Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przeprowadzić projekcję naruszenia równowagi w tak newralgicznym rejonie, jakim jest Bliski Wschód. Złoża ropy i gazu, szlak żeglugowy przez Kanał Sueski, mozolne normalizowanie relacji izraelsko-arabskich, pełzający konflikt w strefie Gazy, sytuacja w Syrii – to tylko najbardziej spektakularne, ale bynajmniej nie jedyne problemy, które oddziałują na globalną politykę.
Strefa Gazy, gdzie na obszarze 360 km2 egzystuje ponad dwa miliony Palestyńczyków, nominalnie zarządzana przez Autonomię Palestyńską, w istocie nie byłaby zdolna samodzielnie egzystować, gdyby nie Izrael. To nie tylko kwestia zaopatrzenia w energię elektryczną, paliwo czy wodę, ale setki Palestyńczyków udających się codziennie do pracy w Izraelu, przez jedno z trzech przejść granicznych pomiędzy Strefą a Izraelem.
Stolica tego obszaru, od której nazwę bierze cały region, pamięta czasy Starożytnego Egiptu i Cesarstwa Rzymskiego. W roku 635 n.e. była pierwszym miastem Palestyny, zdobytym przez Arabów i przekształconym w centrum prawa muzułmańskiego. W 1660 roku Gaza została uznana za stolicę Palestyny. Kolejne stulecia, poczynając od zburzenia miasta przez krzyżowców, aż po blokadę całej Strefy Gazy w roku 2006, były równie burzliwe.
Dzisiaj podstawowy problem stanowi Islamski Dżihad, którego animatorami są sponsorowane przez Iran; Hamas i Hezbollah. Tylko w sierpniu ubiegłego roku, kiedy to armia izraelska zbombardowała wybrane cele w Strefie Gazy (w reakcji na ostrzał Izraela, który ze Strefy Gazy przeprowadził Hezbollah), zginęło co najmniej 10 osób, a kilkadziesiąt odniosło rany. Po tym bombardowaniu nastąpiło ograniczenie izraelskich dostaw oraz zmniejszenie kontyngentu pracowników, uprawnionych do przekroczenia granicy. Paradoks owej sytuacji polega na tym, że ruch osobowy na tym terytorium pozostaje pod kontrolą Hezbollahu, natomiast dla pracy w Izraelu nie ma realnej alternatywy.
Przeczytaj także:
- Sojusz Iranu z Rosją może destabilizować Bliski Wschód
- Zawieszenie ognia między Izraelem a Gazą – co warto wiedzieć o tym konflikcie, informuje “The Wall Street Journal”
Po piątkowym zamachu w pobliżu synagogi w Jerozolimie, w którym zginęło 7 osób, palestyński Hamas ogłosił, że był to odwet na atak sił izraelskich (przeprowadzony poprzedniego) dnia na obóz uchodźców w Dżeninie na Zachodnim Brzegu Jordanu.
W reakcji Departament Stanu USA potępił terrorystyczny atak, ale zaplanowana wcześniej na niedzielę 29 stycznia wizyta sekretarza Antony’ego Blinkena na Bliskim Wschodzie doszła do skutku. Jeszcze w piątek rano z terytorium Gazy wystrzelono dwie rakiety przechwycone przez izraelski system obrony „Żelazna Kopuła”.
W tle eskalacji konfliktu w sobotę doszło do spotkania prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa z szefem CIA William’em Burns’em, który podróżuje do Izraela i na Zachodni Brzeg. Już tylko to dowodzi, z jak delikatną materią mamy do czynienia oraz w jakim stopniu od sytuacji w tym zapalnym punkcie, zależy utrzymanie chwiejnej równowagi Bliskiego Wschodu. W tle pozostają relacje Rosja-Iran i obecność rosyjskich sił w Syrii. Czy i tym razem politycy zdołają opanować bliskowschodni kryzys, który zaczyna się wymykać poza wszelką kontrolę?