fbpx

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

19 C
Warszawa
niedziela, 14 lipca, 2024

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Co z francuską energetyką jądrową?

Jak twierdzi w swoim artykule „Le Figaro”, francuski program jądrowy zapoczątkowany przez generała De Gaulle'a padł ofiarą dziesięciu lat zaniedbań. Od pięcioletniej kadencji Francois Hollande'a, aż do obecnej kadencji Emmanuela Macrona. Czy branża jest ofiarą polityczną pod przykrywką ekologii?

Warto przeczytać

Belfort, 10 lutego 2022 r. Przed garstką pracowników Emmanuel Macron zapowiada „wzięcie w swoje ręce energetycznego przeznaczenia” Francji. Podczas przemówienia wspomina o potrzebie wyjścia z paliw kopalnych i wzmocnienia przemysłowej niezależności energetycznej kraju. A wszystko z myślą o klimacie. Aby to osiągnąć, prezydent wyznacza kurs: zamówienie sześciu nowych reaktorów i analiza budowy ośmiu kolejnych. Pięć lat wcześniej, podczas pierwszych wyborów, Macron uznał, że niedobrze mieć 75 proc. energii elektrycznej zależnej od atomu. Jednak rzeczywistość trwałego wzrostu zużycia energii elektrycznej i opóźnienie w uzyskaniu energii odnawialnej w końcu go dogoniły, do tego stopnia, że tę samą proporcję określił dziś jako „historyczną szansę”.

Przeczytaj także:

Emmanuel Macron potrzebował zatem całych pięciu lat, aby zmienić zdanie i drastycznie zrewidować swój plan. Przez ten czas atom cierpiał z powodu wykorzystywania go przez klasę polityczną. Wojna na Ukrainie i decyzja Władimira Putina o ograniczeniu dostaw gazu do krajów Unii Europejskiej zwiększyły presję na szczególnie kruchy sektor. 26 z 56 reaktorów jest obecnie wyłączonych, a w 15 z nich występują problemy z korozją.

Francuzi muszą przygotować się na trudną zimę i zadbać o ograniczenie zużycia energii elektrycznej. To konsekwencja czterdziestu lat drobnych układów i innych politycznych kalkulacji.

Porozumienie polityczne na lewicy od 1997 r.

Stojąc w obliczu pierwszego kryzysu naftowego, Francja mimo wszystko uruchomiła w latach 70. ambitny i rozległy program jądrowy, który już wcześniej zapoczątkował generał de Gaulle. Jego celem było zapewnienie krajowi niezależności energetycznej za sprawą energii jądrowej. W tym czasie panował szeroki konsensus w tej kwestii, a ekolodzy, którzy od początku byli jej przeciwni, wciąż stanowili margines. Jednak podwaliny pod francuski antynuklearyzm położono dopiero 10 lat później. W trakcie kampanii prezydenckiej w 1981 r. socjalista François Mitterrand wyraził pewne zastrzeżenia. Opowiedział się za „różnorodnością źródeł energii”, przypomniał o „bezpieczeństwie technicznym” i „ludzkim zdrowiu”. Lecz poważniejsze obiekcje pojawiły się dopiero w 1997 r.

Lionel Jospin, ówczesny premier, wygłosił przemówienie w Zgromadzeniu Narodowym i ogłosił deputowanym, że reaktor powielający Superphénix nie zostanie uruchomiony. Powodem miały być nadmierne koszty projektu przy niepewnym sukcesie. W rzeczywistości doszło do porozumienia politycznego między Zielonymi a Socjalistami, przypieczętowanego w wyborach parlamentarnych w tym samym roku. Energia jądrowa stała się oficjalnie przedmiotem negocjacji wyborczych. Jednak Jacques Chirac ogłosił powstanie nowego reaktora EPR we Flamanville, a tę polityką kontynuował Nicolas Sarkozy. Z jednym wyjątkiem – w 2007 r. przekazał zarządzanie energetyką do Ministerstwa Środowiska. Mimo to, jak zauważa autor i były przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Bernard Accoyer – „Sarkozy zamierzał oprzeć się potężnej presji Zielonych, którzy chcieli, by projekt EPR Flamanville został zaniechany”.

