fbpx
19 kwietnia, 2026
Szukaj
Close this search box.

"Każdy rząd pozbawiony krytyki jest skazany na popełnianie błędów"

Lewicowa alergia na koncepcję państwa narodowego

Redakcja
Redakcja

Nowy Świat 24 | Redakcja

Thomas Piketty. Fot. B. Sutherton (źródło: commons.wikimedia.org)

Przyspieszone zmierzanie europejskich partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych w kierunku politycznego zaniku można wyjaśnić niemal instynktowną alergią na koncepcję państwa narodowego. Współczesna „myśląca lewica” (lub to, co z niej pozostało) ma tendencję do utrzymywania ambiwalentnego stosunku, bliskiego schizoidalnemu, do pojęcia narodu – pisze hiszpański dziennik „El Mundo”.

Biorąc za przykład lewicę hiszpańską, widać wyraźnie, że z jednej strony postrzega ona prawdziwe państwa narodowe – te, które osiągnęły namacalną materializację na przestrzeni dziejów i istnieją na płaszczyźnie faktów – jako zardzewiałe antyki, wszystkie przeznaczone, prędzej czy później, na strych dla przestarzałych artefaktów.

Z drugiej jednak strony narody, które nie istnieją i nigdy nie istniały – na przykład, naród kataloński – są bezcielesnymi bytami widmowymi, które, poza nielicznymi wyjątkami, zasługują w ich oczach na najwyższy szacunek i teoretyczne rozważania.

Jeden z tych rzadkich sprzeciwów wobec nurtu sentymentalnej i romantycznej sympatii do etnokulturowych mikrosecesjonizmów reprezentuje francuski ekonomista Thomas Piketty. W przeciwieństwie do Varoufakisa, Stiglitza i wielu innych wzorów dla zachodniej lewicy, Piketty nigdy nie kupował ideologicznego towaru katalońskiego nacjonalizmu. Stąd dyskretny chłód, z jakim książka „Kapitał i ideologia” – jak dotąd jego najbardziej monumentalne i ambitne dzieło – została przyjęta w mediach i kręgach kulturowych hiszpańskiej lewicy, która nazywa się antysystemową.

Część zbiorowej wiedzy

Nie wybaczają Piketty’emu, że na półkach setek prywatnych bibliotek członków światowego establishmentu, a zwłaszcza świata anglosaskiego – tej elity w elicie, która następnie tworzy wszędzie dominujące opinie – umieścił zdania i refleksje, które nie zaskoczyłyby żadnego średnio poinformowanego Hiszpana, ale które bez wątpienia wzbudzą pewne zdumienie, wśród odległych obserwatorów katalońskiej kłótni. Zdania i refleksje, które tutaj – może poza Pablo Iglesiasem i jego audiowizualnym kręgiem wpływów – są już częścią zbiorowej wiedzy.

Najbardziej uderzająca, przynajmniej dla niedawno wyklutego lewicowca, jest intensywna korelacja statystyczna, odnotowana przez wszystkie badania opinii publicznej, między entuzjazmem separatystów a poziomem społeczno-ekonomicznym różnych warstw miejscowej ludności w tych czterech prowincjach. Entuzjazm połowy Katalończyków dla niepodległości rośnie podejrzanie wykładniczo, w miarę jak rosną pieniądze na ich kontach bankowych i liczby odzwierciedlające ich majątek. Coś, co nie brzmi w najmniejszym stopniu rewolucyjnie.

Przeczytaj także:

W szerszej perspektywie najwyższym paradoksem lewicy na Zachodzie jest to, że jej moment historycznej chwały, okres od zakończenia II wojny światowej – kiedy to wdrażano gospodarki mieszane z inspiracji socjaldemokratycznej i keynesowskiej – aż do kryzysu energetycznego w 1973 r., miał za swój punkt odniesienia prymat suwerenności we wszystkich obszarach państwa narodowego. Dzisiaj ma tendencję do pogardzania tym jako zasadą, w obliczu podporządkowanej wówczas władzy rynków.

Ten sam ślepy zaułek

„Wielką sprzecznością lewicy – zarówno socjaldemokratycznej, jak i tej, która pretenduje do miana alternatywy dla jej słabnącego reformizmu – jest wspólne im internacjonalistyczne oddanie, uniwersalizm, którego ostateczne korzenie tkwią w filozofii Oświecenia, wspólnym intelektualnym źródle liberalnego i socjalistycznego kosmopolityzmu. Lewica była w stanie jedynie wyobrazić sobie – a następnie przełożyć na rzeczywistość – propozycje, które odpowiadałyby jej własnym oznakom tożsamości, odróżnianym od oznak prawicy w wyłącznych ramach suwerennego państwa narodowego, jednak raz po raz podkreśla chęć dalszego pozbawiania go istotnych atrybutów jako strategię przyszłych działań” – czytamy w „El Mundo”.

Nawet Piketty, błyskotliwy obrazoburca, który twierdzi, że postuluje paradygmat radykalnie obcy zarówno nieuregulowanej autonomii rynków, jak i wszelkim próbom ratowania państwowego planowania od zapomnienia, popada w tę samą logiczną niekonsekwencję. Tak więc jego szczególna trzecia droga, po odarciu jej z wielu warstw retorycznego makijażu, którym próbuje ją ozdobić na papierze, ostatecznie prowadzi do tego samego ślepego zaułka, w którym reszta organicznych myślicieli lewicy pozostaje sparaliżowana i nie wie, w którym kierunku podążać. To, za czym opowiada się Piketty, okazuje się bowiem niewiele więcej niż oksymoronem. Ostatecznie to, co proponuje, można podsumować – według jego własnych słów – jako „stworzenie uniwersalnego systemu kapitału, który może być przekazany przez państwo każdemu młodemu dorosłemu”.

Alergia na nacjonalizm

I nawet ośmiela się określić konkretną wielkość, tej publicznej dotacji w przypadku Francji: 120 tys. euro na osobę.

„Kwota pochodziłaby – nie trzeba chyba dodawać – z supernowoczesnego zwiększenia obciążeń podatkowych od dochodów, majątku i spadków bogatych. Jak na razie wszystko wydaje się jasne. Właśnie w momencie, gdy na scenie pojawiają się fizyczne i prawne ograniczenia narodu, dyskursywna płynność Piketty’ego zaczyna się zaćmiewać, by ustąpić miejsca gęstej i mglistej ciszy. Do tego stopnia, że ani jedna z 1248 stron »Kapitału i ideologii« nie wspomina o tym, czy ci, którzy nie są pełnoprawnymi członkami narodu, imigranci – potencjalnie nieskończona pod względem liczebności grupa – również korzystaliby z niezbywalnego prawa każdego francuskiego obywatela do otrzymania 120 tys. euro powszechnego kapitału” – podkreśla publicysta.

Nawet w radosnym świecie chimerycznych fantazji najbardziej zuchwała lewica wciąż napotyka na sprzeczności swojego opornego uprzedzenia do faktu narodowego i jego następstwa, nacjonalizmu państwowego. Jest to stronnictwo, w którym w mniejszym lub większym stopniu uczestniczą wszystkie nurty progresywizmu. Przyspieszone przejście do ostatecznego zaniku znaczenia większości starych partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych w Europie można wyjaśnić ich instynktowną alergią na nacjonalizm. Alergia, którą nowi suwerenni konserwatyści wykorzystują na każdym kroku, by przywłaszczyć sobie tradycyjny elektorat.

Przeczytaj także:

NAJNOWSZE: