fbpx
21 stycznia, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

O lisie, co kurnika pilnował…

Maciej Małek
Maciej Małek

Nowy Świat 24 | Redakcja

źródło: wikipedia.pl, autor: Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21)

Symulacje i rozważania na temat zysku ze sprzedaży udziałów w gdańskiej rafinerii warte byłyby zastanowienia, gdyby nie to, że człowiek je rekomendujący, sprzedał swego czasu jedną ze stoczni za kwotę mniejszą niż ówczesny stan jej kasy, że o trzech zakontraktowanych statkach nie wspomnimy. Natomiast w reakcji na pytanie: „dlaczego tak tanio?” – publicznie wyjaśniał, że stocznia warta jest tyle, ile nabywca gotów jest zapłacić.

Wróćmy jednak do Bieńkowskiej. Wskazuje ona na to, że odnośnie do przeciwdziałania powstaniu monopolu na krajowym rynku paliw w związku ze wspomnianą fuzją, Komisja Europejska postawiła Polsce „zaporowe warunki”. Stwierdzenie w kilku wymiarach bulwersujące. To nie Unia była stroną, a do jej wyłącznych kompetencji należy czuwanie nad standardami, które kraje członkowskie zaakceptowały i potwierdziły jako swoje suwerenne zobowiązanie w traktacie akcesyjnym.

Gdyby zatem uznać, że Bieńkowska mówi prawdę, oznaczałoby to, że unijne organy przekroczyły nie tylko traktatową delegację, ale ingerują wprost w suwerenne decyzje podmiotów gospodarczych w branży o strategicznym wprawdzie znaczeniu, ale kierującej się prawami rynku i podejmującej decyzje za pośrednictwem statutowych organów tj. Rady Nadzorczej, Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy i nadzorowanych przez właściwe organy Państwa.

Tym większe zatem jest zdziwienie Bieńkowskiej, że Polska, owe jakoby „zaporowe warunki”, zaakceptowała. Czy zatem intencją unijnych komisarzy było ingerować w procesy gospodarcze w ramach ustaleń pomiędzy krajowymi podmiotami i kontrahentem, który na użytek tej transakcji posłużył się podmiotem zarejestrowanym w europejskim obszarze gospodarczym (Saudi Aramco posiada spółkę zależną w Holandii)?

Przeczytaj także:

Na marginesie warto przypomnieć, że w czasie, kiedy polski rząd próbował ratować przemysł stoczniowy, nasze dobro narodowe, Unia stała na straży zasad definiujących tzw. dozwoloną pomoc publiczną. Właśnie w tym samym czasie, rząd federalny bez przeszkód dotował stocznię Warnemünde w dawnej NRD.

W kontekście pojawiających się w przestrzeni publicznej spekulacji na temat ewentualności niekontrolowanej sprzedaży udziałów w polskiej rafinerii przez mniejszościowego udziałowca wiemy zbyt mało, aby wyrażać w tej sprawie miarodajną opinię. Jeśli jednak uznać, że coś jest na rzeczy, bardziej wiarygodni niż Bieńkowska czy Lewandowski, wydają się w tej kwestii Janusz Steinhoff, albo Piotr Woźniak.

Warto pamiętać, że mówimy o największym potentacie światowego rynku naftowego, nad którym kontrolę sprawuje od roku 1980 saudyjski rząd, co z natury rzeczy rodzi ubawy i czyni zasadnymi pojawiające się w tej sprawie pytania. Czy możliwe było inne rozwiązanie i czy przyjęta koncepcja okaże się trafiona? – pokaże czas. Przy okazji sporu, w którym emocje zdają się górować nad chłodną kalkulacją, zapomniano, że jeszcze za „słusznie minionego ustroju”, kiedy budowano gdańską rafinerię, urządzenia do przerobu ropy naftowej kalibrowano pod parametry charakteryzujące – właśnie saudyjskie złoża, chociaż przewidywanym źródłem dostaw był wtedy Iran.

Tylko w 1977 roku baza paliw płynnych w Porcie Północnym przeładowała 350 tys. ton irańskiej ropy, a Szach Iranu podczas wizyty w Trójmieście w sierpniu 1977 roku, wizytował ówczesne Gdańskie Zakłady Rafineryjne. Tyle fakty. Niestety w tym przypadku, bezlitosne dla rzekomych obrońców naszej suwerenności gospodarczej. Szkoda tylko, że w czasie, gdy (tak Bieńkowska, jak Lewandowski) mieli szansę jej realizacji, zarówno w krajowym, jak i później w europejskim wymiarze – nie potrafili, bądź nie chcieli z niej skorzystać.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: