Sukces dyplomatyczny niewątpliwy, gesty mają swoje znaczenie, zwłaszcza w kontekście nastawienia społeczeństw wszystkich tych państw, których przywódcy współdecydują o zakresie i rozmiarach pomocy dla walczących mężnie z rosyjską nawałą Ukraińców. Owe nastroje pod wpływem zrozumiałych emocji i wyrazistego przekazu Zełenskiego, który konsekwentnie odwołuje się do wartości wolnego świata, europejskich standardów demokracji i swobód obywatelskich, wreszcie zagrożeń, jakie generują rosyjskie ambicje imperialne i sposób ich urzeczywistniania, z wolna ewoluują – nawet w Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów, nieznaczna wprawdzie, a niemniej jednak większość obywateli, opowiada się za zwiększeniem pomocy militarnej dla Ukrainy.
Waga gestów i słów w polityce jest niewątpliwa. Dość przywołać Ronalda Reagana, który nawiązując do „Gwiezdnych Wojen”, nazwał ówczesny ZSRR: „Imperium Zła”, a potem wzywał Michaiła Gorbaczowa pamiętnymi słowy: „Panie Gorbaczow, niech Pan otworzy te drzwi…” do przebudowy globalnego układu sił. Tyle że za tymi słowami szły konkrety w wymiarze politycznym, ekonomicznym i militarnym. Trzy czynniki łącznie sprawiły, że przekroczono masę krytyczną, którą był upadek i rozpad ZSRR oraz Układu Warszawskiego.
Potrzebą chwili jest dostarczenie uzbrojenia zmieniającego lub przynajmniej wyrównującego dysproporcję sił i środków pozostających w dyspozycji stron uczestniczących w tej wojnie. Deklaracje co do ewentualnych ograniczeń, w rodzaju – „czołgi tak, samoloty nie” – nie mają w istocie praktycznego znaczenia i można jedynie z pobłażliwym uśmiechem wspominać pouczenia i połajanki, które swego czasu wywołała deklaracja polskiego rządu o gotowości przekazania w ramach sojuszniczych uzgodnień naszych Migów-29. Sprawę rozstrzygnęła informacja Brytyjczyków, że rozpoczęli szkolenie ukraińskich pilotów. Tyle tylko, że czynnik czasu w obliczu rosyjskiej ofensywy, od której dzielą nas dni, a nawet godziny, będzie w tym przypadku decydujący.
Druga, istotna kwestia to formuła i miejsce rokowań pokojowych oraz momentu i warunków wstępnych ich podjęcia, bowiem na naszych oczach wykrwawia się naród ukraiński, a infrastruktura walczącego kraju z wolna zamienia się w lej po bombie. Tym samym plan odbudowy Ukrainy będzie oznaczał nakłady porównywalne do tych, jakie Amerykanie po II wojnie światowej zaproponowali Europie w ramach tzw. Planu Marshalla.
Trzecia i w zasadzie najważniejsza kwestia to sprawa nowego, powojennego układu sił w Europie i na świecie, gdzie pozycja Ukrainy będzie jednym, ale nie jedynym z istotnych elementów. Sprawa ma zresztą dwa wymiary. Co z europejskimi aspiracjami Ukrainy? – wiadomo: pytanie brzmi nie – „czy?”, tylko – „kiedy i jak?”. W sprawie aspiracji do NATO rzecz wydaje się daleko bardziej złożona, a decydujące znaczenie będą miały ustalenia na linii Chiny – USA oraz Turcji, która wprawdzie przytłoczona skutkami ostatniego trzęsienia ziemi i perspektywą nadchodzących wyborów, zajęta jest raczej otwarciem przejść granicznych zamkniętych przez Rosję w również dotkniętej kataklizmem Syrii. Turcja z pewnością uważa basen Morza Czarnego za sferę swoich wpływów. Poza tym, to druga po amerykańskiej armia lądowa w NATO.
Jednak z dzisiejszej perspektywy, liczba niewiadomych jest zbyt duża, by łatwy optymizm zastąpił kompetentne, konsekwentne i skoordynowane działania na rzecz minimalizowania zagrożeń dalszej eskalacji konfliktu zbrojnego, o jego rozszerzeniu na inne kraje nie wspominając. Nadchodząca rocznica agresji (choć wojna trwa już od 2014 r.) z pewnością nie przyniesie odpowiedzi na nurtujące ludzkość pytania, ale drugi rok wojny obronnej pozbawi moskiewskiego dyktatora złudzeń – Ukraina już na zawsze będzie symbolem zjednoczenia wolnego świata, przeciw tyranii rosyjskiej przemocy.