdaniem znacznie spada konkurencyjność Niemiec, a to za sprawą wzrostu cen energii.
Podobną strategię przyjmuje hiszpański gigant energetyczny Iberdrola SA. Zamierza on zainwestować w Stanach niemal połowę z 47 mld euro przeznaczonych na inwestycje w latach 2023-2025, głównie w zakresie siec elektrycznych i odnawialnej energii – poinformował prezes wykonawczy firmy Ignacio Galán. Już teraz grupa ta dystrybuuje prąd w Nowym Jorku, Massachusetts, Connecticut oraz Maine, a do tego pomaga w rozbudowie farmy wiatrowej znajdującej się u wybrzeży Massachusetts – po zakończeniu planowanych prac będzie ona zaspokajać zapotrzebowanie przeszło 400 tys. gospodarstw domowych.
Galán przyznał, że oferowane obecnie przez USA możliwości inwestycyjne są ogromne. „Amerykańscy decydenci obejmują globalne przywództwo w tworzeniu atrakcyjnego klimatu dla inwestycji w transformację energetyczną” – powiedział.
To gospodarcze zbliżenie nie przebiega jednak bez pewnych tarć. Zachód stara się uniezależnić od Chin, ale tendencja ta wraz z rosnącą inflacją i obawą przed recesją spowodowały wyłonienie się pewnych protekcjonistycznych polityk zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych.
Z ostrymi protestami ze strony unijnych dostawców spotkał się na przykład amerykański program zachęt podatkowych, którego celem jest zmniejszenie zależności amerykańskiego rynku pojazdów elektrycznych od chińskich baterii oraz jednoczesna ochrona środowiska. Producenci z Europy uważają, że nowy program dyskryminuje ich komponenty.
Unia Europejska przekazała Departamentowi Skarbu komentarz do programu, w którym zaznacza, że planowane zachęty podatkowe „napędzają szkodliwą konkurencję o czynniki produkcji w czasie, gdy zarówno USA, jak i UE zobowiązały się do bliższej współpracy w zakresie odporności łańcucha dostaw”.
Jednocześnie wiele europejskich firm liczy na skorzystanie z amerykańskich dotacji – wśród nich są zarówno producenci baterii, jak i paneli słonecznych. Na korzyści liczy między innymi włoski gigant energetyczny Enel, który zapowiedział niedawno budowę amerykańskiej fabryki ogniw słonecznych. „The Wall Street Journal” szacuje, że zapowiedziany projekt może mieć wartość nawet miliarda dolarów.
Administracja prezydenta Bidena negocjuje także z rządami holenderskim i japońskim w sprawie producentów sprzętu do produkcji półprzewodników, którzy ucierpieli po wprowadzeniu przez Stany Zjednoczone surowej polityki ograniczenia eksportu zaawansowanych technologii półprzewodnikowych do Chin.
Ożywienie krajowej produkcji półprzewodników w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej będzie wymagało również skoordynowania dotacji wartych dziesiątki miliardów dolarów, co jest bardzo trudnym zadaniem. Vestager przyznała, że „mamy poczucie odnowienia modelu gospodarczego”, w którym rozkwita produkcja lokalna. Powiedziała, że wspólnym interesem Stanów i Unii będzie ustalenie globalnych standardów dla rynku nowych technologii, dzięki czemu zyskają producenci działający na obu rynkach.