W ostatnim roku jego pięcioletniej kadencji znów nastąpiła zmiana kierunku. Powodem była awaria w Fukushimie, do której doszło w 2011 r. „To był punkt zwrotny. W polityce pojawiła się myśl, że problemy z bezpieczeństwem i poziom zależności od francuskiej energetyki jądrowej implikują kruchość” – mówi Yves Marignac, rzecznik stowarzyszenia Negawatts, które skupia ekspertów z sektora energetycznego.

„Sprzedałeś robotników w Fessenheim”

Podczas debaty przed drugą turą wyborów prezydenckich w 2012 r. Francois Hollande stwierdził, że we Francji występuje podwójna zależność. Uzależnienie od ropy naftowej oraz energii jądrowej. „Sprzedaliście pracowników z Fessenheim i energię jądrową na ołtarzu nędznego porozumienia politycznego” – ripostował Nicolas Sarkozy.

Tym „nędznym” było porozumienie zawarte z ekologami, którzy w zamian za poparcie dla kandydata Socjalistów uzyskali włączenie do programu prezydenckiego, zamknięcia najstarszej elektrowni atomowej we Francji. Wszystko to przy założeniu zmniejszenia udziału energii jądrowej do 50 proc. do 2025 r. Jak zauważył Marignac, „stanowisko Francois Hollande’a było stanowiskiem kompromisowym, z celem, który był zarówno dość bliski, jak i dość odległy, bez większych rozważań o warunkach realizacji”.

Dopiero w 2015 r. Ségolène Royal przedstawiła ustawę o transformacji energetycznej, która prawnie określiła obiecane cele. Uznano ją za spóźnioną i mało praktyczną, żadna ze stron nie była z niej zadowolona.

„Rządy socjalistyczne nie były w stanie przeciwstawić się lobby atomowemu” – podsumował ekolog Noël Mamère. Tymczasem jeden z członków zarządu EDF wspomniał, że „był to najtrudniejszy okres, w którym ekspresja polityczna była naprawdę przeciwko nam”.

„Wyrzeczenia są logiczną kontynuacją polityki prowadzonej przez François Hollande’a. Minęło dziesięć lat od rozpoczęcia jakiegokolwiek nowego projektu, a energia jądrowa została porzucona” – mówi Olivier Marleix, lider republikańskich deputowanych, który zainicjował parlamentarną komisję śledczą, mającą rzucić nowe światło na osoby odpowiedzialne za obecny stan branży.

Ten przestój w branży został zauważony przez wszystkich zainteresowanych. Sprawy nie ułatwiło pojawienie się Emmanuela Macrona, który w wyścigu o fotel prezydencki liczył na głosy lewicy, poszedł w ślady poprzednika i nie został zagorzałym obrońcą atomu. „Czy 50 proc. w 2025 r. jest osiągalne? Nie wiem, jak to dziś powiedzieć, ale chcę się ustawić na tym kursie” – deklarował.

Po swoim zwycięstwie nowy prezydent dokonał bardzo symbolicznego wyboru, mianując byłego aktywistę Nicolasa Hulota do Ministerstwa Przemian Ekologicznych. Jednak zmuszony był ogłosić przesunięcie o dziesięć lat – z 2025 na 2035 r. – celu wyznaczonego przez Ségolène Royal. To był pierwszy krok odstępstw od zobowiązań w ramach kampanii. Rok później ten sam Nicolas Hulot podał się do dymisji. „Nigdy nie odbyłem tak wielu rozmów, jak z ministrem jak Nicolas Hulot i nigdy nie miałem wrażenia, że jest to bezużyteczne” – wspominał ekspert energetyczny, który opowiadał się za wycofaniem z energii jądrowej.

Jego następcy stopniowo odchodzili od pierwotnych założeń i przyjmowali scenariusz przedstawiany jako nieuchronny: utrzymanie energii jądrowej. Debata przeniosła się następnie na kwestię neutralności węglowej. Dzięki temu różne obozy doszły do porozumienia w jednej kwestii: w obliczu wzrostu zapotrzebowania na energię i uzależnienia od Rosji najbardziej ekologiczną opcją pozostaje atom. Rozwiązaniem było zwiększenie wykorzystania energii jądrowej, a nie ponowne uruchamianie elektrowni węglowych, jak to zrobiły Niemcy.

Po latach zwlekania zwolennicy prezydenta Macrona próbują grać rolę rozsądnych i pragmatycznych. Tych, którzy potrafili przezwyciężyć podziały. „Udało nam się przełamać polaryzację debaty czysto politycznej” – chwali się europoseł Pascal Canfin, były ekolog, obecnie członek prezydenckiej większości. Przyznaje jednak, że wystąpienie w Belfort „nie mogło mieć miejsca na początku pierwszej kadencji, bo nie było konstrukcji politycznej, która do niego doprowadziła”.

Straciliśmy dziesięć lat, bo było zwlekanie, niespełnione cele i dużo manipulacji politycznych – przyznaje też Barbara Pompili, Minister Ekologii w latach 2020-2022. W rezultacie nie mamy już czasu na zwiększenie mocy energii odnawialnej, co rozstrzyga kwestię energetyki jądrowej. Byli członkowie Hôtel de Roquelaure za prezydentury Emmanuela Macrona obwiniają również EDF.

Dla François de Rugy, ministra w latach 2018-2019, „EDF jest przyzwyczajone do bycia państwem w państwie. Przez długi czas we Francji nie było debaty na tematy energetyczne. Istniał narodowy konsensus w sprawie energii jądrowej jako siły Francji, a EDF był częścią tego krajobrazu, co było uspokajające” – zauważa były minister, który pamięta „ciągłą walkę z przemysłem”. Były ekolog, który obecnie opowiada się za dużym udziałem energii jądrowej w rynku energetycznym, postrzega firmę jako system. To przedsiębiorstwo notowane na giełdzie, którego model biznesowy opiera się na energii jądrowej, co wyjaśnia, dlaczego energia odnawialna jest tak mało wykorzystywana. „W firmie panuje bardzo silny konsensus, pracownicy EDF są pierwszym lobby atomowym. To sprawia, że kolejne rządy nigdy nie odważyły się zaatakować tej struktury” – tłumaczy.

W szeregach firmy niektórzy przyznają się do błędów. „EDF nie zrobił wystarczająco dużo. Trudno jest mówić, że jesteśmy najlepsi, kiedy widzi się, co stało się z Flamanville (EPR, który rozpoczął się w 2007 r., nadal nie działa)” – mówi jeden z jej przedstawicieli. Wezwał jednak państwo do „okazania trwałego wsparcia dla energetyki jądrowej”. Bo „to, czego nam brakuje we Francji, to dyskusja na temat energetyki jądrowej, która doprowadziłaby do konsensusu, tego samego rzędu, co w latach 80”.

Dla wielu rozmówców, także tych z lewicy, kwestia nuklearna jest jednak załatwiona. „Dziś utknęliśmy, zmuszeni do oddania naszych starych elektrowni w opiekę paliatywną. Jesteśmy do tego zmuszeni, bo nie ma alternatywy” – powiedział Noël Mamère. Wszyscy oni wzywają teraz do przyspieszenia rozwoju sektora energii odnawialnej, który również padł ofiarą zwlekania.

Oczekuje się projektu ustawy w Zgromadzeniu Narodowym. Przegłosowany przez Senat 4 listopada, mówi o „wszystkich rodzajach energii odnawialnej” i będzie musiał określić nowe cele. Ale zarówno prawica, jak i lewica już potępiają kształt projektu. „Tu powinna być zgodność. Kto może być przeciwko tekstowi, który buduje francuską niezależność energetyczną?” – pyta minister energii Agnès Pannier-Runacher. Zdaniem członka rządu nowe ścieżki, które chce wytyczyć Emmanuel Macron, osiągnęły obecnie „dojrzałość”.

„Musimy być ostrożni wobec racjonalizacji a posteriori. W 2011 r. była Fukushima. Zadawanie pytań o tę technologię przez wielu polityków było uzasadnione. Dziś bezpieczeństwo instalacji zostało zwiększone” – mówi minister. Jednak szkody z ostatnich kilku lat nie przestały ciążyć na branży, która została zmuszona do ogłoszenia zmniejszenia produkcji jądrowej w kończącym się roku. Nowe reaktory są także dotknięte korozją, co opóźnia ich ponowne uruchomienie i przypomina po raz kolejny o zaniedbaniach wynikających z dekady wahań.

SourceLe Figaro

Więcej artykułów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz!
Wpisz imię