Wielkoskalowa wojna toczona na Ukrainie spowodowała, że inaczej niż dotąd wspominamy powstanie styczniowe z lat 1863-64. Od stu lat wiele było w Polsce biadolenia, że to było tylko niepotrzebne przelewanie polskiej krwi, oraz i że tak wybuch, jak i przebieg powstania świadczą o polskiej głupocie. Ale kiedy dziś wiemy o zbrodniach popełnianych przez rosyjskich żołdaków na Ukrainie, o gwałconych kobietach, o gwałconych dziewczynkach, o dzieciach porywanych i wywożonych gdzieś aż pod Ural, nagle przychodzi świadomość, że gdyby nie nasz uporczywy opór, gdyby nie ciągłe powstania, to już by nas nie było. Warunki z czasów powstania styczniowego okazują się nadal aktualne, a Rosja się nic a nic nie zmieniła. Na szczęście armia ukraińska daje nam wzór tego, że w walce o wolność nie można schodzić na poziom takiej małostkowości, aby przerażać się własnym przelewem krwi. Tylko ten zapewnia przyszłość swym wnukom i prawnukom, kto nie boi się stawać do boju w służbie ojczyzny.
Czasami porównywało się Polaków i Czechów, wskazując, jak to rzekomo mądrzejsza była strategia czeska, aby unikać przelewania krwi w powstaniach przeciwko najeźdźcy. Łatwo policzyć, która strategia się bardziej opłaciła. W czasach naszego księcia Mieszka oraz czeskiego Bolesława Srogiego liczba ludności Polski i Czech była mniej więcej taka sama. Dziś Polaków jest cztery razy więcej, niż Czechów. Taka jest cena, którą się płaci, gdy odmawia się przelać własną krew w obronie wolności. Kto unika przelewania krwi, ten karleje.
Obecne wspominanie powstania Ssyczniowego ma również wymiar braterstwa polsko- ukraińskiego, co było wcześniej bagatelizowane. Na sztandarach powstańczych mieliśmy trzy godła: polskiego Orła, litewską Pogoń i ukraińskiego Św. Michała. Władze powstańcze z głęboką powagą odwoływały się do Unii Hadziackiej z roku 1658, która Rzeczpospolitą Obojga Narodów przekształcała w Rzeczpospolitą Trzech Narodów. Niestety, w XVII wieku ta unia nie weszła w życie. Jednak w dniach powstania styczniowego podjęto próbę jej przywrócenia. Choć to się wówczas nie udało, zaś powstanie upadło, jednak od roku 2022 odradza się wizja braterstwa między Polską a Ukrainą. A to braterstwo wynika nie tylko z bieżącej koniunktury politycznej, lecz również z wielkich kamieni milowych naszej historii: Unii Hadziackiej, powstania styczniowego, oraz sojuszu z czasów atamana Symona Petlury.
Przy opisach walk z czasów powstania styczniowego zazwyczaj pomija się to, co miało miejsce na ziemiach dzisiejszej Ukrainy. To wynika z tego, że tam nie odbyła się żadna poważna bitwa i nie było dłużej działających oddziałów powstańczych. Jednak powstanie i tam wybuchło. W szeregi oddziałów wstąpiło około 6000 osób. Jednak przeciw sobie oni mieli nie tylko regularne wojsko rosyjskie, lecz przede wszystkim organizowaną przez Rosjan, a złożoną z chłopów ukraińskich „straż wiejską”, której liczebność wynosiła ponad 300.000 mężczyzn. To właśnie ta „straż wiejska”, po rosyjsku „sielskije woorużonnyje karauły”, zmiotła z powierzchni ziemi nielicznych powstańców styczniowych, a także dokonała licznych rabunków, gwałtów i podpaleń polskich dworów. Nie było trudno Rosjanom skierować Ukraińców przeciw Polakom, bo panowała reguła, iż chłop ukraiński był gnębiony przez polskiego szlachcica czy ziemianina.
Wobec tego ktoś mógłby sobie zadać pytanie, czy możemy odwoływać się do powstania styczniowego w kontekście braterstwa polsko-ukraińskiego? Przecież to właśnie Ukraińcy walczyli tu przeciw Polakom.
Trzeba tu przypomnieć, że fatalna sytuacja chłopów na Ukrainie wcale nie była dziełem polskiej polityki, ale wynikała ze stanu państwa rosyjskiego, w którym nigdy nie liczono się z godnością człowieka. Polscy ziemianie działali w warunkach, które zostały zaprowadzone przez Rosjan, i na tej zasadzie wykorzystywali czy wręcz gnębili chłopów ukraińskich. Ci chłopi chętnie wstępowali do „straży wiejskiej” czując nienawiść do polskiej szlachty, jednak w istocie ich prawdziwym wrogiem było Państwo Rosyjskie, a nie ta polska szlachta. Gdyby nie utrata niepodległości przez Polskę, należałoby się spodziewać, że przedsiębiorczy Polacy zaprowadziliby zasady rolnej gospodarki kapitalistycznej z promocją stanu ludności wiejskiej, bo to powoduje wyższe plony. Warto pamiętać o tym, jak na swych własnych dobrach uwłaszczali poddanych koledzy Tadeusza Kościuszko, albo o inicjatywie Rzeczypospolitej Pawłowskiej. Ta ostatnia, we wsi Pawłowo koło Wilna, to samorządowy eksperyment, który na swej własności utworzył ksiądz Paweł Brzostowski. W roku 1769 zastąpił pańszczyznę oczynszowaniem i nadał chłopom wolność osobistą. Już na sto lat przed Powstaniem Styczniowym byliśmy na drodze budowania sprawiedliwszych warunków społecznych, i to dopiero w wyniku zaboru ze strony Rosji na ziemiach tak ukraińskich utrwalił się najgorszy rodzaj feudalizmu.
Przeczytaj też:
Ukraińska „straż wiejska” nie wyrażała politycznej woli Ukrainy, bo była ona tylko i wyłącznie narzędziem polityki rosyjskiej. Negatywna postawa chłopstwa występowała i w Polsce, i na Litwie, i na Ukrainie, przy czym tylko na Ukrainie Rosjanie mieli możliwości organizacyjne, by utworzyć osobną chłopską milicję ukraińską. Te możliwości wynikły z tego, że istniała tam gęsta sieć parafii prawosławnych, czego nie było ani w Polsce, ani na Litwie, zaś bez duchowieństwa prawosławnego nie udawało się Rosjanom przemówić do chłopstwa. Ale polskie elity szybko wyciągnęły wniosek z klęsk Powstania Styczniowego i przystąpiły do szerokiego ruchu wprowadzania oświaty wiejskiej, co z czasem zbudowało w chłopach polską świadomość narodową. Można to porównać do swego rodzaju uszlachcenia chłopów. W Legionach Piłsudskiego walczyli głównie chłopi, jednak byli oni wychowani na lekturze Sienkiewicza i sami poczuwali się być nowymi Kmicicami i Skrzetuskimi.
A co zachodzi na frontach wojny ukraińskiej? Ci, którzy dotąd byli poniewieranymi obywatelami państwa władanego przez oligarchów, odzyskują je dla siebie swym czynem zbrojnym. Na Ukrainie trwa nie tylko odpieranie rosyjskiej agresji, ale również wybijanie się bojowników do roli gospodarzy swej własnej ziemi, bo już nie zdołają powrócić dawne warunki państwa upadłego. I to można nazwać procesem uszlachcania, tym razem w wersji kozackiej. Wszak Unia Hadziacka nadała kozakom prawa równorzędne szlacheckim.
Marek Oktaba